Trypolis–Warszawa, wspólna sprawa?

Od początku roku obserwujemy w wielu krajach arabskich zamieszki i rewolty o podłożu społeczno-ekonomicznym. W kilku państwach zmiany zostały przeprowadzone w relatywnie pokojowy sposób. Od wielu tygodni społeczność międzynarodowa przyglądała się jednak krwawej rewolcie w Libii. Choć w ostatnich latach libijski dyktator Muammar Kaddafi był dobrze postrzegany w świecie zachodnim, to czterdziestodwuletni bilans jego rządów nie okazał się najlepszy. Kiedy rozpoczęła się rewolta, wydawało się, że świat ma jasne rozeznanie sytuacji i łatwo potrafi wskazać pozytywnych i negatywnych bohaterów wydarzeń libijskich. Wydawało się też, że świat posiada odpowiednie instrumenty i doświadczenie, by poradzić sobie z taką sytuacją. Liczne bowiem operacje pokojowe, zaangażowanie w krwawych kryzysach na Bałkanach, w Afganistanie i Iraku, powinny pozwolić takim instytucjom jak ONZ, NATO czy Unia Europejska podejść do sytuacji w Libii w sposób rutynowy. Przekonywano nas też, że po wejściu w życie traktatu
     
7%
pozostało do przeczytania: 93%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze