My słaliśmy amunicję dla Piłsudskiego, wy nam krew dla rannych

Nasze narody mają po prostu świadomość wspólnego losu, dlatego wzajemne wizyty, współobecność, mają niewypowiedziane znaczenie – z Akosem Engelmayerem, ambasadorem Węgier w Polsce w latach 1990–1995, rozmawia Jakub Augustyn Maciejewski.


Czym był dla Węgrów 15 marca 1848 roku?

W praktyce oznaczał początek reform w monarchii Habsburgów – zniesienie pańszczyzny, zniesienie cenzury, był też krokiem do niepodległości. Ale dla nas oznaczał coś więcej – to święto młodości. To właśnie młodzi ludzie, tacy jak nasz wybitny poeta Sándor Petőfi, wzniecili rewolucję 1848 roku, która była narodową odsłoną ogólnoeuropejskiej Wiosny Ludów. Osiągnięcia powstania węgierskiego wykroczyły poza granice naszego kraju – zniesienie pańszczyzny dotyczyło przecież całego państwa, również polskiej Galicji. Marzec 1848 roku był pierwszą europejską „aksamitną rewolucją”, a więc rewolucją bez rozlewu krwi. Oczywiście Austriacy zmienili ten stan, gdy zaczęli podburzać inne narody pod ich panowaniem, na przykład Chorwatów, przeciwko nam – wtedy zaczęła się walka zbrojna.

Znamy też wielki wkład Polaków w węgierski zryw.

Symbolem jest tu oczywiście generał Józef Bem, a szczególnie mocno wyraża to fakt, że jego adiutantem był właśnie Petőfi. Oblicze Bema jest znane każdemu Węgrowi, wszak od lat 30. XX wieku jego pomnik stoi w stolicy. Nie jest przypadkiem, że antykomunistyczne powstanie z 1956 roku zaczęło się właśnie tam. Podobnie po podpisaniu Porozumienia Gdańskiego w 1981 roku pod monumentem Bema także zebrała się grupa Węgrów, demonstrując swoje poparcie dla Polaków. Bardzo mnie cieszyło, gdy prezydent Andrzej Duda w 60. rocznicę antysowieckiego zrywu z 1956 roku przemawiał do Węgrów właśnie w tym miejscu. Gdy jeszcze co roku widzę Polaków, którzy tłumnie przybywają 15 marca do Budapesztu, to zwyczajnie czuję radość.

Czy uczestnictwo w oficjalnych uroczystościach jest...
[pozostało do przeczytania 64% tekstu]
Dostęp do artykułów: