Prawda o Smoleńsku warunkiem powagi RP

Zapowiedź ogłoszenia ostatecznych ustaleń podkomisji smoleńskiej w dniu ósmej rocznicy katastrofy to inicjatywa być może słuszna, mobilizująca zespół podkomisji do przyspieszenia prac, ale to, co działa w karnych szeregach formacji politycznych, nie musi być skuteczne w realiach pracy światowych laboratoriów i instytutów badawczych.

Dlatego nie rozumiem związku uroczystości rocznicowych z dochodzeniem do prawdy. Słuszna i godna polityka pamięci nie może nam zastąpić rzeletnej wiedzy, a tej nie zdobywa się w rytmie kolejnych rocznic. Zakrojone na szeroką skalę eksperymenty i prace badawcze powinny być prowadzone dotąd, aż uzyskamy pewność, jak było. Na odzyskanie wraku (co widać po ostatnich rozmowach ministra Czaputowicza z ambasadorem Rosji) na razie nie ma co liczyć, pozostają więc żmudne badania. Nauka, dzięki mocom przeliczeniowym współczesnych komputerów i metodom numerycznym, osiągnęła dziś taki poziom rozwoju, który z dużą dokładnością umożliwia odtworzenie przebiegu zdarzeń. Elementarny ład prawny i sposób funkcjonowania państwa wymagają, aby sprawy wyjaśnienia okoliczności śmierci prezydenta RP i innych wysokich przywódców państwowych nie zamieniać na stawiane pomniki ani nie uzależniać od obchodów rocznicy czy politycznych funkcjonalności. Wyjaśnienie przyczyn i przebiegu katastrofy smoleńskiej jest sprawą absolutnie priorytetową. Jeśli Rzeczpospolita Polska nie znajdzie w sobie dość siły, aby do tego doprowadzić, trwale zakwestionuje własną powagę i sprowadzi siebie do roli przedmiotowej w stosunkach międzynarodowych. Zaniechania rządu PO-PSL na tle tego, co Holandia, Malezja i Australia zrobiły dla wyjaśnienia katastrof samolotów MH-17 i wcześniejszej MH-370, powinny być powodem do wstydu. Obecne władze RP mają szansę, aby ten wstyd zmazać. Jeżeli tego nie zrobimy, nie oczekujmy, że w kwestii polityki historycznej, reparacji wojennych czy naszych relacji z UE będziemy traktowani poważnie.
 
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: