Powstrzymać zabójcę! Białaczka limfocytowa

Ten rodzaj raka jest wyjątkowo podstępny. Często atakuje po cichu, bezboleśnie. Nie odpuszcza do końca życia. To nie znaczy, że pacjent musi zaraz umierać. Nowoczesne metody leczenia mogą przekształcić tę śmiertelną chorobę w przewlekłą. Potrzebny jest jednak dostęp do nowych technologii medycznych.

11 lat temu Janina Bramowicz z Ciechanowa usłyszała od lekarza, że prawdopodobnie ma raka krwi. – Diagnoza zabrzmiała jak wyrok śmierci – wspomina kobieta. Miała wówczas 55 lat i była pełna życia. Nie wyobrażała sobie, że może poważnie chorować, a nawet umrzeć. Przecież jest potrzebna dzieciom, wnukom, a także coraz bardziej starzejącej się mamie. Niestety, w wyniku dalszych badań przypuszczenia lekarzy się potwierdziły. U pani Janiny wykryto nieuleczalną, przewlekłą białaczkę limfocytową.

Przewlekła białaczka limfocytowa jest nowotworem krwi. Najczęściej rozpoznaje się go u osób w wieku 60–65 lat. Choroba w początkowym stadium nie wiąże się z poważnymi dolegliwościami. Dlatego wykrywa się ją często przypadkowo, podczas rutynowej morfologii. Pierwszym z objawów jest zwiększenie liczby białych krwinek. Później może pojawić się niedokrwistość. Z czasem chory skarży się na szybkie zmęczenie, infekcje, stany zapalne skóry. Następnie przychodzą bóle.

Pani Bramowicz rozpoczęła terapię w ciechanowskim szpitalu. W 2007 r. otrzymała pierwszą chemioterapię (możliwości leczenia nowotworów krwi są ograniczone, nie można wyciąć raka czy zastosować radioterapii). – Po pięciu miesiącach cierpień związanych z leczeniem nastąpiła poprawa. Myślałam, że już wszystko jest za mną – opowiada kobieta. Choroba jednak nie ustępowała. Wyniki się pogorszyły i trzeba było skierować pacjentkę na kolejne dwie „chemie”. Sytuacja była dramatyczna. W ocenie lekarzy następne chemioterapie już nie rokowały poprawy.

– Pani doktór zrobiła mi wtedy badania genetyczne. Okazało się, że kwalifikuję się do programu lekowego – opowiada pacjentka....
[pozostało do przeczytania 61% tekstu]
Dostęp do artykułów: