Podróże

Grodno to jedno z najstarszych miast dawnej Rzeczypospolitej. Jego korzenie sięgają XII w. Odegrało znaczącą rolę w naszej historii – stąd wyruszał pod Psków Stefan Batory i tu dokonał żywota. Tu także obradował Sejm Niemy i tu abdykował Stanisław August. Z wojennych perturbacji XX wieku Grodno wyszło stosunkowo obronną ręką – starówka ocalała niemal w całości. Dlatego do dziś, mimo typowego sowieckiego wandalizmu, miasto zachowało polski charakter. Co prawda, trudno mu równać się z Wilnem czy Lwowem, ale za to tylko tu były – i wciąż stoją – aż dwa zamki królewskie. Ponoć w czasach świetności w XVIII wieku pod względem liczby rezydencji magnackich Grodno ustępowało jedynie Warszawie. Ślady polskości znajduje się tu niemal na każdym kroku, chociaż obecni włodarze miasta o tym milczą...
Stefan Czerniecki
Bez tych murowanych łuków okolica nie wyglądałaby już tak zjawiskowo. To trochę jak z obrazem. Bez czegoś, co przykuje uwagę, co zniszczy ład i spokój tła, malowidło staje się jakby „za grzeczne”. Patrzę w dół. Ciarki przechodzą po plecach. Stoję wyżej, niż sięgają korony okolicznych drzew. Mosty przewyższają dziesięciopiętrowy wieżowiec. Stąd widać nie tylko ciągnący się po horyzont krajobraz, lecz także to, co znajduje się pod naszymi stopami. Gdzieś tam słychać szum ledwo dostrzegalnego strumyka. To niewielka rzeczka Błędzianka. Aby ją usłyszeć, trzeba się chwilę skupić. Odczekać, aż miną nas zwiedzający – choć tych nie ma znowu tak wiele. Na wiadukcie każdy znajduje miejsce tylko dla siebie. To jest ten czas. Teraz go słychać. Szum strumyka dociera właśnie na 36. metr...
Jakub Augustyn Maciejewski
Po rozpadzie Związku Sowieckiego chcieli uzyskać niepodległość. Ale jakby wyglądało państwo ze stolicą mniejszą od Ozorkowa i liczbą ludności nie dorównującą warszawskiej dzielnicy Mokotów? A ich ojczyzna, Gagauzja, jest położona kilkanaście kilometrów od granic Unii Europejskiej. Gagauzja to najdziwniejsza kraina Europy. Jest położona na południu najbiedniejszego państwa kontynentu – Mołdawii. W 1994 r. zdobyła autonomię. Na czele państwa stoi ichniejszy prezydent – baszkan. W stolicy kraju Komracie można się natknąć na gagauskie Ministerstwo Obrony Narodowej, którego budynek jest wielkości kilku kiosków. Wędrując przez Gagauzję, co rusz wpada się z kołchoźniczych wiosek do majestatycznych enklaw kultury prawosławnej (cerkwi i monastyrów), aby wreszcie znaleźć się pośrodku maleńkich...
Robert Swaczyński
Słoneczne plaże z białym piaskiem i turkusowym kolorem wody, palmy kokosowe, rum i wyborne cygara – to liczne atrakcje, które czekają turystę po kilkunastu godzinach lotu z Warszawy. Na Wielkich Antylach na Morzu Karaibskim wygrzewa się w słońcu wyspa Haiti, a dwie trzecie jej powierzchni zajmuje Dominikana. To w jej pobliżu pływał na „Czarnej Perle” kapitan Jack Sparrow z kinowego hitu „Piraci z Karaibów”. Kilka tygodni temu, gdy huragan Irma pustoszył wyspy, Dominikana również szykowała się na jego uderzenie. Mieszkańcy rajskiej krainy tym razem mieli szczęście, straty były niewielkie. Gdy tylko przestaje wiać, Dominikana jawi się jako wymarzone miejsce na leniwy wypoczynek. Mnóstwo turystycznych resortów wyposażonych w luksusowe apartamenty z basenami i bezpośrednim dostępem do...
Spieszmy się podziwiać Muzeum Polskie w Rapperswil, bo za chwilę może go już nie być. A na pewno nie będzie takie jak dawniej. Widok jak z bajki: z wód jeziora otoczonego ośnieżonymi szczytami wystaje skalista ostroga. Z niej wznoszą się w niebo wieżyce kamiennego zamku, jakby wyrosłego ze skały, na której stoi. U podnóża rozpościerają się ogrody różane, a do wzniesienia przytuliło się miasteczko, które wygląda, jakby nadal trwał wiek XVI. To Rapperswil, miasto róż i siedziba jednego z najstarszych polskich ośrodków kulturalnych na emigracji. Jakże łatwo stąd ulecieć „w rajską dziedzinę ułudy”! Ale potem następuje twarde lądowanie w tzw. bieżącej rzeczywistości. Niestety. Górujący nad urokliwym miasteczkiem zamek z XIII wieku stopniowo popadał w ruinę. Kiedy więc w 1870 r. Władysław...
Stefan Czerniecki
Pod względem wielkości to druga – po Grenlandii – wyspa świata. Raj dla etnologów, raj dla socjologów. Niezgłębione pole do popisu dla badaczy języków. A także dla ludzi Kościoła. Wysuszona ziemia pęka gdzieniegdzie. Gleba jest naprawdę twarda i sucha. – W Papui to niepodobne! Tutaj leje zwykle całymi dniami. A teraz deszczu jest tyle co kot napłakał. To chyba specjalnie dla ciebie, byś miał lepsze zdjęcia – śmieje się ojciec Bogdan. To michalita. Pracuje w Papui już od 40 lat. Traktuje tę ziemię jak własny dom. Ludzie go kochają. Wystarczy przejść się z nim po kilku chatach i zobaczyć, jak reagują na jego widok mieszkańcy. Wioska Rukus należy do jego parafii. – Father, father! – woła z daleko bezzębna kobiecina. Biegnie z pola. Ojciec Bogdan odmachuje przyjaźnie. Za kilka chwil...
Robert Swaczyński
Dojeżdżamy do Reszla od południa. Światło słoneczne mruga między drzewami warmińskiej puszczy. Sarny na odgłos przejeżdżającego samochodu podnoszą smukłe szyje. Widok, który pozostaje w pamięci. Na rynku nie było słychać wrzasku, jedynie głosy bawiących się dzieci. Zbliżając się do fosy i murów zamku w Reszlu, czuło się, że atmosfera gęstnieje. Na dziedzińcu widać było krzątających się koniuszych, rycerzy przy pogawędce i służbę przygotowującą strawę w kuchni. Na parterze, oprócz kuchni, znajdowały się zbrojownia i spiżarnia, natomiast na pierwszym piętrze komnaty mieszkalne. Twierdzą zarządzał burgrabia, zastępca starosty grodowego. Ostatnie piętra ceglanej budowli zajmowały magazyn i spichlerz ze zbożem. Od 1401 r. gotycki zamek był siedzibą biskupów warmińskich. Walczyli o te...
Po II wojnie światowej Polska uzyskała Pomorze, jednak nie całe. Ponad połowa dziedzictwa Gryfitów pozostała po niemieckiej stronie granicy. O niegdysiejszym słowiańskim panowaniu przypomina tu wiele. Chociażby toponomastyka – Stralsund to przecież Strzałów. Strzałów, dogodnie położony nad cieśniną Strzała (Strelasund), prawa miejskie uzyskał w 1234 r. od rugijskiego księcia Wisława I. Ówczesna osada obejmowała dzisiejsze stare miasto wraz z wyspą, zwaną obecnie Danholm. Dzięki temu panowała ona nie tylko nad dużą osłoniętą redą, lecz także kontrolowała najlepszy dostęp na wyspę Rugię. Lokowanie na prawie lubeckim okazało się strzałem – nomen omen – w dziesiątkę: miasto szybko urosło i stało się członkiem Hanzy, w pewnym okresie drugim po Lubece co do znaczenia i obrotów. Pod miejską...
Stefan Czerniecki
– Idzie deszcz… – cedzi przez zęby Joaquín. Robi to na tyle leniwie, że ledwie słyszę, co mówi. – Mówisz o tych nadciągających chmurach? – Tak. Pora deszczowa. Zacznie się lada dzień. Jeśli chcesz iść w góry, dziś jest ostatni dzwonek – mamrocze, nie patrząc mi w oczy. – Zresztą, prędzej czy później i tak cię dorwie. Na całe szczęście to tylko deszcz. Od tego się jeszcze nie umiera. Gorzej z ludźmi. Ci potrafią wyrządzić krzywdę. Wiedzą coś o tym te góry. To Cordillera Huayhuash. Przez lata nazywana „Kordylierą Śmierci”. Był sierpień 2002 r. Nad szczytem Sarapo pojawiły się pierwsze oznaki porannego brzasku. Łagodny wiatr budził przybój na jeziorze Sarapococha. Sielską atmosferę górskiego poranka burzył jedynie jakiś ciemny przedmiot. Ustawicznie rozbijały się o niego kolejne...
Robert Swaczyński
„Polaco” w Meksyku brzmi dumnie. Mieszkańcy tego kraju, tak samo jak my, kochają Jana Pawła II. Drugim najbardziej rozpoznawalnym Polakiem jest… Grzegorz Lato, który grał w meksykańskiej lidze MX. Czerwone i białe bandany na głowie, gołe torsy i opuszczone na biodra dżinsy. W świetle mrugającego neonu grupa młodych Meksykanów szarpie się przed pobliskim nocnym klubem. Srebrne zęby błyskają co pewien czas w ciemnościach, aż w końcu pojawia się nóż w rękach napastnika. To nie scena z gangsterskiego filmu, taki kadr utrwalił mi się w pamięci, gdy dojeżdżałem do hotelu na obrzeżach wypoczynkowego miasta Cancun. Jak większość półwyspów na świecie, tak i Jukatan swoim kształtem przypomina język. Lądując na lotnisku w Cancun, które leży na wybrzeżu Morza Karaibskiego, turysta trafia na...
Pomiędzy Polską a Izraelem trwa ożywiona wymiana turystyczna. Problem w tym, że głównie o charakterze pielgrzymkowym. Stereotyp każe w Polsce szukać miejsc związanych z Shoah, a w Ziemi Świętej – historii biblijnej. A nie można, tak po prostu, na plażę? Państwo Izrael leży w południowo-wschodnim „narożniku” Morza Śródziemnego. Linia brzegowa układa się w zasadzie południkowo, z lekkim odchyleniem ku wschodowi i liczy niespełna 180 km od Strefy Gazy do granicy z Libanem. W środkowej części, nieco na północ od Netanii – izraelskiego Sopotu, mieści się niepozorna wioszczyna o pięknych plażach – Michmoret. Tu niegdyś łowiono ryby, dziś zaś łowi się ludzi. Nie, nie w sensie biblijnym – tu króluje interes. Łowi się turystów. A następnie się ich… „oskubuje”. Michmoret (w tłum. „sieć...
W Rumunii, kraju hospodara wołoskiego Drakuli, od Karpat po Morze Czarne turysta nie znajdzie luksusów, ale spotka za to uśmiechniętych i gościnnych mieszkańców. Po przekroczeniu granicy węgiersko-rumuńskiej samochód zwalnia do 40 km/h. Nawet łazik księżycowy nie podołałby takiemu wyzwaniu. Całych dróg asfaltowych prawie nie ma albo są w ciągłej budowie. Jeżeli turysta już wjedzie na „czarny tor”, momentalnie zaczyna czuć się niczym w grze komputerowej. Zasad nie ma. Zdarza się, że 20 metrów przed kierowcą wyrasta samochód jadący z naprzeciwka, pędzący powyżej 120 km/h. Na zakręcie, pod górkę, przecinając dwie linie ciągłe. Do kolizji nie dochodzi, ale masz wrażenie, że minęliście się na grubość kartki papieru. To pierwsze przygody zmotoryzowanych podróżników w kraju byłego...
Stefan Czerniecki
Jezioro Białe Augustowskie to bez wątpienia perełka na poplamionej niebieskimi oczkami mapie północno-wschodniej Polski. Lodowiec zostawił nam tu przepyszny rarytas. Przepyszny zwłaszcza na upalne wakacje. – Najcudowniejsze są tutaj zachody słońca – rozmarza się Janek. – Kiedyś była tu drewniana kładka. Ale komuś z tubylców chyba się nie spodobało, że miejsce staje się nazbyt popularne i któregoś roku przyjeżdżamy, a kładki nie ma. Ale zachody pozostały te same. Choć podziwiane już nie z kładki, lecz z nadbrzeżnej polany. – To moja ulubiona plaża – wtrąca Wojtek. – Piaszczysty brzeg. Długie i łagodne wejście. Taki szelf. Możesz iść i iść… Woda ciągle sięga do kolan. Głęboko zaczyna się robić dopiero po kilkudziesięciu metrach. – Najfajniej to się tu wbiega – dodaje wreszcie...
W polskiej pamięci Batumi zapisało się trwale dzięki przebojowi Filipinek. Niestety, „herbaciane pola Batumi” to już przeszłość. Dzisiejsze Batumi to miasto kontrastów –  nowoczesność i ruiny, historia i futurystyka, chrześcijaństwo i islam, biznes i komunizm, przepych i bieda, że aż piszczy. Tam, gdzie strome zbocza Małego Kaukazu opadają wprost do Morza Czarnego, leży najsłynniejszy kurort byłego Związku Sowieckiego, tudzież źródło herbaty, będącej obiektem pożądania w całych „demoludach” – Batumi, stolica Adżarii. Nie znam Polaka, któremu nie zabrzmiałby w pamięci przebój Filipinek, gdy usłyszał tę nazwę. Jednak herbaciane pola to już przeszłość, chociaż herbatę uprawia się tu nadal. Co ciekawe, sprowadzili ją tu chińscy kulisi, zatrudnieni przez braci Noblów do budowy...
Robert Swaczyński
Nowa Zelandia to dalekie wyspy, o których marzy każdy podróżnik. Tutaj poezja łączy się z prozą, a niemożliwe staje się możliwe. Każdy z nas wie, że kiwi to owoc lub ptak nielot z długim dziobem. Ale w języku angielskim, wersji nowozelandzkiej, Kiwi to po prostu Nowozelandczyk. Różnice lingwistyczne wynikają z wpływu języka maori, mowy rdzennych mieszkańców wysp, czyli Maorysów. 45-letni Kevin, mieszkaniec Christchurch, największego miasta Południowej Wyspy, wspomina trzęsienie ziemi. – Wiesz, to, że rusza się, wręcz płynie chodnik lub ulica w czasie trzęsienia ziemi, to jeden aspekt katastrofy. To, że budynki pękają i składają się jak domki z kart, to przeżycie na granicy życia i śmierci – dodaje podniecony Kiwi. – Ale wyczuwalny jest inny wymiar. Przede wszystkim smród siarki, a...
Stefan Czerniecki
Kobieta sprzedaje daktyle, orzechy, migdały. Sporo ma tego na straganie. Dopóki jednak nie zobaczy na centralnym placu turystów, będzie siedzieć spokojnie pod dużym parasolem. Kobieta ożywi się dopiero, gdy pojawią się ludzie. Najlepiej, kiedy cała grupa przyjdzie obejrzeć klif. Wtedy muszą minąć jej stragan. Innej drogi nie ma. Wówczas wstaje z krzesła, aby spragnieni zdjęć turyści mogli zobaczyć, ile to dziś spódnic włożyła na siebie. Gdy kobieta podnosi coś z ziemi, jeden z turystów dyskretnie nachyla się. – Siedmiu chyba nie ma – mówi półszeptem do towarzyszącej mu żony. Faktycznie. Mało która ze stojących nad nazareńskim klifem kobiet ma dziś na sobie siedem spódnic. Ale dwie, trzy to już standard. Kobiety to żony rybaków. Przynajmniej za takie się podają. Wierne tradycji,...
Wojciech Kamiński
To rzadki przypadek w kraju tak mocno dotkniętym przez okrutne dzieje. Świat, po którym pragnę Państwa oprowadzić, wciąż istnieje. To świat ceglanych kościołów ziemi chełmińskiej. Wchodzi się do niego przez wytarte kamienne progi, kroczy po wyszlifowanych stopami wiernych posadzkach, opiera o chłodne ściany, z których spoglądają biblijni bohaterowie i święci. Ziemia chełmińska (woj. kujawsko-pomorskie) ze swoimi ceglanymi kościołami to wyjątek nie tylko na skalę polską, ale także europejską. Trudno znaleźć drugie takie miejsce, w którym na tak niewielkim obszarze powstało i przetrwało tyle wyjątkowych zabytków architektury. Prof. Marian Arszyński z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu pisał („Diecezja toruńska. Historia i teraźniejszość”), że liczba murowanych kościołów wiejskich...
Robert Swaczyński
Bali różni się od innych wysp Indonezji – Sumatry, Jawy, Celebes czy Borneo. To wymiar, w którym łatwo stracić rachubę czasu, spotkać sprytne małpy, ukwiecić wzrok i dotknąć punktu między życiem a śmiercią. Sny się spełniają. – Uśmiechnij się, jesteś na Bali! – mówią Balijczycy. W Stanach Zjednoczonych uśmieszek wliczony jest w cenę zakupionego towaru. Tak samo plastikowo uśmiechają się bankowcy i panie w sklepie odzieżowym. Na Bali tubylczy uśmiech jest szczery. O nic nie proszą, nikogo werbalnie nie molestują. Po prostu są mili. A świat, w którym żyją, można nazwać rajem. W kąpieli słonecznej egzotyczne owoce, takie jak mango lub marakuja, nabierają intensywnego smaku, którego nigdy nie poznamy w Polsce. Wielość kwiatów, krzewów, kształty i kolory sprawiają, że obserwator...
Stefan Czerniecki
Lipiec 2001 r. zapisał się w pamięci mieszkańców południowej Polski dość traumatycznie. Padało już od kilku dni. Chmury nadchodziły jedna za drugą. Było jasne, że oto przed nami kolejna wizja walki z bezlitosnym żywiołem. Że trzeba będzie znów zakasać rękawy. Mieszkańcom Targowej było tym bardziej nie do śmiechu. Zaledwie rzut kamieniem od ich ulicy płynie przecież Wieprz. I faktycznie. Gleba podmywana to przez rzekę, to przez ciągłe opady, wreszcie nie wytrzymała. Woda wyrządziła jednak nie tylko szkody. Zapadnięty chodnik odkrył schowany pod nim tajemniczy tunel. Podziemny korytarz prowadził dalej, pod jezdnią, w kierunku budynku Urzędu Miejskiego. To jednak nie koniec niespodzianek. Co starsi mieszkańcy dobrze wiedzą, że ich miasto to kopalnia tajemnic, jeśli idzie o podziemne...
Robert Swaczyński
Wieżowiec przy wieżowcu, brak wolnej przestrzeni do życia – oto mikroskopijne terytorium Hongkongu, kiedyś we władaniu Imperium Brytyjskiego, dziś część Chińskiej Republiki Ludowej. Tutaj Bruce Lee, najsłynniejszy gwiazdor filmów spod znaku karate, stawiał pierwsze kroki. Hongkong dalej nie tworzy klimatu tańca-przytulańca – w wysokiej wilgotności powietrza serce bije w rytmie techno. Finansowe centrum świata, giełda, praca w domach aukcyjnych, wszystko przyspiesza. Bazary tętnią życiem, tubylcy nie mają czasu na nic. Jednak mimo to w dżungli wieżowców, gdzie park jest rarytasem, każdy znajdzie dla siebie chwilę refleksji i zapomnienia. Turysta zakwaterowany w hotelowym wieżowcu nie przestaje być obserwatorem. Okna od podłogi do sufitu stają się ekranem, na którym można oglądać...

Pages