Skończymy z celebrowaniem naszych katów

Poprzez swoje unikalne położenie miasto jest nie tylko mieszanką kulturową i miejscem spotkań Polaków z różnych stron kraju, ale też powinno być miejscem spotkań z Polonią. W latach 90. wielu działaczy polonijnych, którzy odnieśli sukces na Zachodzie, chciało inwestować w Gdańsku, natknęli się jednak na mur obojętności czy nawet łapówkarstwa ówczesnych urzędników. Wierzę, że Polonia może dać nam drugą szansę i znaleźć tu miejsce dla swoich sukcesów – mówi kandydat na prezydenta Gdańska w wyborach samorządowych 2018 r. z Kacprem Płażyńskim rozmawia Adam Nowowiejski


Zapowiada się bardzo ostra kampania wyborcza, w której może Pan naruszyć interesy wielkiego biznesu powiązanego z prezydentem Pawłem Adamowiczem.
Jestem na to przygotowany. Od polityków, którzy stanowią część elity, wymagamy, by byli bardziej etyczni i skuteczni w swojej pracy. Nie wolno nam przemilczeć ich nadużyć, bo byłoby to nieuczciwe wobec obywateli. Wokół obecnego prezydenta Gdańska powstał układ wzajemnych powiązań biznesowych i towarzyskich, który promuje się nawzajem i zapomina o pozostałej części mieszkańców miasta.

Ale Trójmiasto to reduta wielokadencyjnych włodarzy, w Gdańsku Paweł Adamowicz, w Sopocie Wojciech Szczurek, w Gdyni Jacek Karnowski. Jak to przeciąć?
To nie jest zdrowa sytuacja, gdy jakąkolwiek instytucją publiczną przez wiele lat rządzi ta sama osoba. Nawet wśród najuczciwszych i najbardziej pracowitych ludzi tworzy się po pewnym czasie dwór, do którego za wszelką cenę chcą należeć ludzie kierujący się niejasnymi pobudkami. A taki wieloletni władca po pewnym czasie też przestaje rozumieć problemy, jakimi żyją zwyczajni mieszkańcy, traci energię i kreatywność.

Po stronie Adamowicza stoi wielki biznes. A kto stoi po Pana stronie?
Najpiękniejsze w demokracji jest to, że głos milionera waży w urnie wyborczej tyle samo, co głos zwykłego szarego Kowalskiego. Ale...
[pozostało do przeczytania 72% tekstu]
Dostęp do artykułów: