Zwycięska strategia PiS

Posypała się lawina dobrych rad i rewolucyjnych pomysłów na zmianę strategii politycznej PiS. Wszystko jest efektem „porażki, której nie ma co ukrywać”. Jak zwykle w takich wypadkach stosuję jedną metodę – z głupotą nie dyskutuję. Życzę takiej „porażki” PiS w wyborach parlamentarnych, jaka miała miejsce w wyborach samorządowych. I życzę takiego zwycięstwa Koalicji Obywatelskiej w wyborach parlamentarnych, jakie odniosła w wyborach samorządowych.

Matematyka, logika i twarde dane wskazują wyraźnie, że ogólny wynik PiS w przeliczeniu na okręgi wyborcze dałby tej partii samodzielną władzę w sejmie i senacie. Wie to każdy, kto choć trochę rozumie specyfikę i rozkład głosów w poszczególnych wyborach. Wiedzą to również Schetyna i jego kompani, dlatego tak nachalnie propagują utrzymanie swoich pozycji w miastach jako przełom polityczny. PiS powiększył bazę wyborców, KO utrzymała – i to tylko w dużych miastach, stanowiących 15 proc. elektoratu, a jeszcze trzeba to podzielić, bo PiS ma tam wyborców na poziomie 30–40 proc. Gdy się wszystkie słupki poukłada z zimną głową, to nikt rozsądny nie będzie histerycznie produkował nowych strategii. Jedyne, czego potrzeba, to przemyślanej i niewielkiej korekty. PiS nigdy nie będzie wygrywać w wielkich miastach, więc szaleństwem byłoby podporządkować politykę pod wielkomiejski elektorat. Natomiast nie ma sensu tego elektoratu zrażać i mobilizować toporną propagandą telewizji Kurskiego czy bezsensowną wojną z UE, której przy takim poziomie społecznej akceptacji dla UE wygrać się nie da. Polityka społeczna PiS odniosła wielki sukces na prowincji, w wielkich miastach przegrał ideologiczny radykalizm i tępa propaganda. Gołym okiem widać, co trzeba skorygować i nie ma tego dużo.
 
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: