Szaleństwo maksymalizmu

Dodano: 27/11/2018 - Nr 48 z 28 listopada 2018

Felieton [A daj Pan spokój]

Uznaję się za maniaka, może nawet kogoś z lekkim odchyleniem psychicznym, potrafię godzinami pracować nad czymś, co mnie frapuje, irytuje, pasjonuje. Zdarzało się nie raz i nie dwa wyjść po 24.00 przed chałupę i odkręcać po omacku kawałek zepsutego samochodu. Brałem potem taką część „na warsztat” i do rana przy niej grzebałem. Efekty napraw bywały różne, ale na końcu zawsze samochód odpalał i jechał dalej. Mając w głowie te wszystkie odchylenia, jestem w stanie zrozumieć maksymalistów, którym spokoju nie daje jakiś defekt, ale w remontowanym samochodzie zawsze coś nie działa lub się psuje. Musi się z tym faktem pogodzić każdy maksymalista, w przeciwnym razie zmieni status na wariata. Szczególnie niebezpieczni są maksymaliści, którzy gotowi się zabić w czasie jazdy nie do końca sprawnym samochodem. Równie szkodliwi są wariaci po przeciwnej stronie maksymalizmu, u nich samochód będzie stał w garażu z powodu jednej rysy na zderzaku. Łatwo przejść z jednego stanu w drugi
     
58%
pozostało do przeczytania: 42%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze