Mali ludzie grają herosów

Dzieckiem będąc, łba nie urwałem hydrze, może dlatego, że byłem naiwnym chłopcem. Bardzo długo, aż do osiągnięcia pełnoletności, tkwiłem w przekonaniu, że taki aktor, pisarz czy znany prezenter z telewizji musi być wybitny.

Wyobrażałem sobie, że pisarz, rozmawiając z żoną, posługuje się językiem literackim, metaforami, opisami przyrody, alegoriami. Tak samo widziałem aktora w domowych pieleszach, prawdziwy heros, odgrywający swoje wybitne role. Będzie to dla mnie bardzo krępujące, jednak muszę się przyznać, że żyłem z tą naiwnością do chwili, gdy pełną parą ruszył Internet. Wówczas znani aktorzy, wybitni pisarze i piękne prezenterki telewizyjne zaczęli uruchamiać swoje profile na portalach społecznościowych i zabierać głos w „sprawach”. Czar prysł w jednej sekundzie! To, co ci ludzie wygadują, jakie fotografie i filmiki ze swoim udziałem upubliczniają, przekracza wszelkie granice rozsądku i przyzwoitości. Nie ma dnia, żeby jedna głupota nie ścigała drugiej. Jakaś Kinga Rusin pisze o hitlerowskiej puszczy, inna Wellman dostaje fioła na punkcie seksu. Pisarka, pożal się Boże, Gretkowska, obsesyjnie rozgląda się w poszukiwaniu faszyzmu i im bardziej go nie dostrzega, tym bardziej jest przerażona. U Marcina Mellera zbiera się kwiat lewicowej inteligencji i w kółko rozprawia o parawanach nad Bałtykiem albo krótkim płaszczyku pewnego prezesa. Antybohaterowie własnych wizerunków, kreowanych przez lata. Kto dziś w Olbrychskim widzi Kmicica, a nie podstarzałego aroganta z przepitym głosem i podkrążonymi oczami, który bredzi coś o nienawistnych Polakach? Głupi byłem i młody! Mali ludzie odgrywają wielkie postaci, ale życie wiodą tandetne i żałosne, bo w taki też sposób robili kariery.
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: