Kat i ofiara

Dlaczego się nie cieszę, kiedy Niemcy ustami Angeli Merkel potwierdzają swoją odpowiedzialność za II wojnę i za Holocaust? Przeraża mnie myśl, że to Niemcy w tej sprawie mają ostatnie słowo. Słowo mojego kraju, Polski, nie ma znaczenia.

W jakiejś – może nieodległej – przyszłości, kiedy wymrą pozostali świadkowie, to ostatnie słowo może wyglądać inaczej. Świadkowie polscy – i niemieccy – odejdą. Ale świadkowie żydowscy, na mocy niepisanego prawa, będą obecni w następnych pokoleniach i to ich zdanie będzie miało moc decydującą. Jeśli wskażą palcem na Polskę jako swojego kata, antypolonizm rozniesie się po całym świecie, czego początek już widzimy. Prawdziwy kat ich narodu – Niemcy – zapłacili im za swoje zbrodnie i płacą im nadal. W zamian otrzymali to, że Żydzi przestali używać słowa „Niemcy”, zastępując je „nazistami”, słowem nic nieoznaczającym, gdyż partia nazistowska od dawna już nie istnieje. To logiczna wymiana w wymiarze materialistycznym. W wymiarze metafizycznym sprawa nie jest już taka prosta. Z relacji kat–ofiara znika jeden człon tej relacji, kat. Rozpływa się, jak gdyby w nieokreśloności, zostaje ofiara. Chrześcijanie wiedzą, że ofiara zbrodni jest doskonale czysta, jeśli wybaczy sprawcy. Wyrazem takiej czystości był list biskupów polskich do biskupów niemieckich w 1965 r.: „Wybaczamy i prosimy o wybaczenie”. Chrześcijanin od czasu ofiary Chrystusa na krzyżu wie, że tylko czysta ofiara ma moc „wchłonięcia”, unicestwienia zła. Tymczasem religia, którą dla Żydów stał się Holocaust, nie opiera się na tych zasadach. A ponieważ jest ona podstawą narodowej tożsamości, relacja kat–ofiara musi być podtrzymywana. Ofiara nadal potrzebuje kata. Jeśli pierwotna jego figura zanikła w owej nieokreśloności, szuka zastępczego i na takiego „zastępczego kata” świetnie nadali się Polacy. Historia wielowiekowej obecności Żydów w Polsce, liczebności tej diaspory, niespotykanej w innych krajach jest mało znana. Świetny film Wajdy „Ziemia obiecana...
[pozostało do przeczytania 36% tekstu]
Dostęp do artykułów: