Niemiecka forma murzyńskości

Dodano: 29/03/2017 - Nr 13 z 29 marca 2017

Felieton [A daj pan spokój]

Tak się zabawnie złożyło, że ten sam Radek oddawał Berlinowi władzę nad Polską i mówił o polskiej murzyńskości. Zmarnowałem jedno zdanie na człowieka, który nie jest wart przecinka, ale ta klamra między Niemcami i murzyńskością jest doskonałą ilustracją innego tragikomicznego zjawiska. Z Berlina m.in. do redakcji „Newsweek Polska” przyszły instrukcje zawierające gotowe publikacje dla polskojęzycznych mediów. Należałem do tej kategorii oszołomów, co to nie mieli wątpliwości, komu przykładowy Lis albo Kim służą, jednak jak ostatni frajer wykluczałem główny zarzut stawiany dziennikarskim gastarbeiterom. Stanowczo sprzeciwiałem się tezie, że oni dostają gotowce od niemieckich nadzorców. Wydawało mi się – i nadal uważam – że Lis i cała reszta po prostu tego nie potrzebują, bo doskonale wiedzą, jak pisać, żeby Niemcy byli szczęśliwi. Dlatego też krzywdziłem oszołomów bardziej oszołomionych ode mnie, którzy się upierali przy dokładnych niemieckich wytycznych. Odszczekuję i
     
56%
pozostało do przeczytania: 44%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze