Wybory prezydenckie w Rosji: Putin nie do zdarcia

A Zachód uzna każdy wynik wyborów, nawet jeśli unijnym instytucjom pod nos podsunąć tonę dowodów ich sfałszowania. Nie ma co liczyć na wprowadzenie jakichkolwiek sankcji. Nawet Rada Europy – organ powołany do promowania i ochrony praw człowieka na naszym kontynencie – nie drgnie na widok sposobu prowadzenia wyborów w Rosji.

Znaleźć winnego

Nim jednak rosyjska elita władzy zrozumiała, z kim walczy, przez pierwszy miesiąc po grudniowych wyborach parlamentarnych szukała przyczyn problemów tam, gdzie zwykle: w korytarzowych spiskach i zagranicznych ambasadach. Najpierw Putin oskarżył amerykańską sekretarz stanu Hillary Clinton, że to ona finansuje demonstracje. Potem wyrzucił szefa wywiadu wojskowego GRU, tradycyjnego konkurenta KGB–FSB, podejrzewając, że zimowe manifestacje to robota wojskowych.

Tymczasem tłumy maszerowały po ulicach, a kibice wygwizdali samego Putina na gali sportu. Pierwszy raz w życiu Putin musiał stawić czoło przeciwnikom, którzy go przerośli.

To prawdopodobnie wtedy, po ucieczce z gali sportu, jego współpracownicy doszli do wniosku, że charyzma Putina już nie działa i na bunt ulicy należy odpowiedzieć wzmożoną akcją propagandystyczną. Jak Rosja długa i szeroka rozpoczęło się rządowe organizowanie prokremlowskich manifestacji. Ich wielkość (wprost proporcjonalna do użytych środków) przytłoczyła w końcu opozycyjne mityngi. I tak będzie już do wyborów. Ludzi przywożono na nie, ale i przychodzili sami. Za Putinem opowiedziały się też duże ośrodki przemysłu zbrojeniowego, np. Niżny Tagił. Znany i u nas nacjonalistyczny pisarz Aleksander Prochanow (autor książki political fiction „Towarzysz Heksogen”, w której oskarżył wprost FSB o zorganizowanie zbrodniczych zamachów w rosyjskich miastach w 1999 r.) opowiedział się teraz po stronie Putina. Zresztą ma wiele do stracenia w przypadku zmian. Takie było zresztą hasło proputinowskich mityngów: „My mamy co tracić” (czytaj: w przypadku odsunięcia...
[pozostało do przeczytania 53% tekstu]
Dostęp do artykułów: