Z głowy, czyli z niczego

Superpaństwo europejskie

Panujący nam miłościwie w Brukseli przewodniczący Komisji Europejskiej Portugalczyk José Manuel Barroso wystąpił ostatnio z nienowym wcale pomysłem utworzenia superpaństwa europejskiego, co to będzie potęgą i zapewni poddanym wieczną szczęśliwość, o dobrobycie nie zapominając. I uratuje strefę euro. Portugalię też?

Pytanie tylko, jak sobie darmozjad unijny, zaznaczający swoją obecność powtarzaniem haseł wymyślonych w Berlinie i Paryżu, wyobraża owo państwo, a przede wszystkim, na jakich zasadach miałaby oprzeć się przemiana wspólnoty wolnych, niezawisłych państw w socjalistyczny związek republik europejskich? Co z traktatami? A może już nie będą potrzebne – superpaństwem rządzić będą superelity, samorządnie i niezawiśle od wszelkich traktatów, które, jak się okazuje, szkodzą zamiast pomagać.

Nie sądzę, żeby udało się w przewidywalnym czasie skonstruować takie państwo, wymyślone w głowie najwyraźniej zbyt długo pozostającego na stanowisku szefa Komisji Europejskiej Portugalczyka. Siedząc w tej Brukseli od siedmiu lat z woli towarzystwa, które go wybrało, najwyraźniej stracił z pola widzenia jakieś narody i państwa oraz państewka, które mają swoje interesy gospodarcze, polityczne i różne inne, niekoniecznie zachwycone dominacją tzw. wielkich mocarstw europejskich. Wszystko jest w tej Brukseli rozdętę do nieprawdopodobnych rozmiarów, biurokracja, kolesiostwo i pycha. Lepiej by było, gdyby Barroso zrewidował swój pogląd na nasz kontynent, który nie jest w stanie konkurować ze Stanami Zjednoczonymi, Chinami, Indiami i Japonią, a wkrótce może się okazać, że również z Afryką i Ameryką Południową. Czy nie zauważył, że różne „potęgi” europejskie na gwałt zabiegają o inwestycje i korzystanie z bogactw naturalnych państw afrykańskich i amerykańskich? Po to, by ratować swoje gospodarki i ową przeklętą wspólną walutę, czyli euro, niedługo państwa dotknięte największym kryzysem finansowym wyprzedadzą...
[pozostało do przeczytania 73% tekstu]
Dostęp do artykułów: