Niemiecka forma murzyńskości

Tak się zabawnie złożyło, że ten sam Radek oddawał Berlinowi władzę nad Polską i mówił o polskiej murzyńskości. Zmarnowałem jedno zdanie na człowieka, który nie jest wart przecinka, ale ta klamra między Niemcami i murzyńskością jest doskonałą ilustracją innego tragikomicznego zjawiska.

Z Berlina m.in. do redakcji „Newsweek Polska” przyszły instrukcje zawierające gotowe publikacje dla polskojęzycznych mediów. Należałem do tej kategorii oszołomów, co to nie mieli wątpliwości, komu przykładowy Lis albo Kim służą, jednak jak ostatni frajer wykluczałem główny zarzut stawiany dziennikarskim gastarbeiterom. Stanowczo sprzeciwiałem się tezie, że oni dostają gotowce od niemieckich nadzorców. Wydawało mi się – i nadal uważam – że Lis i cała reszta po prostu tego nie potrzebują, bo doskonale wiedzą, jak pisać, żeby Niemcy byli szczęśliwi. Dlatego też krzywdziłem oszołomów bardziej oszołomionych ode mnie, którzy się upierali przy dokładnych niemieckich wytycznych. Odszczekuję i przepraszam Was najmocniej, koleżanki i koledzy oszołomy, ale jednocześnie zadaję sobie pytanie: po co te instrukcje? Ciśnie się tylko jedna odpowiedź. Niemiecki Pan ma swoich polskich „Murzynów” za… no niestety, kompletnych idiotów. W USA, gdzie ze wszystkim można pójść do sądu, na filiżankach graweruje się obrazkowe ostrzeżenia: „Uwaga! Gorąca kawa jest gorąca!”. Jest to zjawisko powszechne, ale po cichu mówi się, że ostrzeżenia przygotowano dla emigrantów, którzy nie grzeszyli inteligencją. Niemieckie uwagi są dokładnie takie same, tylko spisane murzyńskim językiem. Tomek napisać w gazeta, że Kaczyński zła człowiek, Polska zła kraj, Polak awanturnik! Renata pisać, że Niemiec dobra człowiek, Europa dużo nowoczesna kraj! I co jest najbardziej zabawne? Nie to, że wytyczne zostały wysłane, ale to, że Tomek i Renata słowo w słowo je przepisali.
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: