Jak Rosjanie kopie „doskonalili”

Krakowscy biegli stwierdzili w październiku 2010 r., że kopia ta jest zniekształcona przydźwiękiem sieci energetycznej lub buczeniem spowodowanym użyciem przez Rosjan złego (nieekranowanego) kabla. Ale mimo to udało się im odczytać z tej słabej kopii m.in. komendę kapitana Arkadiusza Protasiuka: „Odchodzimy” i „Tam jest takie obniżenie”.

W styczniu 2011 r. prokuratorzy z Warszawy udają się do Moskwy po trzecią kopię zapisów. Ciekawe, że trafiła do Polski dopiero miesiąc po jej nagraniu, poprzez polską ambasadę w Moskwie.

W maju 2011 r. do Rosji jedzie prokurator generalny Andrzej Seremet. Rosjanie godzą się, by polscy biegli przyjechali do Moskwy, by wykonać kolejną kopię i zbadali oryginały rejestratorów i taśm.

31 maja 2011 r., ponad rok po katastrofie, eksperci polscy mogą wreszcie zobaczyć oryginalne rejestratory, a nie tylko kopie nagrań wykonane przez Rosjan. W ich obecności zostaje wykonana czwarta kopia. Rosjanie jednak nie zezwolili na wypożyczenie oryginalnej taśmy, motywując to dobrem śledztwa. Jak ustaliła wówczas „GP”, protokoły oględzin oryginalnych zapisów rejestratora rozmów w Tu-154, sporządzone w czerwcu 2011 r. w Moskwie, na zlecenie polskiej prokuratury przez ekspertów z krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych, nie zostały wydane Polsce. Przez dwa miesiące (?) były przetrzymywane w Moskwie (29 lipca 2011 r. opublikowano raport Millera, w którym jednak nie znalazły się pełne stenogramy, wykonane przez Centralne Laboratorium Kryminalistyczne Komendy Głównej Policji).

Krakowski Instytut Ekspertyz Sądowych bez dostępu do oryginału mógł dokonać jedynie analizy porównawczej czterech kopii.
[pozostało do przeczytania -2% tekstu]
Dostęp do artykułów: