Na miłość do ojczyzny nie ma monopolu. Dlaczego prawica nie może przebić się do mainstreamu

Prawica przegrywa bój o kulturę – na własne życzenie – mówi Adam Strug, etnomuzykolog, współtwórca Szkoły Tradycji (Akademia Kolberga) podtrzymującej najcenniejsze lokalne tradycje muzyczne. Rozmawia Adam Nowowiejski


Nie przyszedł Pan w koszulce z napisem „Konstytucja”?

Dlaczego miałbym to robić?

Środowisko artystyczne w Polsce zaczyna się mocno kojarzyć z antyrządowymi wystąpieniami.

Niesłusznie. Myślę, że polscy muzycy wcale nie utożsamiają się tak powszechnie z opozycyjnymi argumentami, ale boją się ostracyzmu otoczenia.

Dlaczego w takim razie wielu twórców paraduje w koszulkach z napisem „Konstytucja”?

Obawiam się, że nie jest to podszyte żadnym szczególnym przekonaniem politycznym, lecz niestety instynktem stadnym. Za poprzednich rządów nie zajmowali się kwestią niezawisłości sądów, a przecież w III RP ten problem jest permanentny.

Być może artyści w Polsce są po prostu lewicowi. Oderwani od polskiej tradycji i przez to wobec niej krytyczni.

Byłbym ostrożny z takimi tezami. Aczkolwiek, środowisko etnomuzykologiczne, które współtworzę – w przeciwieństwie do podobnych grup w innych krajach europejskich – jest zdecydowanie lewicowe. W tym kontekście – i żeby nie było tak słodko – przyznam, że to raczej prawicowi artyści mają jeszcze wiele do zrobienia, aby równać się z lewicowymi kolegami pod względem wkładu w polską kulturę.

Na przykład?

Andrzej Bieńkowski. Wybitny malarz, profesor warszawskiej ASP, lewicowiec, mój przyjaciel. Jego wkład w dokumentowanie tradycyjnej muzyki polskiej porównać można śmiało z robotą, jaką w swoim czasie wykonał Oskar Kolberg. Dzięki jego pracy środowiska inteligenckie poznały to, co w obecnej kulturze muzycznej najcenniejsze.

Myśli Pan, że współcześni konserwatyści nie mają takiego wkładu?...
[pozostało do przeczytania 63% tekstu]
Dostęp do artykułów: