Wolin – blaski i cienie


Dodano: 22/08/2017 - Nr 34 z 23 sierpnia 2017

Poza czasem

Między Szczecinem a Wolinem trafiamy do „restauracji” z fastfoodem. Zjedzone przez dzieciaki panierowane „czikeny” to ostatni kontakt z konsumpcją i konsumpcjonizmem XXI w. Od czego jeszcze odpoczniemy w średniowieczu? Po wypakowaniu gratów i zaniesieniu ich do chaty, która będzie naszym domem przez 12 dób, odstawiam samochód na odległy od skansenu parking. Jest czwartek, 27 lipca, wieczór. Przygotowuję dzieciakom legowisko i padamy spać. Rano budzi mnie... poczucie, że czas wstawać. Wychodzę przed chatę – namioty sąsiadów zasznurowane, po drewnianych, skansenowych chodnikach przemyka kilka osób. Czyli jest godzina... poranna. I tego się będziemy trzymać przez najbliższe dni: zegarek wraz ze współczesną odzieżą schowane głęboko, więc trzeba się zdać na zegar biologiczny i naturalny. Z pomocą przychodzi obserwowanie otoczenia: gdy niewiasty biegną w stronę łaźni – zbliża się godzina 9.00, przerwa w funkcjonowaniu przyskansenowych toalet i koniec ciepłej wody pod
     
31%
pozostało do przeczytania: 69%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze