Instytucjonalna naiwność prawicy

Jarosław Kaczyński znów został gwiazdą wszystkich serwisów. Wystarczyło, że powiedział jedno zdanie zawierające same fakty. Owszem, mamy postkomunistyczną konstytucję, ale to jest akurat drobiazg, który dla celów politycznych rozdmuchuje się do niebotycznych rozmiarów.

Wszystkim, którzy wierzą, że wraz ze zmianą konstytucji nastąpi sanacja państwa, posyłam szeroki uśmiech politowania. Podobną skuteczność miała obowiązkowa zakąska serwowana w ramach socjalistycznej walki z alkoholizmem. Problemem zasadniczym nie jest to, jakie prawo w Polsce obowiązuje, bo wbrew pozorom jest całkiem przyzwoite, ale kto je interpretuje i egzekwuje. Obecna konstytucja była w sposób jawny łamana przez prezesa TK Andrzeja Rzeplińskiego, który „nie widział” art. 197 i ślepy był na ustawę regulującą funkcjonowanie Trybunału. Pomimo tak rażących naruszeń prawa i ogłaszania sentencji wyroków w TVN, Rzeplińskiego broniły wszystkie instytucje w Polsce i poza granicami kraju, a PiS okrzyknięto faszystami. Nie o postkomunistycznej konstytucji, ale o postkomunistycznych instytucjach winniśmy codziennie mówić, i nie tylko mówić. Naiwne przekonanie prawicy, że można w sposób sterylnie demokratyczny uzdrowić przegniłe instytucje PRL, jest w równym stopniu śmieszne, co szkodliwe. Ktoś w końcu powinien powiedzieć to głośno, że bez radykalnej wymiany kadr od NBP, KRS, przez PAN, aż po sądy, nie dokona się cudowne uzdrowienie. Podam prosty przykład. Gdzie bylibyśmy dziś, gdyby TK nadal należał do Rzeplińskiego, a w Pałacu Prezydenckim na krześle stał Bronisław Komorowski? Jedyną drogą do sanacji RP jest konsekwentne przejmowanie instytucji państwowych i obsadzanie ich ludźmi, którzy dają gwarancję obrony narodowego interesu, z pominięciem interesów sprzecznych z polską racją stanu. Brzmi to brutalnie i sprowadza się do prostej czystki kadrowej, ale zapewniam, że każde inne rozwiązanie to instytucjonalna naiwność prawicy.
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: