Jestem wolnym czterdziestolatkiem

Zazdroszczę Jarosławowi Kaczyńskiemu łatwości, z jaką jego słowa przechodzą do języka użytkowego. Pewne sformułowania pozostaną na zawsze w mowie potocznej, inne już się stały związkami frazeologicznymi. Nie ma jednak nic za darmo, ta lekkość jest wynikiem poszukiwania dziury w całym i polowania na Kaczyńskiego.

W myśl zasady: jak nie kijem to pałką, każde zdanie Prezesa PiS poddawane jest monotonnej egzegezie. Zaczyna się zawsze od tego samego – podzielił Polaków. Nieważne, co powiedział, pewne jest, że podzielił Polaków na gorszy i lepszy sort, na prawdziwych i nieprawdziwych i tak dalej. W oparach paranoi przygotowano setki nagonek z tak wypaczonym obrazem Kaczyńskiego i jego słów, że z pewnością Kaczyński nie rozpoznawał w nich ani siebie, ani własnych wypowiedzi. Przez długi czas ta technologia zohydzania działała doskonale, ale w 2015 r. Polacy w końcu powiedzieli: dość. Niestety, najgorszy sort nie ma dość i tak do obiegu wszedł najnowszy podział. Prezes Kaczyński upokorzył czterdziestolatków, bo nie chce się angażować w ich konflikty. Czuję się adresatem wyrażonej przez Kaczyńskiego opinii, w końcu jestem równolatkiem z Prezydentem Andrzejem Dudą. Muszę powiedzieć, że Prezes zachował się wybitnie młodzieżowo, w przeciwieństwie do całej armii podstarzałych autorytetów. Odkąd pamiętam wszyscy, którzy siedzieli, jak Adam Michnik, chcieli uczestniczyć w rozwiązywaniu konfliktów pokolenia czterdziestolatków i polegało to na kneblowaniu ust. Za smarkaty jesteś, aby zrozumieć, co się działo w PRL. Kaczyński kolejny raz pokazuje, że z zamordyzmem nie ma nic wspólnego i pokornie usuwa się na bok, żeby pokoleniu czterdziestolatków dać się wyszumieć. Obrażać się? A na co? Na wolność?!
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: