Podróże

Wojciech Kamiński
Pożar dworu w Rozłogach w „Ogniem i mieczem”, rada przed domem Maćka w „Panu Tadeuszu” czy agitka partyjna w „Roju” – to wszystko wydarzyło się w Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu. Ale nie tylko dlatego warto je odwiedzić. Sierpecki skansen zauroczył Andrzeja Wajdę, Jerzego Hoffmana, Krzysztofa Zanussiego, Jerzego Machulskiego, a także Krzysztofa Zalewskiego. Tu najlepszy plan do swoich filmów znaleźli również zagraniczni reżyserzy. Nic dziwnego. Muzeum Wsi Mazowieckiej zniewala swym urokiem, i to już od pierwszych kroków. W skansenie w Sierpcu byłem wielokrotnie. Odwiedzałem nieraz także inne tego typu placówki muzealne w kraju i za granicą. Zastanawiałem się często, co takiego jest w tym Muzeum Wsi Mazowieckiej, że mnie do niego ciągnie. Przecież w wielu miejscach stoją zabytkowe...
Stefan Czerniecki
Wieczorem robi się tu naprawdę zimno. I raczej nie powinno to dziwić. W końcu jesteśmy na wysokości prawie 4000 m n.p.m. Gdy przyzwyczajony do nizin Europejczyk ląduje na położonym 5 kilometrów od miasta lotnisku Capitán Nicolás Rojas, ma pełne prawo poczuć się dziwnie. Spacer szybkim krokiem wzdłuż pnącej się w górę w kierunku starówki uliczki Coloradasde Bolivia sprawi, że po kilku susach będzie musiał przystanąć, aby złapać haust powietrza. Tutaj naprawdę ciężko się oddycha. Potosi, południowa Boliwia. Najwyżej położone miasto świata, zamieszkane przez przeszło 130 tys. Indian, w większości potomków dzielnych górników. Tych samych, dzięki którym o boliwijskim miasteczku stało się głośno na całym kontynencie. To przecież stąd na przełomie XIX i XX w. startowały wyładowane po...
Hanna Shen
Wielokulturowość Singapuru widać po świątyniach. Tuż obok siebie znajdują się kościół katolicki, świątynia buddyjska czy hinduistyczna i synagoga. W mieście nie brakuje też polskich akcentów. Wizytę w Sinagupurze najlepiej zacząć od nabrzeży Zatoki Marina. Tam znajduje się pomnik Merliona – pół lwa, pół ryby. To symbol Singapuru, który nazywany jest też Miastem Lwa (słowo Singapur wywodzi się od dwóch sanskryckich wyrazów: „singa” – „lew” i „pura”– „miasto”). Legenda głosi, że gdy Sang’a Nila Utama, pierwszy król Malajów, przybył na teren, który dziś należy do Singapuru, to zobaczył tam „dziwne zwierzę, które poruszało się bardzo szybko. Zwierzę to miało czerwony tułów i czarną głowę. Jego pierś była biała”. Miał to być właśnie Merlion. Dziś legendarny stwór zaklęty w kamień pomnika...
Wojciech Kamiński
Bolały mnie wszystkie kości. Siedziałem skulony w ciasnym fotelu w nocnym autobusie, jadącym ze stolicy Filipin Manili do położonej wysoko w Kordylierach wsi Banaue, słynącej z ryżowych tarasów. Z tego męczącego letargu wyrwało mnie klepnięcie w ramię. – Mister, mister, finisz – piszczał chłopak pełniący rolę konduktora. – Wysiadamy – powiedziałem do żony. Wreszcie rozprostowaliśmy kości. Na niewielkim placu wokół autobusu przepychali się przewodnicy reklamujący swoje usługi, hotelowi naganiacze i kierowcy oferujący podwózkę. Już miałem szukać kogoś, kto dowiezie nas do pensjonatu, w którym zamówiliśmy pokój, kiedy zobaczyłem niewielkiego człowieka w nieokreślonym wieku, trzymającego w rękach kartkę z moim nabazgranym wielkimi literami nazwiskiem. Kiedy podeszliśmy do niego, zapytał...
Stefan Czerniecki
Przeciętnemu turyście kojarzy się z piaszczystymi wydmami i Jeziorem Łebsko. W przedwiośniu to miejsce rodzących się na nowo kwiecistych łąk, cel wędrówek afrykańskich ptaków na letnią migrację i wreszcie wielka przygoda. Od kilku godzin opady się wzmagały. Szarą ścianę deszczu oglądali jednak póki co z bezpiecznej perspektywy szyby autobusu. Przemek czuł się coraz bardziej bezradny i wściekły na samego siebie. Oto bowiem tyle czasu namawiał syna na wspólną męską wyprawę. Pierwotnie miały być Karkonosze, potem biegówki w Izerach. Miało być biało, ze śnieżną przygodą – jak na wytrawnego polarnika przystało. Ale z racji szybszego nadejścia wiosny plany wzięły w łeb. W jego rodzinnej Gdyni też nie było lepiej. Odgłosy kropel stukających o parapet przyprawiały Przemka o mdłości. – Deszcz,...
Stefan Czerniecki
Chłopak w przeciwsłonecznych okularach podchodzi do potężnych, drewnianych bram śluzy. Na wiadukcie przystaje kilku gapiów. Ale on nie myśli o gwiazdorzeniu. Jest robota do zrobienia. Z bezpiecznej perspektywy leśnego duktu wszystko wygląda zupełnie normalnie. Ot, zwykła śluza. Wystarczy jednak podejść nieco bliżej barierki, aby przekonać się, że nie do końca jest tu tak „normalnie. To nie jest zwykła śluza. Mam pewne opory, aby wychylić się zza barierek. Widok pode mną robi wrażenie. Oberwanie betonowej ściany, pionowo w dół, głęboko na siedem metrów. To połowa wysokości niemałego bloku mieszkalnego. Na dole huk wody pieniącej się u stóp śluzowych bram. I maleńkie kajaki, z tej odległości przypominające spuszczone na wodę kolorowe wykałaczki. Jesteśmy nad śluzą Paniewo. Najgłębszą...
Hanna Shen
Od lat Tajwan nazywa się królestwem orchidei, bo zajmuje czołowe miejsce w światowej produkcji tych przepięknych kwiatów. Chociaż orchidea, czyli inaczej storczyk, początkowo rosła dziko, dziś znajdziemy go nie tylko w lasach. Wiele osób trzyma te kwiaty w domu, nie mając pojęcia, że pochodzą z hodowli znajdującej się na Tajwanie. Właśnie dlatego wyspę nazywa się królestwem orchidei. Łączna powierzchnia produkcyjna rosnących tam storczyków to prawie 800 ha. W 2016 r. wartość sprzedaży wyniosła tu ponad 300 mln dolarów. Jeszcze 10 lat temu była to kwota około 20 mln dolarów. Widać więc, że jest to szybko rozwijający się sektor gospodarki. Storczyki z Tajwanu trafiają do 86 krajów. A jeden z sześciu storczyków produkowanych na całym świecie pochodzi Tainanu, miasta w południowo-...
Stefan Czerniecki
Młoda rodzina. I tajemnicza niewielka tykwa. Z umocowaną w niej metalową rurką. Wpierw siorbnął on, potem ona, w końcu... – Chcesz? – wypalił wprost do mnie, gapiącego się na nich od kilku minut gringo. – Pewnie. Nigdy wcześniej nie próbowałem. Było to dawno, dawno temu. Sytuację pamiętam jednak, jakby działa się wczoraj. Ze wszystkimi  szczegółami. Z długą, nieskomplikowaną niepotrzebnymi zakrętami drogą, poprowadzoną po bezkresnej argentyńskiej pampie. Z półgodzinnym przystankiem podczas dwudobowej trasy na kraniec świata. Z przerwą na bezludnej, położonej pośrodku niczego stacji benzynowej, na której prócz głaskania przeraźliwie wychudzonych i prawdopodobnie zapchlonych kundli nie było zupełnie nic do roboty. Siedziałem bezczynnie na drewnianej dykcie, czekając, aż kierowca...