Ostatnia gwiazda w starym stylu

Pragmatyczna romantyczka

Elizabeth, choć Amerykanka z krwi i kości, na świat przyszła w Londynie, w zamożnej dzielnicy Hampstead, gdzie jej ojciec zajmował się handlem dziełami sztuki, a matka właśnie zrezygnowała z aktorstwa, by poświęcić się rodzinie. Rodzice bardzo dbali o artystyczną edukację córki i kiedy Taylorowie wrócili do Los Angeles, gdzie ojciec założył galerię sztuki, matka zajęła się jej karierą. Mała Elizabeth zadebiutowała na dużym ekranie w wieku 10 lat w skautowskim filmie „There’s One Born Every Minute”. Wypadła tak dobrze, że wytwórnia MGM podpisała z nią kontrakt na wyłączność na kolejnych 20 lat. Kiedy pojawiła się w swoim najbardziej znanym z tego okresu obrazie „Lassie wróć”, wszyscy wiedzieli, że oto narodziła się gwiazda. Szybko okrzyknięto ją „najpiękniejszą kobietą świata”, tym samym stawiając ją w sytuacji, w której łatwo można było stracić głowę. Ale Liz, choć w filmach często w tiarze na głowie, w życiu stąpała mocno po ziemi. Romantyczka – „zostałam wychowana w tak tradycyjnej rodzinie, że wychodziłam za mąż za każdego mężczyznę, w którym się zakochałam” i bezpardonowa negocjatorka swoich gaż, owijająca sobie producentów dookoła palca. W kwestii urody także nie było zgodności: jedni opisywali jej „najbardziej fiołkowe oczy świata”, drudzy twierdzili, że z niewysoką figurą i dużym biustem w obszernych sukniach „wygląda, jakby dwóch chłopców biło się pod kocem”. Kolekcjonerka biżuterii, że przypomnę pierścionek z 69-karatowym brylantem, który dostała od Burtona, wtedy wart milion dolarów, i zarazem działaczka charytatywna – klejnot sprzedała, by ufundować szpital w Botswanie. Postać ani prosta, ani jednoznaczna.

Wesela, rozwody i pogrzeb

Oczywiście, była ładna i utalentowana, ale takich jest w Hollywood na kopy. To MGM zrobił z niej megagwiazdę. Przy okazji eksploatując jej skomplikowane życie prywatne, burzliwe perypetie małżeńskie, rozwody i skandale. Zaczęło się...
[pozostało do przeczytania 64% tekstu]
Dostęp do artykułów: