Wyrok Zdanowskiej to przełom

Człowiek ma tendencję do czepiania się wszystkiego, co smutne lub bulwersujące. Prawie każdy ma taką słabość. Nie wolno się jednak poddawać i warto, przynajmniej od czasu do czasu, dostrzec pozytywy. Sprawa prezydent Łodzi Hanny Zdanowskiej to jest przełom, który przeszedł niezauważony. Oczywiście nie mówię o samym wyroku, tutaj było bardzo głośno, mówię o bardzo ciekawym tle.

Prawomocny wyrok, uznający Zdanowską za winną poświadczenia nieprawdy w celu uzyskania kredytu przez jej partnera, zapadł w arcyciekawych okolicznościach. Zdanowskiej wielkiej krzywdy sąd nie zrobił, ale też nie miał podstaw, sprawa dotyczyła raptem 50 tysięcy zł, a właściwie 50 tysięcy na papierze. Skazana dostała 20 tysięcy zł grzywny i taki wyrok nie powinien bulwersować, jest to dość uczciwe rozstrzygnięcie. Znacznie istotniejsze są trzy inne fakty. Do wyroku zdanie odrębne zgłosił sędzia Piotr Augustyniak, który jednocześnie był przewodniczącym składu sędziowskiego. Takie cuda praktycznie się nie zdarzają, to oznacza, że sędziowie „niżsi rangą” postawili się „szefowi”. Wcześniej obrona zgłosiła wnioski dowodowe i wśród nich domagała się od sądu zadania pytania prejudycjalnego do TSUE, wskazując na polityczne tło sprawy. Rzeczywiście takie tło istniało, ale sąd oddalił wniosek. Ostatnią bardzo ważną okolicznością jest to, że Zdanowska startuje w wyborach i nie zamierza z tego rezygnować. Cóż te wszystkie cuda razem wzięte oznaczają? Otóż potwierdza się optymistyczna teza, że część sędziów uznała nową rzeczywistość za obowiązującą i zaczęła się do niej odważnie dostosowywać. W środowisku sędziowskim trzeba odwagi, aby wydać podobny wyrok i jeszcze postawić się wyżej znamienitym kolegom w togach.  
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: