Związek kontra koncern

– Walczą z nami, bo jako jedyni bezkompromisowo bronimy interesów zwykłych ludzi – przekonuje Woźniak. I dodaje: – Nie boimy się, mamy określone poglądy i z nich nie rezygnujemy.

Woźniak twierdzi, że problemy związku zaczęły się po wyborach wygranych przez PO i zmianach w kierownictwie koncernu. Solidarność ’80 postawiła się zdecydowanie podczas negocjacji układu zbiorowego w 2008 r. Nie podpisała go. Domagała się większych podwyżek dla pracowników. – Chodziło nam przede wszystkim o robotników, którzy pracują w najcięższych warunkach – zapewnia Woźniak.

Nie ukrywa, że nie szczędził gorzkich słów wobec zarządu, a nawet samego prezesa Jacka Krawca. – Nie mogłem się zgodzić, że np. zwalniają „waciaków”, jak pogardliwie nazywają pracowników, a zatrudniają kolejnych wiceprezesów – denerwuje się szef związku. W sądzie pracy stara się o przywrócenie zatrudnienia kilku osób.

Szykany w świetle prawa

Na reakcję szefostwa koncernu długo nie musiał czekać. Kierownictwo, na czele którego stoi prezes Jacek Krawiec, odebrało mu samochód służbowy, z którego do tej pory korzystał. – Zakład jest ogromny, powierzchnią dorównuje niejednemu miastu. Jakoś trzeba dojeżdżać do związkowców – tłumaczy Paweł Łapiak, doradca związku, były pracownik Orlenu. Stracił pracę, bo stał się niewygodny – bronił praw pracowniczych.

Kierownictwo firmy swą decyzję uzasadniło koniecznością optymalizacji wykorzystania środków transportu. Poza tym uznało, że Solidarność ’80 jest związkiem niereprezentatywnym (nie wiadomo, co to określenie ma oznaczać). Woźniak natomiast odebrał to jako zapowiedź szykan. – Utwierdziłem się w tym przekonaniu, kiedy po auto przyszła policja. Zarzucono mi, że bezprawnie przywłaszczyłem sobie mienie zakładu – wyjaśnia. Opowiada: – Uzbrojeni policjanci przyszli do mojego biura w dniu, kiedy odebrałem decyzję zobowiązującą mnie do zwrotu samochodu. Potraktowali mnie jak złodzieja – denerwuje się. Skończyło...
[pozostało do przeczytania 67% tekstu]
Dostęp do artykułów: