Egipt - Między starym reżimem a islamizacją

Stronnicy Mubaraka wciąż w grze

Przytłaczające zwycięstwo w wyborach parlamentarnych islamistów z Bractwa Muzułmańskiego i salafickiego ugrupowania Al-Nour wskazywało, że ich politycy zdominują również wyścig o prezydenturę. Jednakże w kwietniu zależna od armii Naczelna Komisja Wyborcza wykluczyła z wyborów nominatów obu partii. Na skutek tego salafici w ogóle nie zdołali wystawić własnego kandydata. Bractwo Muzułmańskie w ostatniej chwili zgłosiło jednego ze swoich liderów Mohameda Morsi. Nie był on jednak uważany za pewnego zwycięzcę ze względu na brak charyzmy i nikłą rozpoznawalność wśród Egipcjan.

Decyzja komisji stworzyła bardzo wygodną sytuację dla sprawującej tymczasowe rządy Najwyższej Rady Wojskowej. Dotychczas wydawało się, że wcześniej czy później będzie ona zmuszona oddać władzę w ręce zwolenników egipskiej rewolucji. Nieuchronnie doprowadziłoby to do stopniowej wymiany kierownictwa armii, ostatniego bastionu stronników prezydenta Mubaraka.

Jednakże już w wyborczych przedbiegach swoje szanse osłabiła świecka opozycja. Głośna na ulicy i w rewolucyjnych wiecach ponownie okazała się niezdolna do politycznej konsolidacji i nie wyłoniła wspólnego kandydata. W prezydenckiej stawce znalazło się wprawdzie kilku polityków mogących reprezentować interesy prozachodnio nastawionych Egipcjan. Ich mnogość rozproszyła jednak sympatie liberalnych wyborców, z góry minimalizując sondażowe szanse któregokolwiek z nich.

Powstałą w ten sposób polityczną lukę wypełniło dwóch polityków najbardziej promowanych przez armię: Ahmed Szafik i Amr Moussa. Obaj, oficjalnie startujący jako niezależni, to dawni współpracownicy Hosniego Mubaraka. I gdyby nie zawirowania polityczne wśród opozycji, nie mieliby szans na elekcję.

Przedwyborcza wielka niewiadoma

Wobec niemiłej dla wielu perspektywy spolaryzowania wyborów między wszechpotężne Bractwo Muzułmańskie a współpracowników...
[pozostało do przeczytania 63% tekstu]
Dostęp do artykułów: