Bunt wyspiarzy

Źródło niepokoju

Cameron zrozumiał, że kilku posłów można zignorować, ale kilkudziesięciu już nie. A tym bardziej 100 tys. obywateli, którzy złożyli podpisy pod petycją w sprawie referendum. Nastroje społeczne zaczęły odzwierciedlać nastroje w Partii Konserwatywnej. Cameron sam zresztą nie jest euroentuzjastą. Wręcz przeciwnie. Jest Brytyjczykiem do szpiku kości, a UE utożsamia kontynentalny model polityki, sprzeczny z tradycją brytyjską. Brytyjczycy jako naród wyspiarski mają inne doświadczenia niż reszta Europy. I są z tego dumni. Nadzór ze strony Brukseli ich razi, niechętnie rozstają się z suwerennością. Kryzys w strefie euro i coraz to kolejne absurdalne pomysły na ratowanie wspólnej europejskiej waluty tylko pogłębił u nich poczucie odrębności. Ich zdaniem twór, zwany UE, stracił kontakt z rzeczywistością, czyli z nimi. Cameron z czasem przyjął więc bardziej eurosceptyczny ton. – Unia to dziś źródło niepokoju. Musimy sobie zadać pytanie, jakiej Unii chcemy. Moim zdaniem nie może to być sztywny blok, ale elastyczna sieć, której instytucje pomagają i wzmacniają jej członków. Musi to być unia, która rozumie i ceni tożsamość narodową i postrzega różnorodność jako źródło siły – zaznaczył na unijnym szczycie w listopadzie w Brukseli. I dodał: – Powinniśmy wykorzystać obecny kryzys, by odzyskać część władzy od Brukseli. Następnie zawetował pakt fiskalny oraz odrzucił pomysł ówczesnego tandemu Merkel–Sarkozy, wprowadzenia podatku od transakcji finansowych.

Na referendum wciąż nie chce się zgodzić, ale torysi z tylnych ławek liczą, że zmieni zdanie. Już raz się ugiął, podpisując zobowiązanie, że każde przekazanie uprawnień na rzecz Brukseli będzie musiało być konsultowane ze społeczeństwem. W końcu elektorat konserwatystów jest tradycyjnie niechętny nadmiernemu spoufalaniu się Brukseli z Londynem. Wynika to po części z przekonania, że za wszystkie niepowodzenia Zjednoczonego Królestwa odpowiada kontynent.

...
[pozostało do przeczytania 71% tekstu]
Dostęp do artykułów: