Łamią unijne prawa, które sami wymyślili

W skali państwa dług finansów publicznych wynosi ponad 815 mld zł. Niestety, dochodzi do niego zadłużenie prywatne obywateli. Blisko 2 mln Polaków ma poważne kłopoty ze spłatą kredytów. Ocenia się, że zagrożone kredyty gospodarstw domowych to ok. 36 mld zł. Całość kredytów ludności to kwota ok. 540 mld zł, kredyty hipoteczne blisko 330 mld zł., na kartach kredytowych mamy ok. 14 mld zł długów. Gwałtownie wzrosły i rosną długi samorządów, ich zadłużenie to ok. 12 mld zł. Zadłużenie przedsiębiorstw tylko wobec banków to kwota ok. 240 mld zł. Co gorsza, 50 proc. długu publicznego jest w rękach zagranicznych, jesteśmy w jakimś sensie zakładnikami rynków finansowych i spekulantów. Banki zagraniczne, sprywatyzowane bezmyślnie w ramach transformacji, są winne swoim centralom w Paryżu, Londynie, Rzymie czy Berlinie ok. 60 mld euro, czyli ponad 250 mld zł. I mają ogromne problemy finansowe.

Jak te banki będą sobie w Polsce radzić?

Ograniczając działalność kredytową, sprzedając aktywa, żądając od kredytobiorców, w tym firm, spłat kredytu przed terminem. To spowoduje liczne bankructwa, zwłaszcza w takich branżach jak deweloperzy, budownictwo, przemysł spożywczy, transport. Straty poniosą też samorządy. Możliwy jest prawie całkowity „szlaban” na kredyty.

Kiedy spłacimy nasz dług publiczny?

To potrwa dziesiątki lat. Ubożejemy jako społeczeństwo w zastraszającym tempie, choć premier Tusk chwali się, że świetnie radzimy sobie z kryzysem. W 2011 r. wzrost wynagrodzeń wyniósł 0,7 proc. (najniższy od blisko 20 lat), a inflacja bazowa oficjalnie to ponad 3,5 proc. Statystycznie każdemu z nas w ciągu roku ubyło więc ok. 2 proc. pieniędzy. Nawet więcej, bo wzrostu cen prądu, mediów, kosztów transportu itd. nie wlicza się do poziomu inflacji.

Polityka cięć to złe lekarstwo na zadłużenie?

Cięcia są drastyczne, np z ok. 350 sądów rejonowych likwiduje się 122. Na...
[pozostało do przeczytania 73% tekstu]
Dostęp do artykułów: