Państwo na niby

Niedawno wybrałem następującą dewizę moich wpisywanek na Twitterze „Badam, na ile za pomocą narzędzi nauk społecznych można skontaktować się z rzeczywistością”. – Dziwne – usłyszałem od kogoś, kto powyższe słowa przeczytał. Przecież nie tylko w świecie akademickim dość powszechnie uważa się, że to właśnie podejście naukowe najbardziej przybliża do prawdy. Jednak jeszcze jako młodociany intelektualista dostrzegłem, że świat społeczny, zwłaszcza świat władzy i polityki, dość skutecznie się maskuje. Maskuje nie tylko przed ludem prostym, nie tylko przed ludem wykształconym, ale także przed ludem wyrafinowanym. Do tej ostatniej grupy należą bardzo mądrzy profesorowie uniwersyteccy – politolodzy, teoretycy prawa, socjologowie, ekonomiści. Rzecz jasna – nie wszyscy, ale zadziwiająco wielu.

Zadziwiająco wielu inteligentnych skądinąd badaczy przyjmuje – mniej lub bardziej świadomie – obraz świata podsuwany nam wszystkim przez ideologie korzystne dla elit władzy, pieniądza i mediów. By pokazać, iż nie idzie o bieżące spory i konflikty, zilustrujmy rzecz przykładem dość typowej, jak się zdaje, wypowiedzi sprzed blisko czterech lat.

Socjologia na niby

Zimową porą (numer z 9–10 lutego 2008 r.) „Gazeta Wyborcza” zamieściła wywiad z Mirosławą Marody i Anną Gizą-Pleszczuk z Instytutu Socjologii UW. Obie panie profesor są autorkami opracowań cenionych w środowisku badawczym. Wywiad zatytułowano: „Państwo na niby”.

Bardzo to ciekawa rozmowa. Choć jej tematem jest polityka społeczna naszego państwa, to przy okazji obrazuje kondycję naszej socjologii. Nie dlatego, że cenione w środowisku naukowym badaczki mówią jakieś głupstwa. Raczej z powodu tego, czego nie mówią.

W opinii badaczek z UW pewne uprawnienia związane z szeroko rozumianą polityką społeczną (obszar edukacji, problemy biedy, równouprawnienie kobiet) państwo powinno zachować w swoich rękach. Zdaniem Mirosławy Marody: „We wszystkich reformach od...
[pozostało do przeczytania 74% tekstu]
Dostęp do artykułów: