Między matrixem a rzeczywistością

Felieton [Lubię dinozaury]

Warszawa ma ten urok, że dość często widać tam jak przez soczewkę patologie trawiące cały nasz kraj (czy „ten kraj”, jak wolą mówić niektórzy). Duża w tym zasługa naszej Pani Prezydent, która z uporem godnym lepszej sprawy uznała, że cała jej działalność (i jej towarzystwa) powinna stać się symbolem sposobu istnienia jej macierzystej partii, czyli Platformy Obywatelskiej. Przyjrzyjmy się więc bliżej temu, co ostatnio ujawniła komisja weryfikacyjna. Nie chodzi tu nawet o bezmiar krzywd i złodziejstwa, do jakiego doprowadzono w naszej stolicy, a którego najbardziej ponurym przykładem będzie zawsze morderstwo Jolanty Brzeskiej. Chodzi raczej o samą zasadę władzy. Ostatnio szefowa Rady Miasta, piastująca tę funkcję od 11 lat, Ewa Malinowska-Grupińska, stwierdziła, że nie miała żadnych narzędzi, żeby zweryfikować sytuację, a następnie ograniczyć chaos i przekręty, do jakich dochodziło w warszawskim ratuszu. A potem rozpoczęła standardową śpiewkę PO, że PiS się czepia i że
     
52%
pozostało do przeczytania: 48%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze