Podróże

Robert Swaczyński
„Polaco” w Meksyku brzmi dumnie. Mieszkańcy tego kraju, tak samo jak my, kochają Jana Pawła II. Drugim najbardziej rozpoznawalnym Polakiem jest… Grzegorz Lato, który grał w meksykańskiej lidze MX. Czerwone i białe bandany na głowie, gołe torsy i opuszczone na biodra dżinsy. W świetle mrugającego neonu grupa młodych Meksykanów szarpie się przed pobliskim nocnym klubem. Srebrne zęby błyskają co pewien czas w ciemnościach, aż w końcu pojawia się nóż w rękach napastnika. To nie scena z gangsterskiego filmu, taki kadr utrwalił mi się w pamięci, gdy dojeżdżałem do hotelu na obrzeżach wypoczynkowego miasta Cancun. Jak większość półwyspów na świecie, tak i Jukatan swoim kształtem przypomina język. Lądując na lotnisku w Cancun, które leży na wybrzeżu Morza Karaibskiego, turysta trafia na...
Pomiędzy Polską a Izraelem trwa ożywiona wymiana turystyczna. Problem w tym, że głównie o charakterze pielgrzymkowym. Stereotyp każe w Polsce szukać miejsc związanych z Shoah, a w Ziemi Świętej – historii biblijnej. A nie można, tak po prostu, na plażę? Państwo Izrael leży w południowo-wschodnim „narożniku” Morza Śródziemnego. Linia brzegowa układa się w zasadzie południkowo, z lekkim odchyleniem ku wschodowi i liczy niespełna 180 km od Strefy Gazy do granicy z Libanem. W środkowej części, nieco na północ od Netanii – izraelskiego Sopotu, mieści się niepozorna wioszczyna o pięknych plażach – Michmoret. Tu niegdyś łowiono ryby, dziś zaś łowi się ludzi. Nie, nie w sensie biblijnym – tu króluje interes. Łowi się turystów. A następnie się ich… „oskubuje”. Michmoret (w tłum. „sieć...
W Rumunii, kraju hospodara wołoskiego Drakuli, od Karpat po Morze Czarne turysta nie znajdzie luksusów, ale spotka za to uśmiechniętych i gościnnych mieszkańców. Po przekroczeniu granicy węgiersko-rumuńskiej samochód zwalnia do 40 km/h. Nawet łazik księżycowy nie podołałby takiemu wyzwaniu. Całych dróg asfaltowych prawie nie ma albo są w ciągłej budowie. Jeżeli turysta już wjedzie na „czarny tor”, momentalnie zaczyna czuć się niczym w grze komputerowej. Zasad nie ma. Zdarza się, że 20 metrów przed kierowcą wyrasta samochód jadący z naprzeciwka, pędzący powyżej 120 km/h. Na zakręcie, pod górkę, przecinając dwie linie ciągłe. Do kolizji nie dochodzi, ale masz wrażenie, że minęliście się na grubość kartki papieru. To pierwsze przygody zmotoryzowanych podróżników w kraju byłego...
Stefan Czerniecki
Jezioro Białe Augustowskie to bez wątpienia perełka na poplamionej niebieskimi oczkami mapie północno-wschodniej Polski. Lodowiec zostawił nam tu przepyszny rarytas. Przepyszny zwłaszcza na upalne wakacje. – Najcudowniejsze są tutaj zachody słońca – rozmarza się Janek. – Kiedyś była tu drewniana kładka. Ale komuś z tubylców chyba się nie spodobało, że miejsce staje się nazbyt popularne i któregoś roku przyjeżdżamy, a kładki nie ma. Ale zachody pozostały te same. Choć podziwiane już nie z kładki, lecz z nadbrzeżnej polany. – To moja ulubiona plaża – wtrąca Wojtek. – Piaszczysty brzeg. Długie i łagodne wejście. Taki szelf. Możesz iść i iść… Woda ciągle sięga do kolan. Głęboko zaczyna się robić dopiero po kilkudziesięciu metrach. – Najfajniej to się tu wbiega – dodaje wreszcie...
W polskiej pamięci Batumi zapisało się trwale dzięki przebojowi Filipinek. Niestety, „herbaciane pola Batumi” to już przeszłość. Dzisiejsze Batumi to miasto kontrastów –  nowoczesność i ruiny, historia i futurystyka, chrześcijaństwo i islam, biznes i komunizm, przepych i bieda, że aż piszczy. Tam, gdzie strome zbocza Małego Kaukazu opadają wprost do Morza Czarnego, leży najsłynniejszy kurort byłego Związku Sowieckiego, tudzież źródło herbaty, będącej obiektem pożądania w całych „demoludach” – Batumi, stolica Adżarii. Nie znam Polaka, któremu nie zabrzmiałby w pamięci przebój Filipinek, gdy usłyszał tę nazwę. Jednak herbaciane pola to już przeszłość, chociaż herbatę uprawia się tu nadal. Co ciekawe, sprowadzili ją tu chińscy kulisi, zatrudnieni przez braci Noblów do budowy...
Robert Swaczyński
Nowa Zelandia to dalekie wyspy, o których marzy każdy podróżnik. Tutaj poezja łączy się z prozą, a niemożliwe staje się możliwe. Każdy z nas wie, że kiwi to owoc lub ptak nielot z długim dziobem. Ale w języku angielskim, wersji nowozelandzkiej, Kiwi to po prostu Nowozelandczyk. Różnice lingwistyczne wynikają z wpływu języka maori, mowy rdzennych mieszkańców wysp, czyli Maorysów. 45-letni Kevin, mieszkaniec Christchurch, największego miasta Południowej Wyspy, wspomina trzęsienie ziemi. – Wiesz, to, że rusza się, wręcz płynie chodnik lub ulica w czasie trzęsienia ziemi, to jeden aspekt katastrofy. To, że budynki pękają i składają się jak domki z kart, to przeżycie na granicy życia i śmierci – dodaje podniecony Kiwi. – Ale wyczuwalny jest inny wymiar. Przede wszystkim smród siarki, a...
Stefan Czerniecki
Kobieta sprzedaje daktyle, orzechy, migdały. Sporo ma tego na straganie. Dopóki jednak nie zobaczy na centralnym placu turystów, będzie siedzieć spokojnie pod dużym parasolem. Kobieta ożywi się dopiero, gdy pojawią się ludzie. Najlepiej, kiedy cała grupa przyjdzie obejrzeć klif. Wtedy muszą minąć jej stragan. Innej drogi nie ma. Wówczas wstaje z krzesła, aby spragnieni zdjęć turyści mogli zobaczyć, ile to dziś spódnic włożyła na siebie. Gdy kobieta podnosi coś z ziemi, jeden z turystów dyskretnie nachyla się. – Siedmiu chyba nie ma – mówi półszeptem do towarzyszącej mu żony. Faktycznie. Mało która ze stojących nad nazareńskim klifem kobiet ma dziś na sobie siedem spódnic. Ale dwie, trzy to już standard. Kobiety to żony rybaków. Przynajmniej za takie się podają. Wierne tradycji,...
Wojciech Kamiński
To rzadki przypadek w kraju tak mocno dotkniętym przez okrutne dzieje. Świat, po którym pragnę Państwa oprowadzić, wciąż istnieje. To świat ceglanych kościołów ziemi chełmińskiej. Wchodzi się do niego przez wytarte kamienne progi, kroczy po wyszlifowanych stopami wiernych posadzkach, opiera o chłodne ściany, z których spoglądają biblijni bohaterowie i święci. Ziemia chełmińska (woj. kujawsko-pomorskie) ze swoimi ceglanymi kościołami to wyjątek nie tylko na skalę polską, ale także europejską. Trudno znaleźć drugie takie miejsce, w którym na tak niewielkim obszarze powstało i przetrwało tyle wyjątkowych zabytków architektury. Prof. Marian Arszyński z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu pisał („Diecezja toruńska. Historia i teraźniejszość”), że liczba murowanych kościołów wiejskich...
Robert Swaczyński
Bali różni się od innych wysp Indonezji – Sumatry, Jawy, Celebes czy Borneo. To wymiar, w którym łatwo stracić rachubę czasu, spotkać sprytne małpy, ukwiecić wzrok i dotknąć punktu między życiem a śmiercią. Sny się spełniają. – Uśmiechnij się, jesteś na Bali! – mówią Balijczycy. W Stanach Zjednoczonych uśmieszek wliczony jest w cenę zakupionego towaru. Tak samo plastikowo uśmiechają się bankowcy i panie w sklepie odzieżowym. Na Bali tubylczy uśmiech jest szczery. O nic nie proszą, nikogo werbalnie nie molestują. Po prostu są mili. A świat, w którym żyją, można nazwać rajem. W kąpieli słonecznej egzotyczne owoce, takie jak mango lub marakuja, nabierają intensywnego smaku, którego nigdy nie poznamy w Polsce. Wielość kwiatów, krzewów, kształty i kolory sprawiają, że obserwator...
Stefan Czerniecki
Lipiec 2001 r. zapisał się w pamięci mieszkańców południowej Polski dość traumatycznie. Padało już od kilku dni. Chmury nadchodziły jedna za drugą. Było jasne, że oto przed nami kolejna wizja walki z bezlitosnym żywiołem. Że trzeba będzie znów zakasać rękawy. Mieszkańcom Targowej było tym bardziej nie do śmiechu. Zaledwie rzut kamieniem od ich ulicy płynie przecież Wieprz. I faktycznie. Gleba podmywana to przez rzekę, to przez ciągłe opady, wreszcie nie wytrzymała. Woda wyrządziła jednak nie tylko szkody. Zapadnięty chodnik odkrył schowany pod nim tajemniczy tunel. Podziemny korytarz prowadził dalej, pod jezdnią, w kierunku budynku Urzędu Miejskiego. To jednak nie koniec niespodzianek. Co starsi mieszkańcy dobrze wiedzą, że ich miasto to kopalnia tajemnic, jeśli idzie o podziemne...
Robert Swaczyński
Wieżowiec przy wieżowcu, brak wolnej przestrzeni do życia – oto mikroskopijne terytorium Hongkongu, kiedyś we władaniu Imperium Brytyjskiego, dziś część Chińskiej Republiki Ludowej. Tutaj Bruce Lee, najsłynniejszy gwiazdor filmów spod znaku karate, stawiał pierwsze kroki. Hongkong dalej nie tworzy klimatu tańca-przytulańca – w wysokiej wilgotności powietrza serce bije w rytmie techno. Finansowe centrum świata, giełda, praca w domach aukcyjnych, wszystko przyspiesza. Bazary tętnią życiem, tubylcy nie mają czasu na nic. Jednak mimo to w dżungli wieżowców, gdzie park jest rarytasem, każdy znajdzie dla siebie chwilę refleksji i zapomnienia. Turysta zakwaterowany w hotelowym wieżowcu nie przestaje być obserwatorem. Okna od podłogi do sufitu stają się ekranem, na którym można oglądać...
Hanna Shen
Na odwiedzających stolicę Phnom Penh czekają radosne twarze tubylców i targujące się przekupki. Ale w powietrzu unosi się też trauma po piekle, które zgotowali mieszkańcom Czerwoni Khmerzy. Phnom Penh to miasto pełne kontrastów. Tu rezydencje oficjeli z rządzącej Kambodżą prawie 30 lat Kambodżańskiej Partii Ludowej czy niemal pałace tajwańskich i chińskich inwestorów często wyrastają w centrum slumsów. Obok luksusowych samochodów są tysiące motorów, rowerów, tuk-tuków, a przy nich żebrzące dzieci, staruszki i kaleki bez kończyn proszący o „one dollar” albo „two dollars”. Niektórzy potrafią to powiedzieć w innych językach, np. po chińsku! Przeciętny mieszkaniec Kambodży musi przeżyć za dolara dziennie. Bogaci wysyłają dzieci do szkół międzynarodowych, gdzie miesięczna opłata może...
Stefan Czerniecki
Kąty Rybackie. Nawet ładna nazwa. Taka zgrabna i o niezwykłej wymowie. W życiu bym się nie spodziewał, że może tak namacalnie oddawać rzeczywistość tej liczącej ledwie siedmiuset mieszkańców osady. Gdy spojrzymy na mapę w nieco mniejszej skali – takiej obejmującej cały Zalew Wiślany – szybko zrozumiemy, co miał na myśli nadający jej nazwę. I raczej nie był to angielski kupiec Wilhelm Ramsey: ten sam, który jeszcze w 1680 r. wbił palik pod pierwszy historyczny dworek tutejszej osady. Kąty Rybackie. Takiej nazwy Anglik by nie wymyślił. To musiał być ktoś „nasz”. W dodatku z wizją oraz z prawdziwym poczuciem humoru. Gdy wrócimy do mapy, zobaczymy wioskę wciśniętą w północno-zachodni narożnik wielkiego Zalewu Wiślanego. Leży w maleńkiej zatoczce, tworzącej jakby oddzielny, najbardziej...
Robert Swaczyński
Na najmniejszym kontynencie świata nigdy nie brakuje słonecznej pogody, rajskich plaż i uśmiechniętych twarzy. Australia to wymarzone miejsce na egzotyczną podróż. Czarny trójkąt rekiniej płetwy pędzi nad powierzchnią oceanu na spotkanie z surferem, plażowicze na brzegu krzyczą w panice. Po chwili woda pieni się i przybiera kolor czerwony. Czerwony jak plamka na odwłoku jadowitego pająka redbacka, bliskiego krewnego czarnej wdowy, który kąsa ofiary z prędkością maszyny do szycia. Taką wizją Australii karmiona jest nasza wyobraźnia. Są to jednak rzadkie – wyolbrzymione przez media – przypadki ataków zwierząt na człowieka. Australia to kraj przede wszystkim przyjazny, a dla Polaka – na pewno egzotyczny i pełen niespodzianek. Aussie, czyli Australijczyk, już na lotnisku wita turystów...
Niebo jest tu bezchmurne przez 320 dni w roku, co w połączeniu z łagodnym klimatem czyni wyspę wymarzonym miejscem na spędzanie wakacji. A jeśli w dodatku kogoś interesują ślady historii, na pewno będzie Cyprem zachwycony. Dzięki tanim liniom lotniczym dziś praktycznie każdy może sobie pozwolić na wakacje nad Morzem Śródziemnym. Cypr stał się modny za sprawą Anglików, którzy sprawowali tutaj rządy na mocy traktatu z Turcją od 1878 r., aż do uzyskania przez wyspę niepodległości w 1960 r. Turecka inwazja w 1974 r. zniszczyła lokalną gospodarkę i zahamowała turystykę, zwłaszcza na obszarze nieuznawanej przez nikogo, oprócz Ankary, Tureckiej Republiki Cypru Północnego. Obecnie jednak ponownie granice otwarto i oprócz kontroli dokumentów nic nie utrudnia ruchu. To logiczne, skoro w obu...
Stefan Czerniecki
Podświadomie czuję, że nasz kraj obfituje w setki takich miejsc. Bywa, że ich odkrycie – często zupełnie przypadkowe – stanie się kluczem całej naszej eskapady. Trzask drzwi i autobus rusza dalej. Jeszcze przez chwilę słyszę głośny warkot jego silnika. Po chwili nawet i on ustaje. Opanowuje mnie dziwne uczucie. Oto zostałem sam na przystanku pośrodku miejscowości, której nazwy – o zgrozo! – nawet nie pamiętam. Nie to miejsce miało być celem mojej wędrówki po Zachodniopomorskiem. Miała tym być raczej Odra. Słynna, wielka, wylewna. Płynąca w tej okolicy już dwoma korytami. Odrę jednak zna chyba każdy. – To wszystko jest takie oklepane. Banalne – mieszkający tu od urodzenia Przemek nie był zachwycony moją wizją zwiedzania jego ziemi, w której główną rolę odgrywała właśnie druga co do...
Wojciech Kamiński
Pożar dworu w Rozłogach w „Ogniem i mieczem”, rada przed domem Maćka w „Panu Tadeuszu” czy agitka partyjna w „Roju” – to wszystko wydarzyło się w Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu. Ale nie tylko dlatego warto je odwiedzić. Sierpecki skansen zauroczył Andrzeja Wajdę, Jerzego Hoffmana, Krzysztofa Zanussiego, Jerzego Machulskiego, a także Krzysztofa Zalewskiego. Tu najlepszy plan do swoich filmów znaleźli również zagraniczni reżyserzy. Nic dziwnego. Muzeum Wsi Mazowieckiej zniewala swym urokiem, i to już od pierwszych kroków. W skansenie w Sierpcu byłem wielokrotnie. Odwiedzałem nieraz także inne tego typu placówki muzealne w kraju i za granicą. Zastanawiałem się często, co takiego jest w tym Muzeum Wsi Mazowieckiej, że mnie do niego ciągnie. Przecież w wielu miejscach stoją zabytkowe...
Stefan Czerniecki
Wieczorem robi się tu naprawdę zimno. I raczej nie powinno to dziwić. W końcu jesteśmy na wysokości prawie 4000 m n.p.m. Gdy przyzwyczajony do nizin Europejczyk ląduje na położonym 5 kilometrów od miasta lotnisku Capitán Nicolás Rojas, ma pełne prawo poczuć się dziwnie. Spacer szybkim krokiem wzdłuż pnącej się w górę w kierunku starówki uliczki Coloradasde Bolivia sprawi, że po kilku susach będzie musiał przystanąć, aby złapać haust powietrza. Tutaj naprawdę ciężko się oddycha. Potosi, południowa Boliwia. Najwyżej położone miasto świata, zamieszkane przez przeszło 130 tys. Indian, w większości potomków dzielnych górników. Tych samych, dzięki którym o boliwijskim miasteczku stało się głośno na całym kontynencie. To przecież stąd na przełomie XIX i XX w. startowały wyładowane po...
Hanna Shen
Wielokulturowość Singapuru widać po świątyniach. Tuż obok siebie znajdują się kościół katolicki, świątynia buddyjska czy hinduistyczna i synagoga. W mieście nie brakuje też polskich akcentów. Wizytę w Sinagupurze najlepiej zacząć od nabrzeży Zatoki Marina. Tam znajduje się pomnik Merliona – pół lwa, pół ryby. To symbol Singapuru, który nazywany jest też Miastem Lwa (słowo Singapur wywodzi się od dwóch sanskryckich wyrazów: „singa” – „lew” i „pura”– „miasto”). Legenda głosi, że gdy Sang’a Nila Utama, pierwszy król Malajów, przybył na teren, który dziś należy do Singapuru, to zobaczył tam „dziwne zwierzę, które poruszało się bardzo szybko. Zwierzę to miało czerwony tułów i czarną głowę. Jego pierś była biała”. Miał to być właśnie Merlion. Dziś legendarny stwór zaklęty w kamień pomnika...
Wojciech Kamiński
Bolały mnie wszystkie kości. Siedziałem skulony w ciasnym fotelu w nocnym autobusie, jadącym ze stolicy Filipin Manili do położonej wysoko w Kordylierach wsi Banaue, słynącej z ryżowych tarasów. Z tego męczącego letargu wyrwało mnie klepnięcie w ramię. – Mister, mister, finisz – piszczał chłopak pełniący rolę konduktora. – Wysiadamy – powiedziałem do żony. Wreszcie rozprostowaliśmy kości. Na niewielkim placu wokół autobusu przepychali się przewodnicy reklamujący swoje usługi, hotelowi naganiacze i kierowcy oferujący podwózkę. Już miałem szukać kogoś, kto dowiezie nas do pensjonatu, w którym zamówiliśmy pokój, kiedy zobaczyłem niewielkiego człowieka w nieokreślonym wieku, trzymającego w rękach kartkę z moim nabazgranym wielkimi literami nazwiskiem. Kiedy podeszliśmy do niego, zapytał...

Pages