Ofiary mogły przeżyć – 13 faktów

Prokuratura twierdzi, że nie ma dowodów, by ktokolwiek przeżył katastrofę smoleńską. Jednak faktów, relacji świadków i przesłanek, które wskazują, że niektórzy pasażerowie mogli zaraz po katastrofie jeszcze żyć, jest wiele. Czy jest możliwe, by były one zbiegiem okoliczności?
 
– Materiały zebrane zarówno na miejscu zdarzenia, jak i w wyniku przeprowadzonych potem badań, nie dostarczyły dowodów na potwierdzenie tezy, że ktokolwiek przeżył katastrofę – oświadczył kilka dni temu prok. Mateusz Martyniuk, rzecznik prasowy Prokuratury Generalnej.

Jak jednak mówi „Gazecie Polskiej” ppłk Marek Sajdak, były szef wydziału specjalnego Biura Ochrony Rządu, informację o trzech osobach rannych podawał nawet oficer dyżurny BOR. – Kiedy wydarzyła się katastrofa, byłem poza Warszawą. Zadzwoniłem do oficera dyżurnego BOR i zapytałem, co wie na ten temat. Odpowiedział, że prawdopodobnie trzy osoby przeżyły – mówi podpułkownik.

1. O trzech rannych mówił gen. Paweł Bielawny

Ppłk Tomasz Grudziński, były wiceszef Biura Ochrony Rządu, 10 kwietnia 2010 r. pracownik BBN, powiedział „GP”, że wiadomość o trzech rannych osobach, zabranych przez karetki jadące na sygnale, przekazał mu gen. Paweł Bielawny, zastępca szefa BOR.

10 kwietnia 2010 r. ppłk Grudziński zadzwonił do Bielawnego (znali się ze wspólnej pracy w BOR). – Zatelefonowałem około godz. 9. Kiedy zapytałem o katastrofę, Bielawny chciał szybko zakończyć rozmowę; być może pomyślał, że dzwonię prywatnie. Ale ja podkreśliłem, że to rozmowa służbowa, ponieważ na pokładzie samolotu był szef BBN Aleksander Szczygło. Generał powiedział wtedy wyraźnie, że trzy osoby są ranne i zabrały je karetki jadące na sygnale – mówi „GP” płk Grudziński. – Około godz. 11, gdy zadzwoniłem ponownie, gen. Bielawny zmienił ton i mówił tak, jakby sprawy rannych w ogóle nie było. Nie powiedział wprost o pomyłce, bałaganie czy chaosie, tylko po prostu uznał temat definitywnie za niebyły...
[pozostało do przeczytania 83% tekstu]
Dostęp do artykułów: