Do więzienia za wolność słowa

Prawda przeciw prawu

Pomimo że Dorota Kania napisała swój artykuł zgodnie z warsztatem i rzetelnością dziennikarską i choć sąd nie kwestionował ustaleń IPN, a dziennikarka dała prof. Andrzejowi Ceynowie możliwość ustosunkowania się do opisywanych treści, ten pozwał Dorotę Kanię o ochronę dóbr osobistych w procesie cywilnym oraz skierował przeciwko dziennikarce prywatny akt oskarżenia z art. 212 kodeksu karnego. Dwa lata temu badające tę sprawę warszawskie sądy zawiesiły oba procesy do czasu wydania prawomocnego wyroku w procesie lustracyjnym Ceynowy. Sąd Apelacyjny w Gdańsku, który nie zakwestionował prawdziwości dokumentów ws. TW „Lek”, stwierdził, że były rektor złożył zgodne z prawdą oświadczenie. Tym samem procesy przeciwko dziennikarce zostały wznowione.

Bat na wolne słowo

Cała sprawa jest pokłosiem funkcjonowania w polskim kodeksie karnym art. 212. Ten owiany złą sławą przepis pozwala na ściganie za „zniesławienie” każdego autora artykułu prasowego, publikacji naukowej czy nawet wpisu na blogu. Co godne uwagi, kwestia prawdziwości podawanej informacji nie ma znaczenia. Liczy się tylko odczucie pozywającego. Tak było również w tym przypadku.

Dorota Kania przegrała już jeden proces z art. 212 k.k. W lutym 2011 r. została skazana na wysoką grzywnę po procesie z płk. SB Ryszardem Bieszyńskim, z którym także prawomocnie przegrał Jerzy Jachowicz.

– Uważam mój wyrok za skrajnie niesprawiedliwy i dlatego mec. Stefan Hambura skierował w moim imieniu skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, który ją zarejestrował, co oznacza, że zostanie przez trybunał rozpatrzona – mówi nam Dorota Kania.

Protesty

Widmo więzienia dla Doroty Kani wzburzyło wiele środowisk i osób ze świata mediów. Stosowną uchwałę w tej sprawie przyjął też warszawski oddział Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. SDP apeluje także o usunięcie art. 212 z...
[pozostało do przeczytania 32% tekstu]
Dostęp do artykułów: