PiS ma dobre serduszko

Dziennikarskie wygi, a jest ich mało, twierdzą, że większość rozgrywek politycznych to trywialne zawody, z których dopiero mało doświadczeni publicyści robią piętrowe analizy. Zgadzam się prawie w całości, bo czasami dzieje się odwrotnie. Miało być prosto, ale się tak skomplikowało, że nikt za tym nie nadąża.

Dość wspomnieć rekonstrukcję rządu PiS na przełomie 2017 i 2018 r. Za to modelową prostotą w podejmowaniu politycznej decyzji popisał się PiS przy odrzuceniu wniosku prezydenta Andrzeja Dudy o przeprowadzenie referendum konstytucyjnego. Nic tu nie jest skomplikowane i wszystko jasne. Widzieliśmy teatr polityczny, nawiasem mówiąc, na kiepskim poziomie, ale z bardzo dobrą puentą. Nikt mnie nie przekona, że odrzucenie prezydenckiego wniosku nie było polityczną „ustawką”, której cel określono jasno – trzeba wyjść z żenady, w jaką wpakował się Andrzej Duda i siłą rozpędu wciągnął PiS. Przeprowadzenie referendum dawało pełną gwarancję katastrofy i ciężko oczekiwać czegoś innego, skoro nikt poza paniami Romaszewskimi i ministrem Łapińskim w sens przedsięwzięcia nie wierzył. Data 11 listopada i kampania samorządowa miały chyba większe znaczenie niż sam bezsensowny pomysł na referendum. W kampanii wyborczej PiS musiałby ciągnąć kulę u nogi, a uroczystości 100. rocznicy odzyskania niepodległości byłyby „okraszone” kuriozum przy urnach. Obie strony doskonale wiedziały, że tak się stanie, ponieważ odzew społeczny nie pozostawiał złudzeń. Dlatego też nie przyjmuję do wiadomości teorii spiskowych, że PiS chciał się zrewanżować prezydentowi za weta, zwłaszcza ustawy degradacyjnej. Przeciwnie, PiS ma dobre serduszko i wyciągnął Andrzeja Dudę z opresji, w którą sam się wpakował. Taką mam prostą koncepcję.  
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: