KRÓLOWANIE

„Król Europy” oznajmił ostatnio, że wystartuje w wyborach prezydenckich, jeśli w szranki stanie Jarosław Kaczyński. Zastanówmy się nad pojęciem królowania. Socjolog Jan Sowa w swojej znanej w kręgach lewicowych książce „Fantomowe ciało króla” postawił tezę, że od śmierci Zygmunta II Augusta, ostatniego dynastycznego króla, Rzeczpospolita żyła istnieniem fantomowym.

Jej państwowość była li tylko fantazmatem, utrzymywanym przy złudnym życiu przez ideologię sarmatyzmu i mit złotej wolności szlacheckiej. Sowa nawiązuje do koncepcji badacza średniowiecza Ernsta Kantorowicza o dwóch ciałach króla: przemijalność śmiertelnego monarchy zestawiona jest z trwaniem państw. Ciało polityczne służyło utrzymaniu ciągłości dynastycznej i umożliwiało natychmiastowe przeniesienie wszystkich atrybutów władzy z poprzednika na następcę. Ta obserwacja może przydać się także nam, mieszkańcom postkomunistycznego państwa. Bo dziś owa „dynastyczność” przejawia się w ciągłości nie monarchicznej i nawet nie partyjnej, lecz kastowej. Kasta może zaaprobować demokratyczne zwycięstwo innej partii pod warunkiem, że nie kopnie ona w jej dynastyczny tron. Podobnie fantomowo jak sarmacka Rzeczpospolita istniała III RP; była fantazmatem, utrzymywanym przy życiu przez postkomunistów, którzy wymyślili ją i z częścią opozycji podstawili siebie w miejsce wykrwawionej Solidarności, przeniesionej do krainy mitu. Najlepiej ujął to Czarzasty w polemice z Frasyniukiem: „Wyście komunistów nie pokonali, wyście się z nami, k…, dogadali!”. A więc choć „ciało fizyczne” się zmieniało, „ciało polityczne” wskutek „dogadania się” pozostawało ciągle takie samo. Inne konstatacje Sowy również wiele tłumaczą: „Gdy na Zachodzie rozwój nowoczesnych środków produkcji szedł w najlepsze, szlachta skupiała się na zachowaniu feudalnego status quo, unikając modernizacji i jakiejkolwiek zmiany, w celu przedłużenia rozkoszy, czyli przyjemności trwania w bezruchu”. Wystarczy w miejsce szlachty wpisać...
[pozostało do przeczytania 34% tekstu]
Dostęp do artykułów: