Sztuka i społeczny gniew

W oparach hipokryzji

Obraz Krauzego – podobnie jak „Krwawa niedziela” Paula Greengrassa z 2002 r., będąca rekonstrukcją wypadków z 30 stycznia 1972 r., kiedy w Derry w Irlandii Płn. żołnierze brytyjscy zabili 14 protestujących przeciw ustawie zezwalającej aresztować każdego Irlandczyka jako „podejrzanego o terroryzm” – jest jednym z tych dzieł, które przypominają najczarniejsze, najbardziej dramatyczne karty z historii kraju. I trudno nie zgodzić się ze scenarzystą Michałem Pruskim, kiedy mówi, że „w tym jednym dniu, 17 grudnia 1970 r., zogniskowało się całe zło i okrucieństwo ówczesnej władzy, jej perfidia i nieliczenie się z obywatelami własnego państwa, kiedy niczego niespodziewających się robotników zwabiono w pułapkę, aby strzelać do nich jak do żywych tarcz”.

Minęło 40 lat i przez ten długi okres nikt nie został osądzony i ukarany – ani milicjanci strzelający do tłumu, ani ich mocodawcy. Jak żywy i bolesny jest to problem, niech świadczy niedawne wydarzenie: oto po projekcji obrazu Krauzego w Sejmie, a przed rozpoczęciem dyskusji, prowadzonej przez Jerzego Fedorowicza z PO, posłowie PiS opuścili salę. „Nie możemy brać udziału w debacie prowadzonej przez polityka partii, która zaprosiła do Pałacu Prezydenckiego gen. Jaruzelskiego, jednego z odpowiedzialnych za zbrodnie Grudnia ’70” – uzasadniali swoją decyzję.

Mimo upływu tylu lat wokół prób rozliczenia odpowiedzialnych za masakrę widać ambiwalencję i zamieszanie. Silne parcie z jednej strony zakładanie spraw sądowych przeciw winnym i konsekwentne upominanie się o sprawiedliwość przez prawicowe media i dużą część narodu. Narastająca legenda, która umacnia pamięć o bohaterach tamtych kilku dni, wznoszona i wzbogacana przez odważnych artystów. A z drugiej strony – tępy opór, próby zatarcia lub relatywizowania wspomnień przez odpowiedzialnych za zajścia oraz ich dzisiejszych sojuszników (patrz: więcej niż koncyliacyjne gesty prezydenta Komorowskiego,...
[pozostało do przeczytania 76% tekstu]
Dostęp do artykułów: