Między Westminsterem a Dumą - Korespondencja z Wielkiej Brytanii

Niezbędne przygotowanie

Jak słynne angielskie trawniki pielęgnuje się przez wieki, tak brytyjskiego parlamentarzystę przygotowuje się przez dekady. A nie wyciąga z zagrody, znad mikroskopu czy od produkcji tanich wódek. To nie jest zajęcie na kilka sezonów, to zawód na całe życie. Więc najpierw elitarny college w Eton, Harrow czy choćby Roedean albo Bedales. Dzieci uczy się tam przedmiotów podstawowych, ale także języków obcych, dobrych manier, gry w tenisa i golfa, polo i krykieta, nawiązują przyjaźnie. A potem collage w Oksfordzie czy Cambridge. To są wylęgarnie przyszłych elit, tak zaczyna się krążenie korytarzami władzy. Produkt, jaki otrzymuje się w wyniku tego procesu, w niczym nie przypomina tego, co widzi się i słyszy na Wiejskiej. Nie może być tak, że przewodniczący klubu obrzuca wyzwiskami kolegę z opozycji, wicemarszałek sejmu ledwie duka w jednym języku obcym, posłowie gubią się przy stole w labiryncie kilku noży i widelców lub uciekają w popłochu z Brukseli przed zakończeniem sesji, bojąc się zaproszenia na spotkanie integracyjne.

A więc po pierwsze – dobrze przygotowany „produkt wyjściowy”. Sprawa druga to procedury, które umożliwiają pracę całego systemu, filtrują przepływ, a jeśli trzeba – eliminują osobników, którzy podczas pełnienia mandatu złamali prawo lub dobre obyczaje. W Wielkiej Brytanii takie procedury istnieją.

Natychmiastowa reakcja

Spiker Izby Gmin, czyli tutejszy marszałek sejmu, czuwa nad przebiegiem posiedzenia i dyscyplinuje parlamentarzystów podczas obrad, a partyjni liderzy uważają, aby z godnością reprezentować Westminster na zewnątrz. I reagują natychmiast po ujawnieniu naruszeń prawa – zwykle przez opozycję lub media. Przypomnijmy sobie polskie komisje parlamentarne ds. etyki ciągnące sprawy miesiącami, a zdarza się, że jawnie broniące podejrzanych indywiduów – nietrudno dostrzec różnicę. Bo kto dziś pamięta wpływowego konserwatystę, Jonathana...
[pozostało do przeczytania 72% tekstu]
Dostęp do artykułów: