Czas politechnologów

Komentując wyniki pierwszej tury wyborów prezydenckich na Ukrainie, tylko wydąłem usta. – U nas by było niemożliwe – prychnąłem. No bo czy wyobrażają sobie Państwo, że ktoś będący hybrydą Ryszarda Petru i Krystyny Jandy otrzymuje 30 proc. głosów i jest niemal pewny tego, że w wyścigu po fotel prezydencki nikt go nie zatrzyma? Niestety, po głębszej analizie widać, że kijowski krajobraz (między)wyborczy powinien być ostrzeżeniem także dla nas.

Paradoksalnie zaskoczenia nie było. 31 marca pierwszą turę wyborów prezydenckich na Ukrainie wygrał Wołodymyr Zełeński, komik, aktor i… nikt więcej. W drugiej turze to on zmierzy się z urzędującym prezydentem Petro Poroszenko. „Król czekolady”, jak mówi się o Poroszence, zmierzy się jednak nie tylko z komikiem. To będzie starcie z pogłębionymi analizami socjologicznymi, marketingiem politycznym oraz z całą gamą uprzedzeń i oczekiwań, które rozbudzono w narodzie ukraińskim. Będzie to także pojedynek ze zdeklarowanym wrogiem, Ihorem Kołomojskim, potężnym oligarchą i ojcem chrzestnym projektu „Zełeński”. Ale po kolei.

„Sługa narodu” wychodzi z ekranu
Zełeński jest komikiem i aktorem z popularnego serialu „Sługa narodu”, gdzie wciela się w rolę przypadkowo wybranego… prezydenta Ukrainy. Jest także średnio zamożnym (jak na ukraińskie warunki biznesmenem). Co może ciekawić, to fakt, że jego firma producencka realizowała zlecenia w Rosji, a on sam nie chce za bardzo się chwalić domem za blisko 4 mln euro w Forte dei Marmi, jednym z włoskich kurortów, gdzie „przez przypadek” uwiło sobie gniazdko także wielu rosyjskich oligarchów i celebrytów. Zełeński jest jednak przede wszystkim żywotnie związany z Ihorem Kołomojskim. Ten wpływowy oligarcha z rejonu Dnipro (dawniej Dniepropietrowsk) przez lata kontrolował gros produkcji paliwowej. Był także właścicielem wielkiego banku „Privat”. I o ten ostatni stoczył bój z prezydentem Perto Poroszenko, bój przegrany. Bank Kołomojskiego...
[pozostało do przeczytania 68% tekstu]
Dostęp do artykułów: