Wojciech Wencel

Wojciech Wencel
Pierwszy tom „Dziejów Polski” to fascynująca podróż do naszego „dziejowego matecznika”. Czytając tę książkę, możemy sięgnąć bezpośrednio do źródeł. Odnaleźć żywy sens słów zapisanych w „Rocie” Marii Konopnickiej i poczuć się dziedzicami „królewskiego szczepu Piastowego” Profesor Andrzej Nowak to człowiekinstytucja. Określenie, stosowane zazwyczaj kurtuazyjnie, w tym przypadku możemy potraktować dosłownie, bo zasługi krakowskiego uczonego dla polskiej kultury po 1989 r. przewyższają dokonania Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Chodzi nie tylko o imponujący zakres zainteresowań badawczych i publicystycznych: historia myśli politycznej XIX i XX w., dzieje Rosji, ciągłość cywilizacji polskiej, spuścizna Jana Pawła II. Chodzi o materialne świadectwa naszej tożsamości, które...
Wojciech Wencel
Rosnąca przewaga PiS nad PO w sondażach wyborczych pozwala myśleć o dniu, kiedy niepodległościowa opozycja przejmie władzę w Polsce. Wprawdzie wciąż trudno sobie wyobrazić takie rozmiary zwycięstwa, by ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego mogło rządzić samodzielnie, a możliwych do zaakceptowania koalicjantów nie widać, ale do wyborów sytuacja może się zmienić Zresztą nawet jeśli na rząd ludzi dorosłych trzeba będzie poczekać dłużej, to jego powstanie jest nieuniknione. Gwarancją jest nie tyle siła struktur partyjnych czy wyobraźnia liderów PiS, ile żywotność i trwałość wspólnoty wolnych Polaków. W odróżnieniu od homines sovietici, którzy wciąż traktują politykę jako plac zabaw bogów olimpijskich, a sens swojego życia sprowadzają do konsumowania, dostrzegliśmy ciągłość między wolą...
Wojciech Wencel
Po Smoleńsku rozwinął się ruch niepodległościowy, który posiada wystarczające środki intelektualne i polityczne, by w dłuższej perspektywie zmienić Polskę. Nie chciałbym, aby młodzi patrioci, którzy mimo to wybrali Ruch Narodowy, obudzili się za rok lub dwa na wyspie Utopia ze świadomością, że ich idealizm poszedł na marne W 1936 r., kilka miesięcy po pogrzebie Józefa Piłsudskiego, ukazały się w Warszawie dwie niezwykłe książki. W tomie wierszy „Wolność tragiczna” Kazimierz Wierzyński formułował duchowy testament Marszałka: „Skazuję was na wielkość. Bez niej zewsząd zguba”. Słowa te brzmiały tak wiarygodnie, że później wielokrotnie brano je za dosłowny cytat z Piłsudskiego. Z kolei w zbiorze manifestów „Imperializm idei” Stanisław Piasecki pisał: „W tym miejscu jesteśmy dziś – [...] na...
Wojciech Wencel
W zachodniej Polsce masowo giną bociany. W niektórych gminach śmiertelność młodych sięga podobno 80 proc. Według ornitologów, zdecydowały o tym niekorzystne warunki atmosferyczne w maju i czerwcu. Niskie temperatury i ulewne deszcze zatrzymały ogólny rozwój ptaków i wychłodziły ich organizmy, a wysoki poziom wód gruntowych odciął je od podstawowego pokarmu, jakim są dżdżownice. Według mnie, wytłumaczenie jest inne: bociany wymierają z rozpaczy. Dawniej nosiły rodzicom dzieci. Teraz nie mają czego nosić, bo młode Polki wolą biegać na castingi, niż spełniać się w macierzyństwie. Zanik przyrostu naturalnego wśród ludzi zburzył równowagę w przyrodzie. Może komuś, kto żyje w wielkim mieście, los bocianów jest obojętny. Mnie nie jest, bo od dzieciństwa obserwuję białe ptaki przez okno....
Wojciech Wencel
Biało kwitnące sady, cumulusy wolno płynące nad równiną, letnie sukienki kobiet, dziecięce podkolanówki. Przed dworem, kościołem, w powozie, na brzegu rzeki. Międzywojenny Wołyń z jego dziewiczą przyrodą i przyjaznym, zwłaszcza latem, klimatem był dla Polaków rajem. Odrodzone państwo polskie nagradzało urodzajną ziemią swoich bohaterów: legionistów, uczestników wojny polsko-bolszewickiej. Razem z mężczyznami w oficerkach przybywały ich młode żony i dzieci. Początki bywały bardzo trudne, ale w latach 30. wojskowe rodziny współtworzyły już polski żywioł z zakorzenionymi na Wołyniu ziemianami i chłopami. W licznych koloniach tętniło życie, młodzież z głębi kraju spędzała tam wakacje, relacje z ukraińskimi sąsiadami układały się lepiej niż poprawnie. Stopniowo odżywał zduszony w epoce zaborów...
Wojciech Wencel
Nareszcie! Emerytowany stalinista Zygmunt Bauman przestał być traktowany jak święta krowa polskiej kultury. Przy okazji okazało się po raz enty, że w III RP obowiązują podwójne standardy oceniania publicznych wystąpień. Kiedy urbaniątka i palikociątka sikały do zniczy na Krakowskim Przedmieściu, dla polityków PO i dziennikarzy głównych mediów był to radosny happening. Manifestacja kibiców na Uniwersytecie Wrocławskim to natomiast napad będący zapowiedzią nowej nocy kryształowej. Z lewacką propagandą nie warto polemizować. Ważne, że incydent we Wrocławiu zmusza Polaków do udzielenia odpowiedzi na proste pytanie: czy były dowódca oddziału Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, który „wyróżnił się schwytaniem wielkiej liczby bandytów”, może być autorytetem moralnym? Następne pytanie czas...
Wojciech Wencel
Coraz szybciej przemija chwała tego świata, który zredagowano w mediach głównego nurtu i dano Polakom do wierzenia. Codziennie wychodzą na jaw nowe nadużycia władzy. Na łeb, na szyję spadają notowania premiera. Główny bohater peowskiego klipu wyborczego o agresywnych „obrońcach krzyża” okazuje się prowokatorem od Palikota. Czy daliśmy się oszukać, tolerując jego aktywność na Krakowskim Przedmieściu? Przeciwnie: zachowaliśmy godność, nie ulegając ewidentnym prowokacjom. Oszukani zostali ci, którzy zaufawszy przekazom TVN, zrezygnowali z udziału we wspólnotowym misterium pamięci. Jarosław Marek Rymkiewicz – jak dowodzi jego ostatni wywiad – wciąż czeka na Reytanowski krzyk, „nawet z jakimś małym rozlewem krwi połączony”, słyszalny od Helsinek do Dubrownika. A przecież ten nasz zbiorowy...
Wojciech Wencel
Tłusty niedźwiedź czy mysz cerkiewna? Światowe mocarstwo czy jego atrapa? Sprawne państwo czy burdel na kółkach? Demokracja in spe czy postkomunistyczny reżim? Nawet Rosjanie nie wiedzą dokładnie, w jakim kraju żyją. Niektórzy rano narzekają na bidę z nędzą, a wieczorem twierdzą, że cały ten zgniły Zachód trzeba za pysk chwycić. Inni odwrotnie: na trzeźwo chwalą kremlowską politykę, a po pijaku wieszają psy na Putinie. Po 10 kwietnia 2010 r. spotkałem wielu Polaków, którzy cierpią na podobną schizofrenię. Jeden z nich, wyborca PO, usiłował mnie przekonać, że Rosja to państwo w pełni demokratyczne i niezwykle nam przyjazne. Po godzinie rozmowy zauważył, że nasz sąsiad jest duży i należy mu się respekt. Aż wreszcie całkiem stracił nerwy i krzyknął: – Jak nie przestaniemy wymachiwać...
Wojciech Wencel
Pan Kiszczak był chory i leżał w łóżeczku. I przyszedł pan doktor. – Jak się masz, koteczku? – Źle bardzo – i łapkę wyciągnął do niego. Wziął doktor i zaraz opuścił chorego. A później się z sądem opinią podzielił: – Można go przesłuchać, lecz tylko w pościeli! Tak właśnie w III RP przebiegają procesy komunistycznych zbrodniarzy. Oskarżeni rzadko pojawiają się w sali rozpraw, za to chętnie poddają się badaniom lekarskim. Ale tylko do południa, bo później muszą wyskoczyć na bazarek po produkty na obiad. – Sam pan rozumie, panie doktorze. Żona prosiła. Wcale nie uważam, że dziś komunistyczni zbrodniarze mają siedzieć w więzieniu. Większość z nich powinna już być na wolności po odsiedzeniu 20-letnich wyroków. Fakt, że ich nie dostali, jest jednym z najbardziej oczywistych dowodów...
Wojciech Wencel
Czytając najnowszą książkę Jarosława Marka Rymkiewicza, biedny chrześcijanin musi zmierzyć się z tradycją polskiego szaleństwa, które bywało odpowiedzią na doświadczenie narodowej klęski. Zapożyczony od Jana Matejki tytuł „Reytan. Upadek Polski” odsyła do wydarzeń z 21 kwietnia 1773 r., gdy poseł ziemi nowogródzkiej rzucił się na próg izby sejmowej i rozdarłszy koszulę na piersi, zaklinał uczestników sesji na rany Chrystusa, by nie zatwierdzali rozbioru Polski. Bohaterem książki jest jednak tyleż człowiek niezłomny, przepełniony obywatelską troską i wiarą w Boga, co wariat wieziony furmanką do rodzinnej Hruszówki, związany i nakryty słomą, zamknięty przez rodzinę w murowance z zakratowanym oknem, całkiem nagi, połykający rozbite szkło lub wypruwający sobie wnętrzności. Miotany...
Wojciech Wencel
Na stokach Góry Oliwnej w Jerozolimie znajduje się największy żydowski cmentarz na świecie. Ortodoksyjni Żydzi płacą podobno po kilkadziesiąt tysięcy dolarów, żeby zapewnić swym kościom pochówek najbliżej miejsca, w którym u kresu historii Mesjasz wskrzesi umarłych. Postępują jak podróżni wynajmujący pokój w hotelu niedaleko lotniska. Chcą mieć pewność, że zdążą na samolot do Nieba. Niestety, jerozolimska nekropolia ma ograniczoną pojemność. Trudno przenieść do niej wszystkie wygasłe pokolenia Judy. Gdy kilka tygodni temu miałem okazję stanąć wśród białych nagrobków, myślałem o prochach z Auschwitz, dawno rozwianych przez wiatr, i o kirkutach zarastających zielskiem w europejskich wsiach i miasteczkach. Jeśli Mesjasz rzeczywiście będzie się kierował kolejnością zgłoszeń, ofiary...
Wojciech Wencel
Siedemdziesięciolecie tragicznych wydarzeń roku 1943 to dla Polaków wielkie wyzwanie. Trudno zmieścić w sobie bolesną pamięć o ekshumacji w Katyniu, zamachu gibraltarskim, konferencji teherańskiej. Jeszcze trudniej zmierzyć się z prawdą o rzezi wołyńskiej, która – mówiąc potocznie – należy do innej bajki. Do jakiejś czarnej baśni, rozwijającej się na marginesie głównej fabuły, w cieniu agresji Niemiec i Sowietów czy zdrady aliantów. Metody ludobójstwa dokonanego na Polakach przez nacjonalistów ukraińskich są tak nieprawdopodobne, że na ich tle nawet komory gazowe i strzały w katyńskim lesie wydają się prozą życia. Nieprawdopodobne, a jednak prawdziwe. Dla obozu niepodległościowego Wołyń wciąż jest problemem politycznym. Nie ulega przecież wątpliwości, że nasz konflikt z Ukrainą leży w...
Wojciech Wencel
Słowo „narracje” robi w ostatnich miesiącach spektakularną karierę. Osoby wypowiadające się w głównych mediach stosują ten termin bez żadnych ograniczeń. Według nich każda siła polityczna czy społeczna w Polsce uprawia jakąś narrację: modernizacyjną, lewicową czy – uwaga! – smoleńską. Dawniej debaty zaczynano od ustalenia faktów, które nie podlegały dyskusji. Można było spierać się jedynie o ich konsekwencje. Dziś nawet twarde fakty są traktowane jako element ideologicznej narracji. Stwierdzenie, że się w nią „wpisują”, odbiera im realność. Narrację buduje się w literaturze, a więc w świecie fikcji. Długo irytowało mnie odnoszenie tego słowa do polityki, która przecież powinna rozwiązywać realne problemy Polaków. Nie sposób go jednak uniknąć, gdy obserwuje się działalność Platformy...
Wojciech Wencel
W nadwiślańskim kondominium nadszedł kolejny Dzień Flagi. Cały naród Bronka czeka na celebrację. Anka miała przygotować swoją specjalność. Anka: – Przygotowałam prawdziwy przysmak. Po to, żeby było nam lepiej, żebyśmy mogli żyć wszyscy razem w zgodzie i w przyjaźni. Mam nadzieję, że zapomnimy wszystko, co się tutaj do tej pory działo, i że będzie już teraz dobrze. Oto mój specjał: orzeł z białej czekolady, który jest po prostu przesłodki. Tu ma oczka, tu ma dzióbek... Wszyscy moi znajomi go uwielbiają. Bronek: – Czekoladowy orzeł to moje ulubione danie. Zawsze kiedy przyrządzamy go z Anką, śpiewamy: „Czekoladowy orzeł, czekoladowy orzeł, każdy zjeść go może, każdy zjeść go może”. Anka: – Tego orła jedzono u nas w domu od pokoleń. Robiła go moja babcia, robiła go moja mama. Teraz...
Wojciech Wencel
W 2004 r. w ramach literackiego stypendium spędziłem trzy tygodnie w Szwecji. Było to dla mnie pierwsze spotkanie z absurdalną ideologią, która wydawała mi się wtedy egzotyczna niczym kult świń wyznawany przez Papuasów. Pamiętam jak podczas libacji alkoholowej miejscowy pisarz poinformował mnie triumfalnie, że Jezus Chrystus był gejem. Jako dowód posłużył ewangeliczny opis Ostatniej Wieczerzy: „Jeden z uczniów Jego – ten, którego Jezus miłował – spoczywał na Jego piersi”. Uśmiechnąłem się miłosiernie, bo co taki szwedzki Papuas może wiedzieć o chrześcijańskiej agape? W szkole go o tym nie uczono, na religię nie chodził, a katolickie wspólnoty omija szerokim łukiem. Na razie, o ile mi wiadomo, kwestia Jezusa nie została w Polsce podjęta. Ale przyjaźń bohaterów „Kamieni na szaniec”...
Wojciech Wencel
Najpierw na kartkach przyciśniętych zniczami lub przekazywanych z rąk do rąk, później w internecie, drugoobiegowych czasopismach, recytacjach i pieśniach, wreszcie w książkach. Wiersze inspirowane tragedią smoleńską zdążyły już zapuścić korzenie w polskiej kulturze. Najbardziej wzruszające są może te, które oderwały się od swoich twórców i żyją własnym życiem, jak piękna apostrofa do Boga autorstwa franciszkanina Mateusza Stachowskiego, odczytana przez Jerzego Zelnika na zakończenie mszy w warszawskiej archikatedrze w trzecią rocznicę narodowej kaźni. Cierpkie owoce z drzewa boleści, zwiastujące odrodzenie polskiej poezji, która przez ponad pół wieku odzywała się głównie „skrzekiem karłów i demonów”, gardząc metafizyką, historycznymi doświadczeniami i romantycznym dziedzictwem. Kto...
Wojciech Wencel
Wyjątkowe doświadczenie przygotował dla mnie w tym roku dobry Bóg. Wielki Tydzień zakończył się całonocnym czuwaniem i radością ze zmartwychwstania Chrystusa. A już w Poniedziałek Wielkanocny znalazłem się z żoną w Betlejem. Pierwsza w życiu pielgrzymka do Ziemi Świętej była dla nas wyprawą w głąb czterech Ewangelii i Dziejów Apostolskich: Nazaret i Jerozolima, Góra Tabor i Góra Błogosławieństw, Genezaret i Kafarnaum, odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych w Jordanie i małżeńskich w Kanie Galilejskiej. Wreszcie Wieczernik, Getsemani, Via Dolorosa i Golgota. W każdym z tych świętych miejsc modliłem się, w duszy lub na głos, by Chrystus był obecny wśród Polaków 10 kwietnia na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. W trakcie Eucharystii w Bazylice Grobu Świętego usłyszałem: „Po swojej...
Wojciech Wencel
Gdy w 1947 r. Józef Mackiewicz opublikował w tygodniku „Lwów i Wilno” artykuł „Dymy nad Katyniem”, w którym postawił tezę, że potwornego mordu na polskich oficerach mogli dokonać tylko bolszewicy, redakcja londyńskich „Wiadomości” zamieściła komentarz: „Wiedzieliśmy o tym od dawna, wie o tym cały świat, wiedzieli sędziowie z procesu norymberskiego, wiedzą sztaby i kancelarie dyplomatyczne, wiedzą dziennikarze i publicyści. To, że milczą – jest miarą ich upodlenia”. Milczenie jest miarą upodlenia także w sprawie Smoleńska. Dlatego tak ważne są świadectwa tych, którzy starają się zdzierać z tajemnicy 10 kwietnia 2010 r. płachty czerwonej farby. Przez trzy lata pojawiło się wiele takich świadectw: filmy i teksty dziennikarzy śledczych, artykuły niezależnych naukowców, raporty zespołu...
Wojciech Wencel
W tradycyjnej ankiecie dziennika „Lidové Noviny” brało udział 219 osób ze świata kultury, nauki i polityki. Zwyciężyła książka poety i dziennikarza Czeskiego Radia Miloša Doležala, której tytuł można przetłumaczyć: „Jakbyśmy dziś umrzeć mieli. Dramat życia, kapłaństwa i męczeństwa czihosztskiego księdza Josefa Toufara”. Jej punktem kulminacyjnym jest historia cudu, który dokonał się w Czihoszti na Wyżynie Czesko-Morawskiej kilkanaście miesięcy po przejęciu władzy przez komunistów. 11 grudnia 1949 r. miejscowy kapłan odprawiał poranną mszę świętą. Po słowach: „Tutaj, w tabernakulum, jest nasz Zbawiciel”, krucyfiks wiszący nad ołtarzem wyraźnie się wychylił. Parafianie potraktowali to jako zapowiedź prześladowań, ale i znak chrześcijańskiej nadziei. Kościoły w całym kraju wypełniły się...
Wojciech Wencel
Raczej byłoby to niemożliwe bez historycznych doświadczeń, które wykształciły nasz narodowy charakter: idealizm, absolutne pragnienie wolności, instynkt przezwyciężania losu, upór, odporność na cierpienie, zdolność wytyczania „niemożliwych” szlaków i przekraczania barier własnego organizmu. Większość Polaków uświadamia sobie tę mistyczną zależność historii i duszy. Obcokrajowcy mogą o niej poczytać w książkach, choćby w „Freedom climbers” kanadyjskiej publicystki Bernadette McDonald. Są jednak i tacy, którzy krytykują himalaistów za ich życiowe wybory. Twierdzą, że wysokogórscy pasjonaci, zwłaszcza mężowie i ojcowie, ryzykują zbyt wiele. Dla ich wysiłków próbują znaleźć jakieś przyziemne uzasadnienie, którego przecież być nie może, nie tylko dlatego, że ostatni akt sztuki rozgrywa się...
Wojciech Wencel
Zastanawiam się, dlaczego nikogo to nie dziwi. Przecież postać quasi-religijna jaskrawo kontrastuje z obowiązującym w sklepach minimalizmem. Przed Wielkanocą próżno szukać tu odwołań do chrześcijaństwa. Są tylko poprawne politycznie stada zajączków i kurczaczków. A pomiędzy nimi spokojnie siedzi sobie władca obcego świata. Po co Polakom ten Budda? Chcą się do niego modlić czy jak? Istnieją wprawdzie w Europie sławni buddyści, ale to raczej wśród aktorów, którzy swego nie znają. Kościół katolicki kojarzy im się z zacofaniem, a nie z głęboką mistyką. Co innego Tybet. Tam jest źródło mocy i tajemnica wszechświata. W przypadku sklepowych figurek chodzi chyba jednak o niezobowiązujący gadżet, symbol egzotyki. Jedynie takim reakcjonistom jak ja wydaje się, że jeśli człowiek stawia sobie w...
Wojciech Wencel
Kiedy byli stalinistami, wszyscy dostali luksusowe mieszkania w Warszawie. Później zmienili poglądy, niektórzy autentycznie, i teraz są solidarni z narodem. Ale te stalinowskie salony im zostały. A ludzie, którzy od początku byli niezłomni, gnieżdżą się z rodzinami w odrapanych blokach. Faktycznie, w 1949 r. Hertz, jako zasłużony redaktor „Kuźnicy”, otrzymał od Polski Ludowej duże mieszkanie w domu przy Iwickiej, które później wymienił na lokal przy Nowym Świecie. Jednak nakreślony przez Kubiaka problem jest głębszy i tylko w niewielkim stopniu dotyczy Hertza. Ten zdążył odkupić swoje winy, a do miejsca w pisarskim panteonie nigdy nie aspirował. Uważał się raczej za strażnika cudzego słowa: antologistę, redaktora, edytora – z pożytkiem dla siebie i innych. Otóż w pakiecie z mieszkaniami...
Wojciech Wencel
Świat przedstawiony w powieści jest wartością autonomiczną. Należy docenić prozę, jeśli wyróżnia się ona gęstością języka, pięknymi opisami przyrody czy wiarygodnymi psychologicznie dialogami. W tym przypadku nie jest to wykluczone, bo w internecie Domino bywa chwalony za „świetną pisarską robotę”. W jego książkach zawarty został ponoć „epicki obraz” masowej deportacji Polaków na Syberię i do Kazachstanu. Powieści te są nawet tłumaczone na języki obce: rosyjski, ukraiński, białoruski i kazachski. Ach! – byłbym zapomniał – jeszcze na bułgarski. Czytałem w życiu kilka książek o sowieckich deportacjach Polaków, m.in. „W domu niewoli” Beaty Obertyńskiej, „Między młotem a sierpem” Wacława Grubińskiego, „Kazachstańskie noce” Herminii Naglerowej, „Książkę o Kołymie” Anatola Krakowieckiego czy...
Wojciech Wencel
„Wymarsz Uderzenia” był podobno ulubionym utworem siedemnastoletniej sanitariuszki. We wrześniu 2012 r. można go było usłyszeć podczas uroczystości odsłonięcia pomnika Siedzikówny w krakowskim parku Jordana. Jest w nim mowa o bzach, kłosach i kalinach, ale i o tym, że „Imperium gdy powstanie, to tylko z naszej krwi”. W świetnym skądinąd spektaklu „Inka 1946. Ja jedna zginę” słowo „Imperium” zmieniono na „Polska”, pewnie po to, by maksymalnie uprościć przekaz. A przecież idea imperialna nie jest żadną skamieliną. Obecna zarówno w tradycji piłsudczykowskiej, jak i narodowej („Prosto z Mostu”, „Sztuka i Naród”), wciąż stanowi wyzwanie dla polskich patriotów. Łącząc idealizm z pochwałą siły i czynu, może stać się pomostem między różnymi środowiskami. W wierszu Trzebińskiego chodzi o Imperium...
Wojciech Wencel
Pożegnawszy się z filozofią dialogu, można było zrobić tylko jedno: budować drugi obieg. Czy termin ten w odniesieniu do niezależnych mediów zdał egzamin? Ciągle słyszę, że jest nietrafny, bo kojarzy się z „drugą kategorią”. Mnie bardziej kojarzy się z literaturą podziemną lat „Solidarności” albo – w jeszcze większym stopniu – z niepodległościową kulturą emigracyjną w opozycji do krajowej propagandy. Językowo jest to określenie precyzyjne. Niech martwią się „niepokorni”, krnąbrne dzieci systemu. Drugi obieg jest wobec tego systemu niezależny i samowystarczalny. Mam wrażenie, że jego powszechną akceptację w środowiskach niepodległościowych utrudnia jedynie triumfalizm, bo przecież bliskie nam wartości to po prostu depozyt polskiej inteligencji, który powinien być rdzeniem kultury narodowej...
Wojciech Wencel
Symbolem „postawy wyprostowanej” w PRL jest Zbigniew Herbert. Można o nim mówić w kategoriach wierności, godności czy nawet heroizmu, ale przecież nie da się go nazwać poetą niepokornym. Manifestacja braku pokory jest rozpaczliwym gestem dzieci lub niewolników, którzy paradoksalnie potwierdzają w ten sposób swoją zależność od autorytetu czy systemu władzy. Tymczasem autor „Pana Cogito” miał własny świat wartości, którym po oficersku służył (służba wymaga pokory). Pozwalało mu to patrzeć na komunistyczne robactwo z wysokości, z pogardą lub zimną ironią. Zarządców Polski traktował jak obce ciało. Dzięki poczuciu cywilizacyjnej odrębności nawet na moralnym grzęzawisku udało mu się zachować duchową niepodległość. Inny przykład: ks. Jerzy Popiełuszko, człowiek głęboko pokorny wobec Boga i...
Wojciech Wencel
Wyznawcy tej estetyki nie oszczędzili nawet największego dramatu w historii powojennej Polski. Niedługo po 10 kwietnia 2010 r. – jak to określił prof. Andrzej Nowak – tragedia stała się komedią. Ktoś nagrał piosenkę „Po trupach do celu”. Ktoś inny rechotał z reklamy piwa Zimny Lech i drwił z ludzi modlących się pod Krzyżem Pamięci. Jeszcze ktoś inny mówił o „smoleńskiej grypie”. Smoleńsk przedstawiano jako partyjną grę, spiralę pomyłek, idiotyzm, absurd. Jako spektakl, w którym wszystkie postaci, włącznie z załogą i pasażerami tupolewa, są groteskowe. Bezmyślny rechot to kwintesencja postmodernistycznej neobolszewii. Już przed II wojną światową Mikołaj Bierdiajew twierdził, że komunizm przedrzeźnia Kościół Chrystusowy i stwarza społeczność bezwzględnie i we wszystkich dziedzinach...
Wojciech Wencel
Ktoś powie, że cykl „Katastrofa w przestworzach” nie jest miarodajny. I będzie żałował, że dokumentu o smoleńskiej tragedii nie wyprodukowała stacja BBC, bo tam obowiązują „najwyższe standardy”, a poziom obiektywizmu zapiera dech w piersiach. Cóż, mam zupełnie inne zdanie. Jestem pewny, że każda duża telewizja zachodnia, która podjęłaby temat, wypuściłaby na rynek film bliźniaczo podobny do produkcji National Geographic. Z bólu i bezradności płyną gorzkie słowa: „To wina rządu, że świat wierzy w wersję Rosjan”. Faktycznie, rząd Tuska zrobił wszystko, by utrwalić rosyjski scenariusz. Jednak prawda jest bardziej brutalna: świat wierzy w wersję Rosjan, ponieważ chce w nią wierzyć. W równym stopniu dotyczy to zachodnich mediów i polityków. Naiwna jest polska wiara, że dyplomacja...
Wojciech Wencel
Zgrabnie napisane i do pewnego stopnia prawdziwe. Fałszywe są tylko wnioski wyciągane z tej dziejowej reguły przez kolejne pokolenia tzw. realistów, głównie endeckiej proweniencji, dla których wszystkie nasze powstania zbrojne są „totalną głupotą”. Postrzegają oni powstańczych dowódców jako porywczych watażków bądź jako nieudaczników bujających w obłokach, ewentualnie jako ofiary obu tych przypadłości. Ogólnie polski romantyzm wydaje im się skutkiem wyimaginowanych wad narodowych. Że niby Polak prędzej działa, niż myśli, że zawsze jest skłonny do bitki i do wypitki, i że gardzi podstawami strategii i logistyki, licząc wyłącznie na pomoc Najświętszej Panienki. Bodaj najbardziej oczywistym przykładem zbiorowego szaleństwa jest dla „realistów” powstanie styczniowe. Paradoks polega na tym...
Wojciech Wencel
Pamiętam, jak po objęciu stanowiska premiera przez Jarosława Kaczyńskiego celebryta Maciej Maleńczuk stwierdził, że „reżimem tu pachnie” i spłodził tekst piosenki o „duecie kaczym”, który „ludzi używa jako swych narzędzi” i „w ruch służby puszcza niczym gończe sfory”. Śmiejąc się z tej twórczej egzaltacji, nie przypuszczałem, że w kolejnych latach – za sprawą partyjno-medialnej propagandy – zakorzeni się ona w społecznej świadomości. Wydawało się, że Polacy nigdy nie uwierzą w coś tak niedorzecznego. A jednak z tej fantazji, obficie podlanej łzami posłanki Sawickiej, wyrosła czarna legenda IV RP. Każdy reżim działa podobnie. Żeby zasłonić lub usprawiedliwić własne grzechy, oskarża o nie ludzi najbardziej bezinteresownych i skłonnych do poświęceń, słowem – idealistów. Komunistyczni...
Wojciech Wencel
Przykra sprawa, zwłaszcza w kontekście ostatniej woli noblistki. Żegnając się z naszym chaotycznym światem, Szymborska pragnęła upamiętnić zasługi byłego męża, który w okresie stalinizmu „opiekował się Kołem Młodych przy Związku Literatów Polskich i pomógł wielu znakomitym poetom u początku ich twórczej drogi”. A tu się okazuje, że ślęcząc nad becikami literackich niemowląt, Włodek pisywał donosy na Macieja Słomczyńskiego. Biedna Szymborska. Przecież gdyby o tym wiedziała, na pewno wskazałaby innego męża opatrznościowego dla stypendystów-nieboraków. Trzeba przyznać, że Włodek był perfekcyjnym donosicielem. Znakomicie się kamuflował. Także przed samym sobą udawał, że nie jest świnią. W listach do UB, pisanych w poczuciu „czujności partyjnej i obywatelskiej”, podkreślał, że „podane fakty...
Wojciech Wencel
Fakt, że po eksterminacji przedwojennej inteligencji, dwóch okupacjach i propagandowej nawałnicy III RP w ten sam sposób manifestujemy swoje przywiązanie do polskości, musi być zgorszeniem dla świata. Przecież, po ludzku rzecz biorąc, już dawno nie powinno nas być. Świat nie raz i nie dwa przedstawiał Polsce swoją propozycję nie do odrzucenia: „Czemóż to się w obłudzie nie kształcisz, uparta,/Nikogo nie okłamiesz, niczego nie udasz,/Choć znak twój – splugawiony, wierność – nic niewarta,/I krzyżom twym urąga tłum, a w tłumie Judasz./(...) Wypłosz orła z twych płócien, jak inni ptasznicy,/I na nowych sztandarach dziób wyszyj papuzi,/Od razu cię docenią szlachetni Anglicy,/Sprawiedliwi Moskale i bratni Francuzi”. Nasycone gorzką ironią słowa Kazimierza Wierzyńskiego z tomu „Krzyże i...
Wojciech Wencel
Skąd ta niechęć do powstańczej tradycji? Po pierwsze, nasi romantyczni przodkowie w czamarach i konfederatkach nijak nie pasują do prowadzonej przez PO „narracji modernizacyjnej”. To klasyczni wolni Polacy, uzbrojeni w sztandary z Matką Bożą i kosy na kiju, wyżej stawiający wolność ojczyzny niż perspektywę ułożenia sobie życia w Priwislinskim Kraju. Po drugie, ich stosunek do Moskwy mógłby nieco skomplikować obowiązującą dziś ideę polsko-rosyjskiego pojednania. Perswazja zastosowana przez Władysława Ludwika Anczyca w „Pieśni strzelców” różni się przecież znacznie od dyplomatycznych umizgów Radka Sikorskiego: „Do Azyi precz potomku Dżyngis-chana. / Tam żywioł twój, tam ziemia carskich gal. / Nie dla cię, nie, krwią polską ziemia zlana, / Hej baczność! cel i w serce lub w łeb pal! ”. Po...
Wojciech Wencel
Przecież dwa lata temu można było jeszcze to zrobić. I to przy zachowaniu dotychczasowej strategii rozbudzania nienawiści do kluczowych polityków PiS. Wystarczyło z troską pochylić się nad setkami tysięcy wolnych Polaków, którzy – według rządowej propagandy – zostali zmanipulowani przez Jarosława Kaczyńskiego. Podać nam pomocną dłoń, zasygnalizować dobre intencje, odwołać się do ideału zgody narodowej. Zapewne znalazłoby się wielu naiwnych, którzy daliby się na to nabrać. Nadal oszukiwaliby siebie samych, że III RP to jednak ich państwo, a władza, choć nieudolna, stara się skleić to, co nas podzieliło. Prawicowi publicyści z kredytami na karku wciąż stroniliby od „przesady”, wzdychając do demokratycznych procedur. Bylibyśmy zdezorientowani, rozproszeni i słabi. Decydentom III RP wydaje...
Wojciech Wencel
Tę lukę wypełniają SMS-y i telefony do TVN-owskiego „Szkła kontaktowego” oraz listy do „Gazety Wyborczej”. Z komentarzy widzów i czytelników możemy się dowiedzieć, że mamy świetny rząd i obciachową bądź chorą z nienawiści opozycję, ale zdarzają się bardziej skomplikowane konstrukcje intelektualne. Przeglądając internet, natknąłem się niedawno na niezwykle interesujący list, opublikowany ponoć w „Gazecie Wyborczej”. Andrzej M. z Torunia zwraca w nim uwagę na niestosowność formuł: „toruński kościół”, „krakowski terrorysta” i „gdański poeta” (chodzi o mnie). Jak dowodzi, tworzenie zbitek słownych opartych na kryterium terytorialnym jest krzywdzące dla mieszkańców Torunia, Krakowa i Gdańska, którzy nie mają nic wspólnego z „obskurantyzmem”. Aby uzmysłowić redakcji skalę problemu, pan Andrzej...
Wojciech Wencel
Gdzie poza internetem szukać środowisk, które z powodzeniem realizują te trzy cnoty? Wielokrotnie pisałem, że aby polska kultura mogła się odrodzić, musimy wrócić na prowincję. Jeżeli nie dosłownie, to mentalnie, znajdując oparcie w porządku natury i zrzucając z siebie piętno groteskowych ideologii XXI w. Życie we własnym, budowanym od dzieciństwa kosmosie ma znacznie większy potencjał duchowy, wolnościowy i cywilizacyjny od wegetacji w sztucznych rajach mediów i centrów handlowych. Jednak potencjał to jedno, a realia społeczne to drugie. Gdy zacząłem wygłaszać hymny na cześć prowincji, nie miałem pojęcia, jak powszechna i gęsta jest sieć lokalnych układów, z którą na co dzień zmagają się wolni Polacy. Mimo to jeżdżąc na wieczory autorskie, nauczyłem się klasyfikować miasta i miasteczka...
Wojciech Wencel
Istnienie Jarosława Marka Rymkiewicza jest dowodem na to, że nasza dziejowa misja wciąż trwa. Właściwie każda jego publiczna wypowiedź mówi nam, skąd przychodzimy, kim jesteśmy i co powinniśmy robić, by pozostać Polakami. Wiersz o dwóch Polskach, z których „jedna chce się podobać na świecie”, a drugą „wiozą na lawecie”; diagnoza postkolonialnego charakteru III RP; uświadomienie przynależności Adama Mickiewicza do wspólnoty „moherowych beretów”; dowodzenie, że polski romantyzm jest kluczem do współczesności; nazwanie nierzeczywistym świata redagowanego w głównych mediach; wierność Polsce prowincjonalnej i wezwanie do budowania niepodległości wokół siebie; wreszcie rekonstruowanie mitów polskiej wolności w „Wieszaniu”, „Kinderszenen” i „Samuelu Zborowskim”; odtworzenie szkieletu polskości,...
Wojciech Wencel
W postkolonialnej kulturze III RP dopiero instalowali się architekci nowego wspaniałego świata. Niezbyt licznie, jakby nieśmiało, pojawiali się na uniwersytetach, w mediach i środowiskach artystycznych. Na każdym kroku akcentujący swoją „nowoczesność”, dla polskiej poezji nie byli jednak żadną nowością. Już w 1832 r. trafnie opisał ich w „Panu Tadeuszu” nasz narodowy wieszcz: „Żałośnie było widzieć wyżółkłych młokosów, (...) /Opatrzonych w broszurki i w różne gazety, / Głoszących nowe wiary, prawa, toalety”. Po latach okazało się, że „miała nad umysłami wielką moc ta tłuszcza” – zarówno w epoce saskiej i stanisławowskiej, jak i pookrągłostołowej. Gdyby było inaczej, każdy z nas dostrzegałby dziś nie tylko polityczny upadek państwa polskiego, ale i groteskę otaczającej nas...
Wojciech Wencel
Sęk w tym, że wyrwani z własnego letargu i gotowi do współdziałania znaleźliśmy się w przestrzeni, która tylko w niewielkim stopniu przypomina jawę. To raczej wielopiętrowy, absurdalny koszmar, którego kolejne epizody nie mają żadnych konsekwencji. Rząd oskarżany o tuszowanie zbrodni nadal sprawuje władzę. Ciała poległych w Smoleńsku zostały zamienione, ale nikt nie ponosi za to odpowiedzialności. Niewygodni dla Rosjan świadkowie są znajdowani martwi? Prawdopodobnie zabili się z powodu nieszczęśliwej miłości. Detektory materiałów wybuchowych po bliższych oględzinach okazują się wykrywaczami dezodorantów. Podejrzewam, że gdyby podczas konferencji prasowej prokuratorowi wyrósł zielony róg na czole, też nikogo by to nie zdziwiło. W onirycznym świecie wszystko jest przecież możliwe....
Wojciech Wencel
W okolicach tej daty zaczęto tu grzebać zmarłych. Wcześniej krzyże sterczały wokół kościoła zbudowanego w XIV wieku na ciasnym, otoczonym murem wzgórzu. W dzieciństwie chodziliśmy tam zbierać piszczele i czaszki walające się wśród liści i wyschniętej ziemi. Od czasu do czasu próbowaliśmy odczytać gotyckie litery na jednym z nielicznych grobów, który się zachował. Pewne było tylko nazwisko pogrzebanej w tym miejscu rodziny: Ficht, brzmiące równie obco jak nazwisko Otto Roemera, przedwojennego właściciela majątku Matarnia, który jako ojciec czworga dzieci i sprawiedliwy zarządca cieszył się szacunkiem miejscowej ludności. Wieczny odpoczynek racz mu dać, Panie. Żeby opowiadać o zmarłych, trzeba cofnąć się do dzieciństwa, do swojej ziemi, w której roi się od kości ludzi wychowanych w „...
Wojciech Wencel
Przynajmniej tak odbieraliśmy go jako licealiści w ostatnich latach PRL. Każda nasza gitarowa prywatka zaczynała się od ballad Stachury i bieszczadzkich smętów, później były „Mury” i „Sen Katarzyny II”, ale prawdziwą energię niosły utwory Gintrowskiego do słów Jerzego Czecha: „Karol Levittoux” i „Margrabia Wielopolski”. Po pierwsze skuteczniej niż okrojone lekcje historii budowały w wyobraźni mit polskości, a po drugie, inspirowały do działania. Gdy je śpiewaliśmy, atmosfera gęstniała jak podczas koncertu Mochnackiego w genialnym wierszu Jana Lechonia. „Uciekać! Krew pachnie w tej sali!!!” – wzdychały co wrażliwsze koleżanki. Podobny wpływ miały na nas pieśni wprost odnoszące się do współczesności: „Gdy tak siedzimy” czy „ZOMO – spokój – bies”. Nasze konspiracyjne doświadczenia z racji...
Wojciech Wencel
Któż mógł przypuszczać, że w III RP znów sprzedadzą się nam postać z gumy, rozciągliwej, w pakiecie z historyjkami? Dzisiejszy Donald jest tak podobny do swojego pierwowzoru sprzed lat, że mógłby fizycznie występować w kreskówkach. Mimo to do 2007 r. przegrywał wszystko, co było do przegrania. Nawet wśród politycznych gangsterów prezentował się jak popychadło. Gdy w czasie nocnej zmiany wypowiadał frazę: „Panowie, policzmy głosy”, trudno było dosłyszeć, co tam mruczy pod nosem. Pamiętam, że kiedy w 2005 r. przegrał teoretycznie wygrane wybory prezydenckie, było mi go autentycznie żal. Starał się, żądza władzy kipiała w nim jak wrzątek w czajniku, miał za sobą całą okrągłostołową wierchuszkę i speców od reklamy, a Polacy wciąż kierowali się zdrowym rozsądkiem. Może byłoby lepiej dla niego...
Wojciech Wencel
Kiedy 22 grudnia 1990 r. na Zamku Królewskim w Warszawie Ryszard Kaczorowski przekazał Lechowi Wałęsie insygnia władzy II RP, wydawało się to oczywistym znakiem ciągłości niepodległego państwa. „Prawowite władze polskie poza granicami kraju przestały być uznawane przez obce kancelarie dyplomatyczne, były jednak one akredytowane w sercach polskich w ojczyźnie i na emigracji. Ten klejnot patriotycznej wierności dla Tej, która nie zginęła, szczególnym blaskiem świecił w głębi narodowej nocy” – mówił ostatni Prezydent RP na Uchodźstwie. Przez niemal pół wieku rząd londyński stał na straży zasady suwerenności, dając poczucie godności i nadziei zniewolonemu narodowi. To w łączności z nim walczyli żołnierze Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, powstańcy warszawscy, bohaterowie...
Wojciech Wencel
Niestety, ta sama diagnoza dotyczy w jakimś stopniu pisarzy. Droga twórcza, którą opisuje Nowakowski, była w oficjalnej kulturze PRL-u właściwie jedynym możliwym wyborem sumienia: emigracja wewnętrzna, pisanie jako przestrzeń wolności, czerpanie z życia nieskażonego komunistyczną ideologią. Ale nie umożliwiała wyjścia z systemu. W biografiach nawet najszlachetniejszych twórców krajowych jest coś upodlająco dwuznacznego. Tkwiąc jedną nogą w suwerennym świecie wyobraźni, drugą nogą grzęźli w peerelowskich relacjach. Mogli zachowywać się przyzwoicie, minimalizować kontakty z działaczami partyjnymi, gardzić donosicielami, przeprowadzać gorszące happeningi na salonach, ale przecież ocierali się o ZLP, wydawali książki, składali podania do urzędów, korzystali z domów pracy twórczej, ściskali...
Wojciech Wencel
Oburzaliśmy się, kiedy ciała poległych odesłano nam z Moskwy w zalutowanych trumnach. Mówiono, że nasze obawy są niestosowne. Dziś trwają ekshumacje. Rodziny ofiar nie są pewne, czy pochowały właściwą osobę. Poeta Aleksander Rybczyński napisał: „pospiesznie zaszywają zwłoki/ wrzucając do środka gumowe rękawice/ kawałki kory drzew i zlodowaciałe płuca zesłania”. Metafora, która stała się ciałem. Wątpiliśmy, że Rosjanie zwrócą nam wrak tupolewa. Mówiono, że to kwestia czasu. Zapomniano dodać, że chodzi o kwestię czasu z „Czekając na Godota”. Ci, którzy nazywają nas „sektą smoleńską”, przezornie pomijają fakt, że nasze przewidywania sprawdzają się co do joty. Niełatwo być oszołomem, który ma zawsze rację. Parszywą rację, opartą na czarnym scenariuszu. Lepiej byłoby choć raz się mylić....

Pages