Tomasz Łysiak

Tomasz Łysiak
„Partyzanci”. Albo „Moczarowcy” – wychodząc od nazwiska, pseudonimu lidera partyjnego ugrupowania. Warto przypomnieć postać słynnego „Mietka” oraz bliskich mu ideowo i politycznie osób – szczególnie wtedy, gdy po raz kolejny w polskich starciach politycznych sięga się po narzędzia propagandowo-ideowe, by walczyć o zdobycie wpływów bądź odzyskanie władzy. I to zarówno w obozie tzw. totalnej opozycji, jak i konfederackiej „prawicy”. Paradoks. To chyba dobre słowo. A może – oksymoron? Też blisko. Nieważne zresztą, jakich konkretnych terminów użyjemy dla opisania zjawisk biograficzno-politycznych, które były udziałem Mieczysława Moczara i jego grupy „partyzantów” – uwagę przykuwa to, że wartości i idee wznoszone na sztandary bywają tak ze sobą niewspółgrające, że postronnemu obserwatorowi...
Tomasz Łysiak
Słynne słowa Joanny Szczepkowskiej: „Proszę państwa, 4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm” – odzwierciedlały uczucia większości z nas. I choć opozycja w wyborach mogła dostać jedynie reglamentowaną liczbę miejsc w sejmie, wyniki były przytłaczające. Polacy wyraźnie pokazali, że chcą, aby wreszcie upadł komunizm – najbardziej chyba zbrodniczy system w dziejach. Państwo sowieckie rozpadało się zgodnie z odwiecznymi prawami historii, która mówi, że nie ma nieprzemijających imperiów. Spełniał się sen śniony przez Żołnierzy Niezłomnych, z bronią przeciwstawiających się czerwonej zarazie. Spełniał się ich sen, i to w sposób bezkrwawy – to na pewno należy uznać za wielki, bezsprzeczny sukces Solidarności. Jednak szybko ta euforia, którą odczuwaliśmy w 1989 roku, zaczęła nabierać...
Tomasz Łysiak
Mija równo lat 75 od lądowania aliantów w Normandii i rozpoczęcia operacji Overlord. Większości z nas wyobraźnia podsuwa od razu obrazy, które pamiętamy ze znakomitego filmu „Szeregowiec Ryan” – lądowanie na plażach Normandii to była prawdziwa jatka, gdyż Niemcy ze swych umocnionych pozycji na brzegu strzelali do Amerykanów jak na strzelnicy. D-Day to był dzień pełen ofiar i najbardziej okrutnego wymiaru wojny w takim bezpośrednim rozumieniu. Tym lepiej, że „Szeregowiec Ryan” w zapierającej dech w piersiach produkcji dał nam możliwość „zobaczenia” tego, co się działo: żołnierzy ginących jeszcze w wodzie, rąk i nóg odcinanych odłamkami pocisków i krwi roszącej piach niczym rzęsisty deszcz. Te dni to jednak także dla nas, Polaków, czas wyjątkowego skupienia na ofiarach wojny – nasza myśl...
Tomasz Łysiak
Prowadzi do niej niewielka aleja. Po obu stronach rosną drzewa piniowe, a ich zapach unosi się nad drogą na niewielki plac, na którym stoi kolumna z wilczycą kapitolińską. Za nią wznosi się bielejąca w słońcu dzwonnica. I dopiero gdy wejdzie się na ten plac, widać samą bazylikę. W jej chłodnym wnętrzu przyjezdny staje jak oniemiały: na całej przestrzeni podłogi rozciągają się zapierające dech w piersiach wczesnochrześcijańskie mozaiki – największy i najstarszy taki zabytek w Europie. Akwileja. Miasto orłów. Teraz, gdy wypowiada się tę nazwę, nie budzi ona większych emocji ani nie przywołuje takich skojarzeń z czasami starożytnymi jak na przykład Pompeje czy Herkulanum. A tymczasem samo miasto, założone w 181 roku przed narodzeniem Chrystusa jako rzymska kolonia, za czasów Augusta...
Tomasz Łysiak
Właśnie się dowiedziałem, że w wielu europejskich miastach, a nawet stolicach (jak w Londynie), najpopularniejszym imieniem nadawanym po urodzeniu chłopcom jest Mahomet (Muhamed). Owszem, na przykład nad Tamizą bywają popularne inne imiona, takie jak Olivier czy Olivia, ale Mahomet wygrywa. Na szczęście nad Wisłą jeszcze nie. Nie widać też zbyt wielu minaretów, które coraz częściej wznoszą się nad dachami domów w metropoliach europejskich. Ostrzeżenia Oriany Fallaci, która opisała we „Wściekłości i dumie” czy w „Sile rozumu”, nie są ciągle traktowane poważnie przez większość euroelit. Jeszcze trochę, a modlitwy i śpiewy muezzinów będą się kojarzyć z codziennością, staną się nieodłącznym elementem dźwiękowym charakterystycznym dla Europy. Niestety, być może już nasze dzieci tego...
Tomasz Łysiak
We Włoszech coraz głośniej jest o sprawie masowych gwałtów i morderstw, których dokonywali marokańscy żołnierze francuskiego Korpusu Ekspedycyjnego – od lądowania na Sycylii w 1943 roku aż po ostatnie miesiące wojny. Doszło do co najmniej 60 tys. gwałtów na Włoszkach. Poraża ujawniana skala i okrucieństwo oraz fakt ukrywania tej zbrodni przez dowództwo francuskie. Czy współczesna Francja nie powinna zmierzyć się z ponurą przeszłością? Gdy nasi żołnierze zdobywali Monte Cassino, płacąc własną krwią za wolność świata i za wolność Ojczyzny, w innych miejscach frontu włoskiego rozgrywały się straszliwe dramaty, które były tak niewygodne dla politycznie poprawnej historii, że na długo zostały zagrzebane piachem niepamięci i nigdy nie znalazły się w podręcznikach do historii. Tak jak dla nas...
Tomasz Łysiak
W naszej centralnej siedzibie eurolewokodu pełna gotowość przed wyborami. Naszego głosu potrzeba, by dalej rozwijać ideę Zjednoczonych Socjalistycznych Republik Europejskich i wszelkich wartości, które są dla nas drogowskazem, od lat prowadzącym ku pożądanym zmianom. Powiedzmy: „Koniec!” tym dawnym, obskuranckim, średniowiecznym fundamentom, na jakich wyrastała Zjednoczona Europa. Czy już nie najwyższy czas pożegnać te złote gwiazdki maryjne, które widnieją na symbolicznej „fladze” UE? Może wprowadzić czerwone? Niejeden z obecnych komisarzy byłyby zadowolony. O, nawet słowo „komisarz” – jak ładnie się komponuje i brzmi. W Związku Radzieckim też od wszystkiego byli komisarze. I nam się w naszym eurolewokodzie europejskim to zgrywa, i podoba. Co proponujemy? Program jest prosty… Po...
Tomasz Łysiak
Patrzę na jego zdjęcie – idzie w mundurze 2. korpusu rzymską ulicą. Rok 1945. To już po Monte Cassino, po uprzednim piekle w sowieckim łagrze, po całym szlaku z żołnierzami Andersa. Obok cytat z „Zapisków z martwego domu” Dostojewskiego, ze słowami o „innym świecie”. Mam Herlinga-Grudzińskiego na poczesnym miejscu w swojej duchowej bibliotece arcydzieł, zbiorze książek, które odcisnęły tak silne piętno na duszy, że mogę je na nowo „odczytywać”, przypominać sobie klimat czy sceny, nawet bez sięgania po realne woluminy. Świat Herlinga-Grudzińskiego: droga od przedwojennej Polski, przez doświadczenie „łask komunizmu”, potem wieloletnią emigrację na włoskiej ziemi, obserwowanie losów ojczyzny zniewolonej przez ZSRS, aż po rozczarowanie efektami przełomu roku 1989 – to wszystko przychodzi...
Tomasz Łysiak
Czy tak łatwo zapomnieć? Czy tak łatwo wyrzucić z serca i pamięci – czym dla nas, Polaków, jest obraz Pani Jasnogórskiej? Potraktować go jako część jakiejś spsiałej pop-kultury i obrócić w udający artystyczną manifestację żart polityczny, kolejny instrument walki na słowa i symbole? Co się dzieje z tą częścią Polaków, że nie działają u nich instrumenty, które winno się wyssać z mlekiem matki, mieć zapisane w sumieniu, w jakiejś – jeśli nie świadomości tego, co polskie i dlatego święte – to chociaż w podświadomości? Czemu mnie zabolały te prowokacje z tęczową aureolą okalającą Matkę Boską Częstochowską? Z dwóch powodów. Pierwszy jest dość oczywisty i podnoszony, przede wszystkim przez oburzonych konserwatystów, ze względu na ewidentną profanację obrazu, który jest otaczany przez...
Tomasz Łysiak
Jakaś firma wypuściła za granicą na rynek kolekcję damskich ubrań przyozdobioną zdjęciami z Auschwitz – sukienki, bluzki, koszulki, a na nich czarno-białe fotografie budynków, murów, kominów, torów. Coś, co nie mieści się w głowie! Jakoś nie było strasznego wrzasku, nie zbiegli się ze wszech stron iluminaci eurokołchozu, by wyrażać wielkie oburzenie. Zrobiło to, i bardzo słusznie, Muzeum Auschwitz, zwracając uwagę firmie na to szokujące przekroczenie wszelkich granic. Reklamę produktów usunięto ze strony, a firma wydała nawet oświadczenie z przeprosinami. Tak czy siak, to kolejny przypadek tego, jak działa w praktyce relatywizowanie wartości i nauka tego, że nigdzie nie ma granic. Obrazić katolików, publikując wizerunki Matki Boskiej z tęczową aureolą lub bananem? Bardzo proszę, hulaj...
Tomasz Łysiak
Jak dobrze czasem złapać dystans i z większej odległości obserwować sprawy polskie, które – gdy nagle się pojawią na ekranie przeglądanego Internetu – robią wrażenie opowieści zrodzonych w głowie jakiegoś pisarza, który ma olbrzymie poczucie humoru. Otóż w trakcie majówkowego pobytu w ukochanym Trieście oderwałem się nagle od lektury włoskiej prasy (pełnej miejscowych absurdów), by wejść na chwilę do „polskiej Sieci”. Ze zdumieniem odkryłem, że wielu moich rodaków ma, ni stąd ni zowąd, doczepione banany do twarzy i w ten sposób prezentuje się światu. Dość szybko wywnioskowałem, że chodzi o jakiś protest, gdyż ostatnio gdy tylko jest okazja przywalenia PiS-owi protestem, to jakaś część tychże moich rodaków czyni to, zakładając w mediach społecznościowych na swoje profilowe zdjęcia...
Tomasz Łysiak
„Konstytucja 3 Maja 1791 roku” – ten obraz Jana Matejki przychodzi każdemu Polakowi na myśl, gdy mowa o uchwaleniu ustawy rządowej. Malowany pod koniec życia, przedostatni wielkoformatowy obraz mistrza ma zaklętą w sobie, niezwykłą symbolikę. Pośród wielu tropów, postaci, znaczeń odkrywam i dla siebie ukrytą opowieść – o dwóch panach Poniatowskich, którzy zostali umiejscowieni na owym obrazie, na opozycyjnych względem siebie miejscach. Matejko malował „Konstytucję” na setną rocznicę ustawy. Był już wówczas słaby i schorowany. Gdy w kwietniu 1892 roku przyjechał do Lwowa, gdzie odbywały się obrady Sejmu Galicyjskiego, zadeklarował wobec marszałka sejmu, „iż pragnie ostatnią swą pracę, obraz »Konstytucji 3 Maja«, na własność oddać narodowi, Warszawie ją ofiarować, dodając, aby ten obraz...
Tomasz Łysiak
Piątego maja mamy piękną rocznicę – dwieście lat mija od urodzin Stanisława Moniuszki. Świat polskiej opery, z Teatrem Wielkim na czele, świętuje to wydarzenie od wielu miesięcy. Trzeba pamiętać, że Moniuszko, który muzycznie sięgał poziomem najwybitniejszych, i naprawdę bez kompleksów możemy go porównywać z Rossinimi czy Verdim – był dla nas, Polaków, kimś więcej niż wielkim muzykiem, twórcą oper, pieśni, kantat czy operetek. Stał się – jak Mickiewicz, Słowacki, czy Krasiński – artystą, duchowym przewodnikiem narodu. Premiery „Halki” czy „Strasznego Dworu” stawały się dla ludzi wydarzeniami ze sfery manifestu uczuć patriotycznych. Kiedy „Straszny Dwór” pokazano po raz pierwszy w 1865 roku, carska cenzura szybko podjęła interwencję – tytuł zdjęto z afisza po trzech przedstawieniach....
Tomasz Łysiak
Płonąca katedra. Ta chyba najważniejsza. Gdybyśmy mieli wybrać jedną, jedyną w Europie, tę, którą traktujemy jako symbol naszej łacińskiej, chrześcijańskiej cywilizacji – to pewnie byłaby ona. Notre Dame. Nasza Pani. Cała w płomieniach. Miliony telewidzów na całym świecie obserwowały, jak umiera. Na szczęście nie umarła. Dzięki Bogu. Niezależnie jednak od przyczyny pożaru, nawet zakładając, że to nieszczęśliwy wypadek – ta płonąca katedra, sama w sobie, jako obraz, symbol, metafora, przemawia do tych, którzy patrząc – widzą. Bo można spoglądać, a nie dostrzegać, można mając dobry wzrok, pozostawać ślepcem. Aby naprawdę widzieć, trzeba, po pierwsze, wiedzieć, a po drugie – umieć poddać wiedzę odpowiedniej interpretacji. Trzeba także mieć uruchomioną podstawową wrażliwość dotyczącą dóbr...
Tomasz Łysiak
Szczęśliwie z pożaru w katedrze Notre Dame uratowano wiele cennych zabytków, w tym relikwie papieskie czy kopię ikony Matki Boskiej Częstochowskiej. Wstrząs, jaki przeżyliśmy, może przynieść jednak, poza wszystkimi złymi efektami – także te dobre. Oto na ulicach Paryża już wtedy, gdy płomienie trawiły dach świątyni, zgromadziły się tłumy chrześcijan modlących się i wpatrzonych w katedrę. Ulicami szły całe procesje. Bardzo szybko milionerzy francuscy zaczęli przeznaczać na odbudowę kolejne wielkie sumy, a samo dzieło odbudowy może stanowić impuls dla jakiegoś renesansu wiary we Francji. Podobno od jakiegoś czasu widać nawet tego symptomy. Stara prawda mówi o tym, że nawet największe zło może okazać się w przyszłości dobrem, o ile człowiek, w zgodzie z wolą Bożą, podejmuje dalsze...
Tomasz Łysiak
W okresie Świąt Wielkanocnych jesteśmy wpatrzeni w Krzyż. Historia odkrycia Jego relikwii to nie tylko istotny etap dziejów Kościoła, lecz także piękna opowieść o duchowej podróży, jaka stała się życiowym udziałem cesarza Konstantyna i jego matki, św. Heleny. Pod koniec lat 90. XX wieku niemiecki historyk Michael Hesemann wybrał się do Jerozolimy, by tam, na miejscu śmierci i zmartwychwstania Mesjasza, szukać śladów Krzyża Świętego. Stało się to dla niego nie tylko naukową drogą do Prawdy, lecz także mistycznym przeżyciem – „udaję się na poszukiwanie śladów, wędruję krętymi uliczkami starego miasta, odwiedzam święte wzgórza i jaskinie, kościoły, klasztory i góry. W plątaninie Bazyliki Grobu Świętego przeżywam równocześnie sprzeczne emocje – jedność w pewności oraz niezgodę w wierze. W...
Tomasz Łysiak
Od wielu lat uczestniczymy w Triduum Paschalnym. Kiedyś, gdy nasze dzieci były jeszcze małe, chodziliśmy na msze rodzinne do warszawskich dominikanów na ul. Freta. Duszpasterstwem rodzin zajmował się wówczas wspaniały kapłan, ojciec Tomasz Wytrwał. Jeździliśmy razem z nim i innymi rodzinami na letnie warsztaty dominikańskie w Korbielowie, u Oli i Marcina Sawickich, którzy w górach zorganizowali genialną prywatną, darmową szkołę dla tamtejszych dzieci. W ciągu roku spotykaliśmy się na owych cotygodniowych mszach, wszyscy lubiliśmy się i stworzyliśmy grono przyjaciół. Teraz nasze dzieci wyrosły i prowadzą dorosłe życie, a my ciągle chodzimy „na Freta”. Specjalny czas rezerwujemy na przeżycie Triduum Paschalnego. Nie tylko my. W sobotę, przed wigilią paschalną, żeby mieć miejsce siedzące...
Tomasz Łysiak
Nazywajmy rzeczy po imieniu. Mówmy o zaplanowanej, metodycznie wykonanej zbrodni na polskich elitach wojskowych i mundurowych jako o ludobójstwie. Warto o tym przypominać w kwietniowe dni, w trakcie których nasza myśl biegnie zarówno do wydarzeń z wiosny roku 1940, jak i do tragicznego dnia 10 kwietnia roku 2010. Trudno odseparować obie tragedie, które chociaż są tak różne co do czasów, okoliczności i rozmiarów, to jednak zawsze pozostaną splecione ze sobą. W końcu śp. Lech Kaczyński wraz z przedstawicielami polskich elit wojskowych i cywilnych leciał do Smoleńska, by tam w modlitwie i refleksji upominać się o Pamięć i Prawdę. Przemówienie Pana Prezydenta – to nigdy nie wygłoszone „przemówienie katyńskie” z kwietnia 2010 roku – stanowiło piękne memento, a także doskonałe podsumowanie...
Tomasz Łysiak
Nic tak nie odhumanizowuje ludzkich tragedii jak suche fakty czy podawane w tabelach liczby zamordowanych osób. Z jednej strony bowiem uruchamiają wyobraźnię, a z drugiej zamykają. Najmocniej przemawiają indywidualne ludzkie losy, nazwiska, zdjęcia, listy. Numer staje się człowiekiem. Łza nabiera realnego wymiaru. Zobaczmy, kto kryje się pod katyńskim numerem ekshumacji 836. Jego pamiętnik został opublikowany w zbiorze wydanym przez paryskie Editions Spotkania Piotra Jeglińskiego. Janusz Zawodny dokonujący redakcji do pierwszego wydania (1989) „Pamiętników znalezionych w Katyniu”, pisał w przedmowie: „Nasze narodowe relikwie są pełne krwi, a historia naszego narodu pisana jest często na nagrobkach. Taką narodową relikwią jest przedstawiony tu wybór 15 pamiętników znalezionych w...
Tomasz Łysiak
Wirtualne media podały, że za walkę z fake newsami na polskim Facebooku ma być odpowiedzialna francuska agencja AFP. Podobno w Polsce nie ma żadnej fachowej instytucji mogącej w wiarygodny sposób sprawdzać, co jest faktem, co bzdurą wyssaną z palca, a co znowuż manipulacją faktami. Szczerze powiem, że włosy stanęły mi dęba ze zgrozy. Jak wiemy, rola social mediów, a w szczególności Facebooka, w kształtowaniu ludzkiej wiedzy o wydarzeniach, a w następstwie tego także poglądów ludzi, jest przeogromna. I oto pieczę nad stanem umysłów wielu Polaków będzie miała francuska agencja! Znamy z doświadczenia, jaki światopogląd króluje w sferach administracyjno-cenzuralnych firmy Zuckerberga nad Wisłą, jakie strony i treści są blokowane oraz co uznaje się za ofensywne i obraźliwe, a co nie. I nie...
Tomasz Łysiak
Dla wielu osób, takich jak autor poniższych wynurzeń, Formuła 1 może stanowić nie lada zagadkę. Co powoduje, że miliony ludzi na całym świecie nie mogą oderwać oczu od dwudziestu samochodów, które w ciągu około dwóch godzin jeżdżą w kółko, jeden za drugim, wykręcając kolejne pętle na torze i czasem się wyprzedzając? A jednak oglądają – więc może coś w tym jest? Zachęcony ekskluzywnym wydaniem „La Gazzetta dello Sport” (jeszcze sprzed wyścigu w Australii) oraz tym, że po koszmarnym wypadku Robert Kubica wraca na tor, postanowiłem obejrzeć nie tylko najbliższy sezon wyścigowy, lecz także – dzięki entuzjastycznym recenzjom na całym świecie – dziesięcioodcinkowy serial na Netfliksie poświęcony Formule 1 „Jazda o życie”. I od pierwszego odcinka, jako całkowity dyletant, a wkrótce i kibic-...
Tomasz Łysiak
O niektórych bitwach można opowiadać obrazami. Dźwiękiem. Słowem, które porusza chochliki wyobraźni, gotowe przenieść nas wieki wcześniej i kazać przyglądać się szeregom ścierającym się we wrzawie, pyle i krwi. Można o bitwach mówić, obserwując jedynie pobojowisko. Czasem sama nazwa bitwy wywołuje skojarzenia. To Napoleon zdecydował, by batalię z 14 czerwca 1800 roku, stoczoną między armią Republiki Francuskiej a wojskiem austriackim, nazwać od niewielkiej wioski, wokół której toczyła się jedynie część działań bojowych tego dnia. Marengo. Obecnie Spinetta di Marengo,  koło Alessandrii, w Lombardii. Zacznijmy od obrazu pewnej przełęczy. Nasza opowieść o Marengo tu będzie miała swój początek i koniec. Dzieło Jacques-Louisa Davida „Napoleon przekraczający Przełęcz Świętego Bernarda w...
Tomasz Łysiak
Równo siedemdziesiąt lat temu, 4 kwietnia 1949 roku, w Waszyngtonie doszło do podpisania Traktatu Północnoatlantyckiego ustanawiającego NATO. Wszedł on w życie w sierpniu, a za nim poszła cała dalsza historia „zimnej wojny”. Żelazna kurtyna, o której mówił w marcu roku 1946 w Fulton, w stanie Missouri, Winston Churchill, była de facto „w użyciu” aż do upadku muru berlińskiego, a w pewnej mierze dzieli świat nadal: na ten wolny, związany politycznie z USA, i ten postsowiecki, związany z Rosją Władimira Putina. Co więcej – nadal przegradza ona dusze i umysły Polaków, z których spora część, niestety, wychowana w komunistycznym duchu, do dzisiaj nie rozumie tego, czym jest prawdziwa suwerenność, o której marzyliśmy przez dziesięciolecia PRL-u. Kłamstwo stanowi fundament budowania...
Tomasz Łysiak
Kilka razy mieliśmy do czynienia z hordami bolszewickimi, które wdzierały się do Polski, siejąc zamęt, mordując, gwałcąc i grabiąc na potęgę. I za każdym razem był to dla Polaków traumatyczny kontakt z armią, którą cechowało najwyższej miary zdziczenie i iście barbarzyńskie podejście zarówno do życia, jak i mienia ludzkiego. Zofia Kossak-Szczucka opisywała w „Pożodze” horror z okresu wojny polsko-bolszewickiej. Sowietów scharakteryzowała tak: „Byli nieobliczalni i straszni w swem niepodleganiu żadnej rozumowej możliwości. (…) Żądza krwi stawała się u nich nałogiem takim jak palenie tytoniu lub wódka, i ludzie ci bez mordu obejść się nie mogli. (…) Ich śpiew przypominał wycie zwierząt”. Z kolei genialne pióro Sergiusza Piaseckiego oddało znakomicie klimat agresji Rosjan w roku 1939. W „...
Tomasz Łysiak
Żelazna Korona Longobardów jest jednym z najniezwyklejszych regaliów na świecie, z ponadtysiącletnią historią i mistycznym znaczeniem związanym z relikwią z Krzyża Świętego. Wbrew temu, co sugeruje nazwa, jest zrobiona ze złota i drogocennych klejnotów, a jedynie jej wewnętrzna obręcz jest „żelazna”. Koronowali się nią królowie Longobardów, potem sam Karol Wielki i wreszcie cesarz Napoleon Bonaparte, gdy obejmował tron nowo powstałego Królestwa Włoch. „Zamknięte!” – zabrzmiało jak wyrok. Przyjechaliśmy do Monzy specjalnie, aby zobaczyć Żelazną Koronę Longobardów, a tu nagle nie można się do niej dostać. To znaczy – mówiąc konkretnie – owszem, można, ale tylko z grupą i przewodnikiem, a w dodatku nie w trakcie mszy św., która właśnie się zaczęła. Najbliższy termin? – „Za dwie godziny”....
Tomasz Łysiak
Jednym z kluczowych problemów w układzie sił politycznych w Polsce, które z grubsza możemy podzielić na obóz konserwatywny skupiony wokół PiS z jednej strony, a szeroko rozumiany obóz „totalnej opozycji”, jest olbrzymia przewaga medialna po stronie tzw. salonu. Walkę o czytelnika toczy kilka prawicowych tytułów, w tym nasz tygodnik, ale jeśli chodzi o radio i telewizję – to tu rzecz jest jasna. Wyłącznie przez dostęp do mediów publicznych (czyli TVP i Polskiego Radia) obóz prawicy jest w stanie toczyć bój z wielkimi koncernami Agory czy TVN. Ze smutkiem, niestety, patrzę, jak okres rządów PiS-u nie zaowocował budową przeciwwagi na polu mediów prywatnych. Te publiczne prędzej czy później (to tylko kwestia czasu i liczby kadencji rządów Zjednoczonej Prawicy) trafią z powrotem w ręce...
Tomasz Łysiak
Kolejne dokumenty ujawnione przez polskiego ambasadora w Bernie odsłaniają prawdę o wielkim wysiłku, jaki podejmowali polscy urzędnicy i polskie instytucje państwowe w trakcie II wojny światowej dla ratowania Żydów. To ważne przede wszystkim z tego względu, iż coraz częściej i coraz mocniej ukazuje się Polskę i Polaków nie jako ofiary niemieckiego totalitaryzmu (co przez wiele lat było oczywiste, a teraz już chyba przestało) – lecz jako współsprawców Shoah. My wiemy, przez co przechodzili Polacy ratujący Żydów, wiemy, na co się narażali, ale opinia publiczna na świecie jest teraz karmiona pisaną na nowo wersją historii, wedle której razem z Niemcami jesteśmy winni Zagłady. Może czasem w ramach prostej lekcji należałoby pokazywać czytelnikom zachodnich mediów plakat z czasów okupacji,...
Tomasz Łysiak
Główny plac w Trieście jest z jednej strony otwarty na morze i port. Zawijają tu wielkie statki wycieczkowe, wysokie jak wieżowce i rzucające snopy światła na okolicę. Gdy do Triestu przypływa taka snobistyczna morska twierdza luksusu, zamyka się okoliczne parkingi, a ludzie gromadzą się wokół, robiąc pamiątkowe zdjęcia i marząc o wyprawie w pływającym hotelu. Jednak najlepsze miejsce do obserwacji miasta, mieszkańców i turystów to antyczna kawiarnia Caffè degli Specchi, w której można spędzać długie godziny, delektując się rozmaitymi rodzajami kawy. Wyspecjalizowane w zdobywaniu wykwintnych przekąsek rybitwy potrafią pikować z nieba na niczego niespodziewających się konsumentów i precyzyjne porwać minikanapeczkę z talerzyka. Jak stało się w wypadku autora tego felietonu. Najciekawsze...
Tomasz Łysiak
Chyba nie ma Polaka, który na hasło „Kanał Sueski” nie przypominałby sobie, iż temat ten był istotny dla rozwoju akcji powieści Sienkiewicza „W pustyni i w puszczy”. Panowie Tarkowski i Rowlinson byli pracownikami Kompanii Kanału Sueskiego i gdyby nie ich udział w przedsięwzięciu, to i Staś, i Nel nie przeżyliby przygód, które każdy z nas zna. W listopadzie tego roku świat obchodzić będzie 150. rocznicą otwarcia kanału łączącego Morze Śródziemne z Morzem Czerwonym. Warto przypomnieć, że w jego budowie mieli swój udział Polacy, a wśród nich byli wielcy naukowcy, a nawet współpracownicy… „Gazety Polskiej”. O budowie kanału łączącego Zatokę Wiślaną z Morzem Bałtyckim pisze się obecnie na świecie, a artykuły o przekopie Mierzei Wiślanej znaleźć można tuż obok tekstów przypominających...
Tomasz Łysiak
Jakie szczęście, że dzieci już odchowane. Bo gdyby moi synowie chodzili powiedzmy do przedszkola, to bym teraz, jako warszawiak, przeżywał ciężkie chwile. Oto okazało się, że w stolicy po wprowadzeniu kart LGBT zaczął się proces seksualizowania małych dzieci. Jeśli maluchy w przedszkolach, zamiast bawić się klockami, lalkami, samochodzikami, mają się uczyć o masturbacji albo tego, jak wyglądają bezpieczne kontakty erotyczne, to mam wrażenie, że chyba komuś Słońce urządziło zaćmienie. Kumple mający małe dzieci opowiadają mi, co się dzieje w szkołach, i o tym, jak bardzo zaniepokojeni są rodzice. W końcu poddawanie młodzieży homopropagandzie pod pozorem nauki tolerancji to wkroczenie w obszar moralno-etyczny, manipulacja w obrębie wartości. Co gorsza, dokonywana w imię miłości i Dobra....
Tomasz Łysiak
Gala Oscarów 2019 za nami. Nad Wisłą rozległy się lekkie jęki zawodu, bo „Zimna wojna” Pawlikowskiego nic nie dostała. Żal, że nic nie dostał nawet Łukasz Żal za zdjęcia. Owszem, były piękne. Ale przyznać trzeba, że to, co zrobił Cuarón w „Romie”, to majstersztyk i nagrodę odebrał zasłużenie. Po raz kolejny jednak okazało się, że Oscary są wielką imprezą promocyjną, spełniającą zapotrzebowania politycznie poprawnego świata amerykańskich mediów i elit oraz części ogłupianych przez lewackie gazety i telewizje widzów. Jakkolwiek patrzeć – wygrały filmy, w których albo biały wozi czarnego samochodem, albo homoseksualista zakłada zespół muzyczny, albo rzecz dzieje się w meksykańskiej dzielnicy, albo Murzyni walczą o swe skradzione przez cywilizację białych artefakty, albo wreszcie...
Tomasz Łysiak
10 marca 1793 roku we francuskiej Wandei wybuchło rojalistyczne, antyrewolucyjne powstanie. Zostało stłumione w brutalny sposób. Potworna rzeź miała wymiar pierwszego w nowożytnych dziejach ludobójstwa dokonanego na katolikach. Ofiarami okrutnych poczynań armii w departamencie Wandei stali się także księża. Gdyby szukać źródeł komunistycznego zdziczenia, barbarii, która od czasu rewolucji październikowej zagrażała cywilizowanej Europie, zaś Polskę miała dotknąć bezpośrednio, wystarczy zacytować Lenina. Wódz bolszewickiej wojny ze Starym Światem miał powiedzieć w 1917 roku: „Musimy się rozprawić z Kozakami. To nasza Wandea”. Rzeź Wandei, ludobójstwo dokonane na chrześcijańskiej ludności francuskiego departamentu, to pierwowzór dla kolejnych hekatomb sygnowanych przez lewicową ideologię...
Tomasz Łysiak
Konferencja PAN w Paryżu dotycząca Holocaustu wywołała nad Wisłą słuszne oburzenie – bo oto pod pozorem debaty ściśle naukowej wylano po raz kolejno na Polaków wiadra pomyj. Padły nawet słowa o tym, jakoby w Polsce chciano wykopywać kości żydowskie z grobów, a zamiast nich wrzucać do mogił kamienie. Wszystko po to (tak można zrozumieć te zdania), aby zobrazować dziki szał ukrywania prawdy o przeszłości, jaki niby to ma miejsce w naszym kraju. Szef PAN Jerzy Duszyński stanął w obronie placówki paryskiej, mówiąc, iż wszystko miało wymiar naukowy, w duchu „wolności dialogu w nauce”. Problem w tym, że „naukowy dialog” ma miejsce wtedy, gdy w debacie biorą udział naukowcy mający odmienne zdania w przedmiotowych kwestiach. Szczególnie takich, które są kontrowersyjne, które budzą emocje, w...
Tomasz Łysiak
W tym roku mija 75 lat od akcji „Burza”. Od stycznia 1944 roku, gdy pierwsze oddziały Armii Czerwonej przekroczyły dawną granicę II RP, aż po styczeń roku kolejnego, gdy gen. Okulicki rozwiązał Armię Krajową, akowcy podejmowali walkę z cofającymi się Niemcami, a wobec Sowietów stawali w roli gospodarza. Historycy spierają się o to, czy decyzja o akcji była słuszna co do zasady i formy (rozkaz wydał jeszcze jesienią 1943 roku komendant główny AK gen. Tadeusz „Bór” Komorowski). Na początku wydawało się, że ujawnianie się polskich oddziałów i próby kontaktów z czerwonoarmistami rokują dość dobrze. Jednak z biegiem czasu, gdy jasne stawało się, iż marionetkowy lubelski PKWN realizuje od lipca 1944 roku wizję Stalina podporządkowania sobie Polski, zaczęły wychodzić na jaw prawdziwe intencje...
Tomasz Łysiak
Armia Czerwona chętnie korzystała z pomocy oddziałów AK w walce z Niemcami. Ale gdy tylko udało się ich na jakimś odcinku pokonać, akowców natychmiast rozbrajano i internowano. Wielu z nich wsadzano do więzień urządzanych na terytorium „wyzwalanej” Polski. Po początkowym zaskoczeniu działaniami sowieckimi, żołnierze polscy zaczęli się ukrywać, chować broń, odbudowywać struktury. „Jeden wróg odchodzi, drugi przychodzi” – por. „Jastrząb”, 27. WDP AK Był rok 2002, sierpniowa, upalna noc. Siedziałem przy ognisku rozpalonym pod wielkimi dębami z moim wiekowym wujkiem Kaziem Wroną. Wszyscy poszli już spać. Nagle zaczął on, ni stąd ni zowąd, wspominać najtrudniejsze chwile, które przeżył jako żołnierz Armii Krajowej w czasie wojny i po niej. Opowiadał m.in. o akcji „Burza” – o tym, jak...
Tomasz Łysiak
„Il Giornale” to centroprawicowy dziennik włoski, wydawany od lat przez grupę medialną rodziny Berlusconich, a będący własnością brata Il Cavaliere – Paolo. Gazeta, poza treściami konserwatywnymi, serwuje też często dziennikarskie propagandówki wspierające Forza Italia albo samego Silvio. W stylu: oto Berlusconi ma urodziny – i… bum, w „Il Giornale” mamy wywiad i kilka szerszych tekstów. Gdy trzeba, dziennik wspiera Salviniego, a gdy z szefem ministerstwa spraw wewnętrznych mu nie po drodze, to wali w niego jak w bęben. Otworzyłem wydanie z 19 lutego tego roku i dosłownie ręce mi opadły. Oto w artykule poświęconym kryzysowi polsko-izarelskiemu, a pisanym ręką Fiammy Nirenstein, znajduję zdanie, które na polski można przetłumaczyć tak: „Za Polską ciągnie się wstydliwa sprawa ludobójstwa...
Tomasz Łysiak
Ryszard Wagner nie bez przyczyny był czczony i wynoszony pod niebiosa przez nazistowskie Niemcy. Jego dzieła muzyczne i pisma polityczno-filozoficzne wywarły wielki wpływ na Hitlera. Po II wojnie zatarto w Niemczech pamięć o obsesyjnym antysemityzmie Wagnera. A także o związkach jego rodziny z Adolfem, zwanym pieszczotliwie przez wnuczęta kompozytora wujkiem Wolfem. Festiwal w Bayreuth do dzisiaj prezentuje dzieła muzyka, przyjeżdżają tłumy z całego świata. Ale jedynie do nielicznych dociera prawda o dziele i życiu Wagnera w kontekście historii niemieckiego nazizmu. Ważnym głosem w tej sprawie jest biograficzna książka prawnuka mistrza z Bayreuth, Gottfrieda Wagnera – „Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną. Ryszard Wagner – pole minowe”. Wielbiciele Wagnera celebrują różne daty...
Tomasz Łysiak
Wypowiedź amerykańskiej korespondentki telewizyjnej Andrei Mitchell nie wynikała w mojej opinii z niewiedzy. To nie ignorancja leżała u podstaw stwierdzenia, że Żydzi walczyli w trakcie powstania w getcie z „polskim i nazistowskim reżimem”. Myślę, że to raczej efekt prowadzonej od wielu już lat akcji, mającej na celu „utytłanie” naszej historii w szambie pomówień, a której autorami są szeroko rozumiane środowisko intelektualno-polityczne „Gazety Wyborczej” czy dawnej Unii Demokratycznej wraz ze wspierającymi je przedstawicielami „elyty kulturalnej”. Od zachwytów nad „Malowanym ptakiem”, książkami Grossa, „Pokłosiem” i artystycznie świetną, lecz krzywdząco niesprawiedliwą z punktu widzenia wrażenia, jakie kreuje wokół rzekomego powszechnego polskiego antysemityzmu, „Idą” Pawlikowskiego...
Tomasz Łysiak
Odszedł były premier Jan Olszewski. Ta smutna wiadomość przyszła do nas zaledwie kilka dni po tym, jak w Polsce rozpoczęto celebrację trzydziestej rocznicy obrad Okrągłego Stołu. Można się tu doszukać niezwykłej symboliki – bo właśnie premier Olszewski, wieloletni działacz opozycyjny, zwolennik lustracji i przeciwnik polityki „grubej kreski”, stał się obiektem nieprawdopodobnych wręcz ataków ze strony środowiska sankcjonującego miękką transformację, w ramach której byli agenci i współpracownicy służb mieli zostać objęci ochroną. Nie bez kozery ciskano na niego gromy, nazywano „olszewikiem”, ukazywano prawie jak szaleńca, który wspólnie z Antonim Macierewiczem dokonuje kowbojskich i „nieodpowiedzialnych” rozliczeń. Był bowiem pierwszym prawdziwie wolnym premierem Polski, która miała...
Tomasz Łysiak
Gdy Paolo Sorrentino odbierał Oscara za film „Wielkie Piękno”, podziękował rodzicom i Maradonie. Wielki piłkarz Napoli faktycznie w jakiś sposób „uratował” młodziutkiego Paola od śmierci, zostawiając w duszy filmowca mistyczny ślad. W swoją dobrą gwiazdę wierzył i wierzy Berlusconi – bohater filmu Sorrentino „Oni” („Loro”) – choć jego życiorysem można obdarować kilka filmów. Został miliarderem, właścicielem telewizji i klubu piłkarskiego, najdłużej sprawującym urząd premierem włoskim po II wojnie światowej i przyjacielem z jednej, a wrogiem z drugiej strony największych gigantów światowej polityki. Film Sorrentino opowiada o Berlusconim z okresu słynnych „bunga bunga” – wielkich imprez z młodymi dziewczętami i skandalami finansowymi w tle. Gorzka komedia, z rewelacyjną rolą Tony’ego...
Tomasz Łysiak
Antoni Słonimski pisał o nim tak: „Archetyp Wieniawy stał się po wojnie jego karykaturą, utrwalony jako wzór dla czasów przedwojennych typowy. Stał się jednym z rekwizytów nieznośnej Warszawki, jak »Adria«, Ordonka, dwukonka na gumach czy gołębie na Mariensztacie”. Bolesław Wieniawa-Długoszowski, jako adiutant Piłsudskiego, kawalerzysta, człowiek honoru, oficer z jednej z strony, a birbant, hulaka, bawidamek i żartowniś z drugiej – stał się legendą już za życia. Epos legionowy, służba państwowa w wolnej ojczyźnie, dyplomatyczna misja w Rzymie, aż po tragiczną, samobójczą śmierć w Nowym Jorku – przebogaty, romantyczny życiorys Wieniawy stanowi immanentną część dziejów II RP. Samych anegdot na temat przystojnego ułana krążyły setki. Częścią jego legendy były również, a jakże, częste...
Tomasz Łysiak
Zalew nieprawdopodobnych informacji, jakich doświadczyliśmy w ostatnich dniach, mógłby zasilić niejedną pełnometrażową komedię o politykach żyjących w jakimś kraju. Od dinozaurów i rzucania w nie kamieniami po Stefana, który miał ponoć w ramach korzyści przyjmować usługi różnych pań, zarwać przy tym nie tylko niejedną noc, ale i łóżko, a do tego wszystkiego zamawiać jeszcze fasolkę po bretońsku. Właśnie wątek tejże fasolki zaciekawił mnie bardziej. Nie znałem bowiem cudownych mocy owej potrawy. Czyżby nowy afrodyzjak? Już nie sproszkowany róg nosorożca, już nie kisiel z baobabu, lecz zwykła fasolka miałaby tak ożywcze działanie na ciała poselskie, nawet te zmęczone wieloma dekadami sejmowych sporów? Zerknąłem w przepisy. A tu ciekawostki. Na przykład to, że może być kiełbaska, ale nie...
Tomasz Łysiak
Najpierw 26 stycznia odbyły się pierwsze wolne wybory. Potem, 9 lutego 1919 roku, miała miejsce uroczysta Msza święta w warszawskiej katedrze św. Jana. Świątynia przybrana była „sztandarami, purpurą i barwami kościelnymi”. Poza dostojnikami państwowymi i kościelnymi był także nuncjusz papieski monsignore Ratti. Był arcybiskup Kakowski. Byli naczelnik Piłsudski i premier Paderewski. Przed katedrą wystawiono kompanię honorową. Ksiądz arcybiskup Teodorowicz wygłosił piękne kazanie okolicznościowe. A już następnego dnia, 10 lutego 1919 roku, sto lat temu, odbyło się pierwsze, inauguracyjne, uroczyste posiedzenie Sejmu Ustawodawczego. To był ten moment, który można uznać za pełne odrodzenie Polski. Gdy wszyscy posłowie zajęli miejsca na sali sejmowej, na trybunę wyszedł naczelnik państwa....
Tomasz Łysiak
Wszyscy znamy werset naszego hymnu przypominający drogę Legionów Dąbrowskiego „z ziemi włoskiej do Polski”. Nie każdy jednak wie, że w hymnie Italii znajduje się nawiązanie do historii Polski. Oto austriacki orzeł „stracił pióra”, zaś „krew włoska i polska wypijana przez kozaków” i wroga austriackiego połączyła oba narody. Jeszcze ciekawiej wyglądają pewne wątki współpracy patriotów polskich i włoskich w trakcie zjednoczenia Włoch czy naszej walki z Rosją w powstaniu styczniowym. Kilka lat temu Włosi radowali się niezwykłym świętem – 150-leciem zjednoczenia Włoch (chociaż de facto trwało ono jeszcze kilka lat po 1861 roku). Dwa lata później czciliśmy rocznicę półtora wieku od chwili wybuchu powstania styczniowego (czciliśmy niejako półoficjalnie, ówczesny sejm nawet nie uchwalił 2013...
Tomasz Łysiak
W trakcie tzw. prób czytanych sztuki szykowanej do wystawienia na scenie aktorzy wraz z reżyserem poddają tekst interpretacji. Innymi słowy, każde zdanie wypowiadane przez postać dramatu jest rozbierane na czynniki pierwsze w poszukiwaniu sensu, jaki autorzy przedstawienia chcą mu nadać. Co ciekawe, nie musi, chociaż może, być on zgodny z intencją autora. Powiedzenie „kocham cię” może oznaczać zarówno wyznanie miłości, jak i na odwrót – ironicznie i sarkastycznie wypowiadaną niechęć (tak naprawdę „nienawidzę cię”) lub też na przykład rozczulenie („jesteś taki zawsze, lubię cię nawet z twoimi wadami”). Tak oto tymi samymi słowami, w zależności od intencji twórców, można wyrazić dziesiątki różnych stanów, myśli, zamiarów i uczuć. To jest wielka potęga interpretacji. Kiedyś wykonano...

Pages