Walka o potrzeby lokalnej społeczności to mój żywioł

Przez lata Rafał Dutkiewicz i jego dwór stworzyli we wrocławskim Ratuszu negatywny Wersal – zamknięty krąg ludzi, którzy decydują o tym, kto z nimi może bawić się w rządzenie. Masz inny pomysł, nie zgadzasz się z szefem? Wypadasz z gry. Wrocław przez to traci – mówi kandydatka PiS na urząd prezydenta Wrocławia. Z Mirosławą Stachowiak-Różecką rozmawia Adam Nowowiejski


Jak ocenia Pani prezydenturę schodzącego ze sceny prezydenta Wrocławia Rafała Dutkiewicza?

Najważniejsze jest to, jak Rafała Dutkiewicza oceniają mieszkańcy Wrocławia. Prezydent miasta ma służyć społeczności, aby potencjał obywateli wpływał na rozwój i aby ta nasza wspólna przestrzeń była jak najbardziej przyjazna dla wszystkich, a nie tylko dla wybranych grup czy „projektów”. Odwróćmy perspektywę – to kandydaci w wyborach samorządowych mają za zadanie wspólnie z wyborcami stworzyć program.

Ale przecież polityka prezydenta miasta ewoluowała przez kolejne kadencje, były dobre i złe momenty.

Rządy Rafała Dutkiewicza we Wrocławiu trwają długo, w tym czasie miasto nieustannie rozwijało się i zmieniało, co też pociągnęło za sobą wiele konsekwencji. Z entuzjazmu pierwszej kadencji weszliśmy w akceptację pewnych kierunków proponowanych podczas kolejnych czterech lat, ale z czasem punkty ciężkości w myśleniu o Wrocławiu rozminęły się z rzeczywistymi potrzebami mieszkańców. Rozwój centrum miasta zepchnął na dalszy tor myślenie o osiedlach czy relacjach Wrocławia z sąsiadującymi miejscowościami.

Na pewno niektóre zamierzenia udało się zrealizować.

Miasto dobrze poradziło sobie z wykorzystaniem środków unijnych – inwestowano i remontowano centrum. Osobiście cenię sobie plan rewitalizacji Nadodrza, wrocławskie Śródmieście nadal wymaga uwagi i pomysłu. Jednak polityka Ratusza wobec komunikacji miejskiej i oddalonych od Rynku osiedli była strategicznym błędem, efekty tych...
[pozostało do przeczytania 76% tekstu]
Dostęp do artykułów: