Jak pozbyć się Macedonii

Spór o starożytność

Przykład porozumienia grecko-macedońskiego pokazuje, że umowy z założenia i nazwy tymczasowe mogą się okazać nadspodziewanie trwałe. Porozumienie zawarte w 1995 r. miało obowiązywać do czasu rychłego, jak zakładano, podpisania ostatecznego układu regulującego stosunki Grecji i Macedonii. Chociaż minęło 16 lat, nic nie wskazuje na to, by nowe ustalenie miało zastąpić dawne. Nawet jeśli oba kraje od czasu do czasu wykonują pojednawcze gesty – Grecja np. deklaruje generalnie poparcie dla aspiracji europejskich Macedonii, ta zaś prosi Ateny o przychylność w tej sprawie. W praktyce jednak nic z tego nie wynika.

Konflikt grecko-macedoński to rzadki przykład fundamentalnego sporu, w którym chodzi wyłącznie o przeszłość, i to jak odległą! – bo o czasy antyczne. Według Grecji Macedonia nie ma prawa do nazwy, która należy, całkowicie i wyłącznie, do starożytnej spuścizny kultury helleńskiej. I trudno odmówić Grekom racji, bo obywatele współczesnej Macedonii to w znakomitej większości Słowianie, potomkowie plemion, które osiadły na Bałkanach w połowie pierwszego tysiąclecia po ur. Chrystusa. Cóż więc wspólnego mogą mieć z wielkimi władcami starożytnej Macedonii – Filipem II i Aleksandrem Wielkim? Jakim prawem się do nich odwołują?

Skopje odpowiada na to, że prawo ma jak najbardziej, ponieważ obaj królowie przyszli na świat na terenie Macedonii. Zgrabnie jednak przechodzi do porządku dziennego nad faktem, że miejsce ich narodzin nie znajduje się wcale na terenie Macedonii, lecz po greckiej stronie granicy, w Pelli, stolicy starożytnego królestwa, położonej w pobliżu dzisiejszych Salonik.

Ale choć punkt wyjścia stanowi starożytność, obawy są jak najbardziej współczesne. Na terenie tzw. Macedonii Egejskiej, jak nazywana jest północna prowincja Grecji, mieszka spora mniejszość słowiańska – pozostałość z czasów, gdy południa Bałkanów, pozostających pod rządami Turcji, nie dzieliły żadne granice...
[pozostało do przeczytania 67% tekstu]
Dostęp do artykułów: