Ryszard Czarnecki

Pozwolę sobie przypomnieć, że laureatami Nagród Czarneckiego w latach ubiegłych byli: – za rok 2010: prof. Zdzisław Krasnodębski, pisarz Jarosław Marek Rymkiewicz, Marek Krajewski (autor kryminałów), reżyser Jerzy Zalewski, rysownik Andrzej Krauze, publicysta Jan Pospieszalski, bokser Tomasz Adamek, dziennikarki Majka Dłużewska i Joanna Lichocka (jedyny nagrodzony duet), blogerka Kataryna, prof. Jadwiga Staniszkis, pisarz Marek Nowakowski, pisarz Marcin Wolski. – za rok 2011: muzyk Michał Lorenc, aktorka Katarzyna Łaniewska, senator Stanisław Kogut, raper Pjus, bloger Foxx, tenisistka Agnieszka Radwańska, poeta Wojciech Wencel, biegaczka narciarska Justyna Kowalczyk, prof. Andrzej Nowak, organizatorzy marszy 11 listopada i 13 grudnia, aktor Jerzy Zelnik, rysownik Janusz Kapusta,...
Antynagrody Czarneckiego przyznawane są po raz trzeci z rzędu. Niektórzy „zdobywcy” tych pejoratywnych wyróżnień są, jak Państwo zobaczą, recydywistami. Te typy tak już mają – trawestując Ryszarda Rynkowskiego. Oto triumfatorzy z lat ubiegłych: 2010 r.: Michał Tusk, Jan Grzechowiak (redaktor „GW” na Pomorzu), Andrzej Chyra, Wojciech Fibak, Kuba Wojewódzki, Franciszek Smuda, Krzysztof Materna, Daniel Olbrychski, Jan Kidawa-Błoński, Roman Polański, Kazimierz Kutz, Stanisław Tym, bp. Tadeusz Pieronek, gen. Mieczysław Cieniuch (szef Sztabu Generalnego WP). 2011 r.: PZPN, Ewa Kopacz, Cezary Grabarczyk, Jerzy Miller, Joanna Kluzik-Rostkowska, Radosław Sikorski, Paweł Graś, Donald Tusk, Stanisław Żelichowski, Bronisław Komorowski, Hanna Gronkiewicz-Waltz, Janina Paradowska....
17 września 1939 – data agresji Rosji Sowieckiej na Polskę walczącą z III Rzeszą Niemiecką. Armia Czerwona była okupantem, choć dziś stawia się jej w naszym kraju pomniki, a celebryci w świetle kamer maszerują na groby sowieckich żołnierzy ze zniczami. Moskwa wbiła nam nóż w plecy, o czym w PRL mówić nie można było, a dziś, w III RP, mówić nie wypada. Wypędzeni – Polacy z Wileńszczyzny, Ziemi Lwowskiej, Wołynia, Podola, Nowogrodczyzny, którzy po 1945 i 1956 r., w dwóch falach, wbrew ich woli, wyrzuceni zostali z Kresów Wschodnich RP. Dziś o tych naszych rodakach w mainstreamowych mediach cisza. Woli się pisać i mówić o „wypędzonych” Niemcach. A ci przecież opuścili swoje albo cudze domy (do których wprowadzili się, np. w Wielkopolsce, po wrześniu 1939 r.) w efekcie decyzji aliantów (...
Tomaszowi Wołkowi – objęcia wreszcie wymarzonej funkcji redaktora naczelnego kolejnej gazety („Rzepa”?) i w związku z tym realizacji słów Greka Zorby: „Jaka piękna katastrofa”. Marianowi Opani – żeby mu więcej żadna butelka wódki nie wypadła z ręki, roztrzaskując się o podłogę, zwłaszcza gdy jest to butelka ostatnia. Szymonowi Majewskiemu – trwania po jasnej stronie mocy, skoro już przekroczył rubikon i ośmielił się dobrze powiedzieć o PiS. Pawłowi Kukizowi – kontynuacji w tworzenia songów quasi-politycznych, np. skomponowania utworu: „PiS: zbliża się”. Grzegorzowi Hajdarowiczowi – odwagi przyznania, że KPN w jego życiorysie oznaczał po prostu „Koniak Pędzony Nocą”. Bronisławowi Wildsteinowi – równie ciekawych kolejnych 60 lat oraz napisania wspomnień, które wstrząsną Polską....
AK, UBB i bibuła Gdy już byłem w stolicy Dolnego Śląska, gdzie studiowałem na I roku historii Uniwersytetu Wrocławskiego im. Bolesława Bieruta (sic!), okazało się, że w czasie pacyfikacji strajku na Politechnice Wrocławskiej zmarł pracownik tej uczelni Jan Kostecki. Prawdopodobnie był pierwszą cywilną ofiarą stanu wojennego. Jego grób odwiedzałem później wiele razy na cmentarzu parafii bodaj św. Wawrzyńca przy ul. Bujwida. Zaczęła się konspiracja. Robiliśmy dalej swoje, jak dziesiątki tysięcy Polaków w różnym wieku i różnych zawodów. Przydały się liczne lektury o konspiracji z czasów Polskiego Państwa Podziemnego. Czasy niby inne, okupant inny, ale ileż wspólnego… Na moim UBB (Uniwersytet im. Brigitte Bardot – śmieliśmy się) konspirowali niemal wszyscy. Dyshonorem był brak sprzeciwu...
Marszałek Franciszek Bieliński, mój przodek po kądzieli (po śp. Mamie Marii Janinie Bielińskiej-Czarneckiej) – bo o nim mowa – burknął, że żadnego klechy, do tego jeszcze nieumówionego, przyjmować nie zamierza. Ksiądz jednak nie dawał za wygraną i dobijał się nadal. Był nim Jan Baudoin de Courtenay, twórca pierwszych w stolicy Rzeczypospolitej ochronek dla dzieci. W końcu żądający jałmużny na szlachetny cel kapłan przedarł się przez kordon służby i wpadł do pokoju, w którym marszałek wciąż przegrywał, i to zdaje się niemało. Tego już Bieliński nie zdzierżył, wpadł w furię i wymierzył księdzu siarczysty policzek. Baudoin de Courtenay przyjął to ze stoickim spokojem i rzekł: „Panie marszałku, to dla mnie, a co dla moich dzieci?”. Tyle rodzinna anegdota. Pragnę uspokoić czytelników – mój...
10 Downing Street A jednak lider konserwatystów zaskoczył mnie. Po pierwsze – nie wiedziałem, że jest mańkutem. Po drugie – nie miałem pojęcia, że pisze wiecznym piórem ze stalówką. Cóż, rzeczywiście konserwatywny gość. Za moich najmłodszych lat szkolnych pisało się, a w zasadzie kaligrafowało, piórami ze stalówkami maczanymi w atramencie, który znajdował się w pojemniczku osadzonym w dziurze na środku ławki. Tak było. A tak na marginesie: sala posiedzeń gabinetu Camerona jest parę razy mniejsza (!) niż niegdyś Sala Świetlikowa, a obecnie Sala im. Frycza Modrzewskiego, w której urzęduje Rada Ministrów Rzeczypospolitej Polskiej. To ciekawe, bo Zjednoczone Krolestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej jest od Polski liczniejsze ponad półtora raza. W kancelarii brytyjskiego premiera...
W VIP-owskim saloniku na lotnisku jest osiem gazet: pięć po rumuńsku, trzy po rosyjsku i żadnej zachodniej. Dla magazynów ilustrowanych proporcje są jednak wręcz odwrotne: jedna po rumuńsku i aż cztery po rosyjsku. Nie ma już Mołdawskiej Socjalistycznej Republiki Sowieckiej, ale Rosję tu słychać, widać i czuć. I to nie tylko w Naddniestrzu, które ogłosiło „niepodległość” i utworzyło własne, nieuznawane przez nikogo państewko, głównie dzięki rosyjskiej armii. Żołnierze z Moskwy wciąż tu stacjonują, choć zaprawiony w gierkach z sąsiadami Kreml formalnie nie uznaje Naddniestrzańskiej Republiki Mołdawskiej. Długi cień Kremla Naddniestrze jest bogatsze od rumuńskojęzycznej reszty kraju. Decydują o tym dwie rzeczy: przemysł i powiązania gospodarcze z rosyjskimi elitami finansowo-...
Twarda Irlandia W najnowszej historii Europy mamy dziesiątki takich przykładów. Pamiętamy, jak obruszano się na Irlandię, która odrzuciła w referendum traktat z Nicei. Wielu europejskich polityków i wiele mediów w różnych krajach członkowskich UE ubolewało, że Dublin nie chce grać w europejskiej orkiestrze, że integrację opóźnia czy spowalnia, że nie rozumie wyzwań stojących przed Unią, nie czuje „ducha czasów”. A Irlandczycy po prostu walczyli o swoje. Nie chcieli np., aby nowy eurotraktat stał się furtką do tzw. harmonizacji podatkowej. Irlandia przez lata przyciągała różne firmy, zwłaszcza amerykańskie – ale nie tylko – aby inwestować tam ze względu na niskie podatki dla firm. Jej podatkowy urok całkowicie by wyparował, gdyby ujednolicono podatki według dużo wyższej skali – takiej,...
Amerykańskie źdźbło, nasza belka Z wiktorii BHO ucieszono się też szczerze w wielu amerykańskich domach. Ich sprawa, ich kraj, ich cyrk, ich małpy. Nie napiszę w tym miejscu „każda potwora znajdzie amatora”, bo byłoby to politycznie niepoprawne, a przecież, jak Szanowni Czytelnicy wiedzą, kocham polityczną poprawność, sorry, BHO, political correctness. Nie będę narzekał na Jankesów, że wybrali faceta, który załatwił im gospodarczą stagnacją, a obiecywał cuda wianki. Nie będę, bo nie chcę tylko widzieć źdźbła (no, trochę przesadziłem) w amerykańskim oku, a nie dostrzegać belki w oku naszym, własnym, słowiańskim, polskim. Panie Marku, tu nie chodzi o pana. Tu chodzi o pana Donka. On też, jak BHO, tylko za każdym razem o rok wcześniej, obiecuje gruszki na wierzbie, lud go wybiera, a potem...
Jeśli Platforma porządzi jeszcze dwadzieścia parę miesięcy, to będzie można podsumować: było to „siedem lat chudych”. Wiadomo, że w polskim przypadku siedem lat tłustych ograniczyło się do niespełna dwóch i zakończył je rok, nomen omen, 2007... Skoro miałoby być siedem lat chudych, to pozwoliłem sobie wybrać siedem spektakularnie niespełnionych obietnic ekipy PO–PSL. Oczywiście, każdy czytelnik „Gazety Polskiej” mógłby w subiektywnym rankingu wybrać siedemdziesiąt siedem innych Pustych Obietnic. Ale ja wybrałem akurat te siedem. Tak, tak, wiem, jest z czego wybierać. Z 200 obietnic z exposé w 2007 r. Donald Tusk spełnił... kilkanaście, z 60 z exposé z 2011 r. spełnił kilka, ale akurat te, które uderzają w ludzi (choćby antyreforma antyemerytalna). Wiadoma sprawa – jak Tusk obieca...
Odmowa ta jest sprzeczna z polityką audiowizualną UE. Regulują ją przede wszystkim art. 167 i 173 traktatu o funkcjonowaniu UE. Najważniejsze przepisy szczegółowe w tym obszarze są zawarte w dyrektywie Komisji Europejskiej, która weszła w życie w grudniu 2007 r. Skądinąd z uśmiechem patrzę, jak środowiska lewicowe i liberalne domagają się ratyfikacji Karty Praw Podstawowych (nie chciał tego śp. Prezydent Lech Kaczyński, ale też rząd premiera Jarosława Kaczyńskiego w 2007 r.). Rzecz w tym, iż owa Karta wprost mówi o... poszanowaniu wolności i pluralizmu mediów! Jednoznaczny w wymowie jest „Komunikat Komisji Europejskiej na temat przyszłości europejskich regulacji dotyczących mediów audiowizualnych” z 12 grudnia 2003 r. Mówi on, iż „ochrona pluralizmu medialnego jest przede wszystkim...
Pani ministra na zdrowie Sarmatów A więc taka była wola nieba, żeby z tegoż nieba lało się przed meczem z Albionem niczym z cebra. Istny POtop. Niebo zapłakało nad losem Sarmatów. To ładny gest ze strony góry, zważywszy na drobny fakt, że przecież sami Sarmaci zgotowali sobie ten los. Zagłosowali na chłopaka z podwórka i jego ferajnę, no to ferajna jedzie po bandzie. Nie dziwimy się przecież, że Stadion Narodowy i jego legendarny dach przeciwsłoneczny (no bo nie przeciwdeszczowy – to byłoby zbyt proste) okazał się megabublem. Nie dziwimy się, bo ta ryba psuje się od głowy. Państwo jest bublem, administracja, wymiar sprawiedliwości, służba zdrowia itp., itd. – wszystko to bubel na bublu, bubel bublem pogania, to i stadion też bubel jak ta lala. No, co prawda premie dla szefów Narodowego...
Rzecz działa się w Brukseli kilkanaście lat temu. Chodziło o Theodorosa Pangalosa, szefa MSZ w socjalistycznym rządzie Hellady. Pana Pangalosa poznałem osobiście. Był rok 1998. Ateny. Byłem wtedy najmłodszym ministrem rządu Jerzego Buzka. Ba, najmłodszym w całej historii Polski po 1989 r. (później byli jeszcze młodsi). Miałem 34 lata. Wchodziłem w skład oficjalnej delegacji polskiego rządu, która udała się do stolicy Grecji towarzyszyć… prezydentowi Aleksandrowi Kwaśniewskiemu. Ministrowie z AWS i prezydent z PZPR. Nie przejmuj się, Kwaśniewski W czasie oficjalnego obiadu siedziałem przy jednym stole właśnie z Pangalosem i Kwaśniewskim. Grecja to kraj, w którym smykałka do polityki przechodzi z ojca na syna, z syna na wnuka i tak dalej. Tak było w przypadku Jeoriosa Papandreu, do...
A więc słów parę o amerykańskich wyborach. Mitt Romney nie jest z mojej bajki. Ani mnie ziębi, ani grzeje. Nie chodzi wcale o to, że jest mormonem, bo znam aktywnego szefa jednego z klubów „Gazety Polskiej”, który też jest tego wyznania. Mogę wymienić wielu współczesnych amerykańskich polityków, którzy podobają mi się bardziej niż były gubernator, jak choćby jego przyszły (miejmy nadzieję) wiceprezydent Paul Ryan, znacznie przecież efektowniejszy i twardszy niż Romney. Ale też Rick Santorum, prawicowy ojciec gromadki dzieci, który przepadł w prawyborach, Sarah Palin, błyskotliwa i znienawidzona przez salony, czy choćby sędziwy republikański lis, wielki wyga Newt Gingrich. Ale nawet ten niebudzący moich zbyt pozytywnych emocji Romney jest sto, ba, dwieście razy lepszy niż obecny prezydent...
Raport z alei Szucha Zajmijmy się tym, o czym ani widu, ani słychu w mediach. Mam w ręku niebywale ciekawy raport „Polska służba zagraniczna”, przygotowany na podstawie badań ankietowych „Godna praca w służbie zagranicznej” przez Komisję Międzyzakładową NSZZ „Solidarność” Pracowników Służby Zagranicznej. Przewodniczącym Solidarności w MSZ jest były ambasador RP na Białorusi Mariusz Maszkiewicz, który najpierw zadarł z Łukaszenką, a teraz z Tuskiem. Lektura owego raportu jest porażająca. Resort z alei Szucha (skądinąd, ciekawe miejsce do roboty) oglądać możemy oczami jego pracowników. Ci, którzy odpowiadali na pytania badawcze zawarte w ankietach, to raczej wygi niż nowicjusze: ponad 60 proc. z nich przepracowało w tym ministerstwie ponad 10 lat. Blisko 7 na 10 to pracownicy...
W Ameryce władcą mediów jest Ted Turner, czyli Robert Edward Turner III. Właściciel CNN i przez 10 lat mąż słynnej aktorki Jane Fondy. W 1991 r. został Człowiekiem Roku według tygodnika „Time”. Zupełnie przypadkiem jest jego współwłaścicielem. Ten czwarty… Do Ruperta, Silvia i Teda dodać należy jeszcze jednego bohatera. Najmniej znanego. To człowiek absolutnego cienia. Ma długi życiorys i długie ręce, ale sprawia wrażenie jakby swoje wpływy w europejskim biznesie i europejskich mediach traktował jako rzecz, której nie należy nagłaśniać. Starszy, łysawy, miło uśmiechający się pan. Giuseppe Vita. Kilka miesięcy temu świętował 77. urodziny. Zajmował i zajmuje absolutnie kluczowe stanowiska w biznesie dwóch z czterech największych krajów Unii Europejskiej: w Niemczech i we Włoszech. O...
Neokolonializm nad Wisłą Dwie zasadnicze uwagi. Owe wrogie, neokolonialne, jak to określiłem, akcje panów w białych kołnierzykach, trzęsących systemem finansowym, bankowym, ale też medialnym w całej Europie, nie mogłyby być skuteczne, gdyby nie skorumpowanie (bezmyślność, naiwność, łatwowierność, głupota, zła wola, zdrada – niepotrzebne skreślić) wysokich urzędników państwa polskiego, zarówno w administracji centralnej, jak i samorządowej oraz w wymiarze sprawiedliwości, sektorze gospodarki narodowej czy bankowym. Druga uwaga: ten sensacyjny film jest w gruncie rzeczy filmem dokumentalnym. Żaden mistrz scenariusza nie musiałby za wielkie pieniądze wymyślać trzymającej w napięciu akcji i jej sensacyjnych zwrotów. Ów dokument albo też niech będzie – fabularyzowany dokument – jest oparty...
Gracze popadli w nałóg Gdy chodzi o swoistą euroruletkę, którą obserwujemy od wielu miesięcy, reguły tej gry są niepojęte. Dawno przestały stwarzać nawet pozory, że poddają się jakiejś logice, ten bowiem, na kogo pada, i tak w końcu traci wszystko. Wygra ponoć ten, kto bez grosza ostatni odejdzie od stołu. Za krupiera robi szef Europejskiego Banku Centralnego (EBC) we Frankfurcie nad Menem. Włoch Mario Draghi hojnie rozdaje żetony. Obstawiają unijni notable: kanclerz Niemiec, prezydent Francji, premierzy Włoch, Hiszpanii i kilku innych pomniejszych graczy. Nie widać w nich entuzjazmu, raczej zmęczenie, bo gra trwa długo. Gracze sprawiają wrażenie, jakby cierpieli na permanentny ból głowy. Zapomnieli o realnym świecie gospodarki, a abstrakcyjnie wysokie stawki nie robią już...
Gracze popadli w nałóg Gdy chodzi o swoistą euroruletkę, którą obserwujemy od wielu miesięcy, reguły tej gry są niepojęte. Dawno przestały stwarzać nawet pozory, że poddają się jakiejś logice, ten bowiem, na kogo pada, i tak w końcu traci wszystko. Wygra ponoć ten, kto bez grosza ostatni odejdzie od stołu. Za krupiera robi szef Europejskiego Banku Centralnego (EBC) we Frankfurcie nad Menem. Włoch Mario Draghi hojnie rozdaje żetony. Obstawiają unijni notable: kanclerz Niemiec, prezydent Francji, premierzy Włoch, Hiszpanii i kilku innych pomniejszych graczy. Nie widać w nich entuzjazmu, raczej zmęczenie, bo gra trwa długo. Gracze sprawiają wrażenie, jakby cierpieli na permanentny ból głowy. Zapomnieli o realnym świecie gospodarki, a abstrakcyjnie wysokie stawki nie robią już...
Priwislanskij, nadwiślański kraj Ot, stenogram z narady w Ministerstwie Administracji i Cyfryzacji. Narada odbyła się 10 maja tego roku, bez dziennikarzy, ale w XXI wieku ściany mają oczy i uszy – zwłaszcza w resorcie, który ma się zajmować najnowszymi technologiami. Czytam sobie wystąpienie wiceminister środowiska Beaty Jaczewskiej. Funkcję ministerialną objęła 1 grudnia zeszłego roku. Owa pani była wcześniej negocjatorem w imieniu Polski zmian w regulacjach dotyczących ochrony patentowej. W tych rokowaniach dostaliśmy w tyłek – polscy przedsiębiorcy raczej się nie ucieszą, jeśli się dowiedzą, że nasz język polski nie będzie już oficjalnym językiem ochrony patentowej. Chcesz chronić swój wynalazek – to rób to, owszem, ale po angielsku, niemiecku czy francusku, ale, Boże broń, nie po...
Mniej wyborców – wyżej idziesz A jaki jest dziś, Anno Domini 2012, klucz do obejmowania ważnych stanowisk w Polsce? To proste. Bardzo często im mniej głosów dostaniesz, tym wyżej idziesz. Na przykład wicemarszałek sejmu, przepraszam, pani wicemarszałkini, polityczna siostra Palikota Wanda Nowicka, uzyskała w wyborach na terenie Warszawy raptem... 7065 głosów. W stolicy państwa to tyle co nic. Znam sejmiki w Polsce, gdzie z takim wynikiem nie zostaje się radnym. AA, czyli Aktywistka Aborcyjna pani Nowicka, uzyskała wynik wyraźnie poniżej liczby będącej 1 proc. wyborców w swoim okręgu. A teraz umościła się w Prezydium Sejmu. Zasiada w nim z innym wyborczym asem, tym razem spod znaku zielonej koniczynki, Eugeniuszem Grzeszczakiem z PSL. Eksminister w kancelarii premiera Tuska z puli...
MEL jest passe A czemuż to ja o tych ojcach chrzestnych marksizmu-leninizmu dziś bazgrzę niczym o dinozaurach? Czy sprawiła to wysoka temperatura? Też. Na szczęście powietrza, a nie organizmu. Czy może, odnosząc się do „świętej trójcy komunizmu”, jak kiedyś żartowano – za takie żarty szło się do paki, a wyroki żartem już nie były – czyli MEL (Marks-Engels-Lenin), chcę pogrzebać w życiorysie niejednego luminarza nauki, kultury i polityki III RP, dla którego Wieczorowe Uniwersytety Marksizmu-Leninizmu stały się trampoliną do błyskotliwej, kosmopolitycznej kariery? Ale nie, chwilowo nie. Przypominam Karola M. et consortes, żeby stwierdzić: już ta ferajna jest passé. To towarzycho (od słowa: towarzysze) doprawdy jest już kompletnie démodé. Wbrew wysiłkom „Krytyki Politycznej”,...
Gdyby babcia żyła, pokazałbym jej pewnie długą listę tych ludzików w polskiej (i nie tylko) polityce, do których nie warto, nie wolno podchodzić z żadnej strony. Nie moja to wina, że lista byłaby długa. Zresztą, prawdę mówiąc, każdy dzień listę taką wydłuża. Cóż, Aleksander Bocheński, autor „Dziejów głupoty w Polsce”, gdyby dziś pisał swoje pouczające dziełko, musiałby machnąć kilka opasłych tomów, a i to po wcześniejszej surowej selekcji. Oczywiście nie należy mylić głupoty ze zdradą, a ludzi głupich ze zdrajcami. Choć czasem do zdrady prowadzi nie tylko brak zasad, ale i głupota właśnie, a w licznym „poczcie zdrajców polskich” spotkamy głupków wcale niemało. Lista głupców III RP Stare polskie przysłowie mówi: „Głupich nie sieją, sami się rodzą”. Jasna sprawa, tylko czemuż tak...
Zakochani w Donaldzie Oczywiście kocham Polskę, ale denerwują mnie Polacy, których spotykam w kraju. Jedni mają wszystko w nosie, chcą się dorobić, są identyczni jak nasi koledzy i sąsiedzi tam, gdzie mieszkamy. Mówią po polsku, ale mentalnie są jak Niemcy czy Holendrzy, jakby byli wyprani z polskości. Może się ona w nich odezwie na stare lata. Inni nasi rodacy z kolei cały czas kupują propagandę rządu. Śmieszni goście, bez odrobiny autorefleksji, ale jest ich całe stado. Narzekają na władzę, ale potem i tak na tę władzę głosują. Wypisz, wymaluj jak w PRL. Jeszcze inni, np. rodzina żony, wieszają psy na Tusku, ale i tak na niego głosują. A jak im tłumaczę, że to tym z Platformy wystarczy, to się obrażają. Ale jest też coraz więcej ludzi takich jak my. Oni chcą zmian, coś tam robią, są...
Moi herosi Ale to jednak nie piłkarze, może paradoksalnie, najbardziej wryli mi się w pamięć w „moich” pierwszych igrzyskach. I nawet nie wielki, choć mały wzrostem ciężarowiec Zygmunt Smalcerz, który wygrał swoją wagę, jak chciał. Ani nie wielki przegrany śp. Waldemar Baszanowski, który w ciężarach miał złoto w Tokio osiem lat wcześniej i w Meksyku cztery lata potem i który był żelaznym chorążym polskiej ekipy olimpijskiej – niósł biało-czerwoną na trzech kolejnych igrzyskach. A więc nie ciężarowcy. I nie Irena Szewińska, dla której Monachium było najgorsze, bo zdobyła „ledwo” jeden brązowy medal na 200 metrów. Dziś możemy tylko pomarzyć o krążku w sprincie kobiet, a wtedy pani Irena przyzwyczaiła nas, że z każdych igrzysk – poza 1972 r. – wracała ze złotem, a w sumie miała siedem...
Bez koalicji, bez opozycji Jakie jeszcze istotne różnice zauważyć może między Brukselą i Strasburgiem a Warszawą ktoś, kto wcześniej był dwa razy posłem na Sejm RP, a teraz drugą kadencję jest eurodeputowanym? Parlament Europejski jest znacznie lepiej zorganizowany niż nasz parlament narodowy. Terminy posiedzeń zdecydowanej większości komisji PE są już dziś znane do końca roku, a wielu nawet do końca kadencji, czyli do czerwca 2014 r. U nas jest to nie do pomyślenia, bo najczęściej posiedzenia komisji zwoływane są z tygodnia na tydzień. Europarlament jest konstrukcją polityczną dużo bardziej stabilną niż nasza izba niższa. Kadencje Sejmu Rzeczypospolitej można skrócić i w ostatnim 20-leciu nierzadko to robiono – tak było w 1991, 1993 i 2007 r. – choć, co charakterystyczne, w każdej...
NATO? A po co? Świadomie wybieram integrację RP z Unią, a nie RP z NATO. O pierwszym wiem zdecydowanie więcej, choć i o drugim też co nieco, czego nie uświadczysz Czytelniku w żadnym podręczniku. Ot, taki drobiazg. Gdy w 1993 r. po wygranych przez partie Kwaśniewskiego i Pawlaka wyborach do Sejmu rozpoczęto negocjacje o powołaniu rządu koalicyjnego w składzie, uwaga, trzech partii, a wcale nie dwóch: SLD–PSL– Unia Pracy, to reprezentujący postkomunę dyplomata PRL Włodzimierz Konarski, były ambasador PRL przy Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (w latach 80.), stanowczo domagał się, aby wejścia Polski do Paktu Północnoatlantyckiego nie wpisywać jako celu rządu w umowie koalicyjnej… Cóż, potem jednak Amerykanie, jak widać, przekonali Kwaśniewskiego i Millera, by zmienili...
Biczowani przez najemników Ze zdjęcia patrzy na mnie Władek. Niby się uśmiecha, ale wydaje mi się, że posmutniał. Zdjęcie, jedno, drugie, sprzed lat. Władysław, zawsze pełen wiary w przyszłość i ufności w ludzi, tego ciepła w spojrzeniu miał niezmiennie pod dostatkiem. A ja uparcie widzę cień smutku. Patrzy na Polskę z nieba Władek Stasiak i pewnie mu nielekko na sercu. Sprawy państwa polskiego – a to dla niego było najważniejsze – idą źle i coraz gorzej. Sukno Rzeczypospolitej rozrywane jest na kawałki niczym u Sienkiewicza. Myślenia państwowego tyle w obozie władzy, co nic. Ludzi z ojczyzną w sercu, w słowie, ale i w czynie po Smoleńsku już mniej. Brakuje ich, brakuje. Mówi się, że „nie ma ludzi niezastąpionych”, ale to nieprawda. Co by dziś robił Władysław Stasiak? – myślę w pociągu...
Lata medalowe i niemedalowe Mecz z Włochami zakończył się remisem 0:0, co włoscy kibice przyjęli z zachwytem (takie to były czasy!), bo rok wcześniej na mistrzostwach świata w RFN złoiliśmy im tyłek dzięki fenomenalnym golom Andrzeja Szarmacha i Deyny, po niebywałych podaniach Henia Kasperczaka, który jeszcze nie śnił o swojej wielkiej trenerskiej karierze we Francji i Afryce. Henryk, porządny gość, głosowaliśmy na tego samego kandydata na prezydenta w 2010 r…. Wracając do meczu na Stadionie X-lecia – bo tam rozgrywał się ów bezbramkowy mecz – włoscy kibice siedzieli wśród nas i w tamtych dziwnych czasach nikomu to nie przeszkadzało. Pamiętam, że cieszyli się z tego 0:0 cokolwiek, jak dla nas, za głośno, i jakiś Polak z wąsami, który wtedy wydawał mi się mocno starszym panem, a dziś...
Minimalizm Tuska minimalizmem Polaków? Ale przecież nie chodzi tu tylko o naszą pieśń narodową nr 1, choć przecież zawsze hymny zdradzają charakter narodów, które je tworzą. Weźmy np. stare polskie powiedzenie: „jakoś to będzie”. No jasne, pełen spontan, czyli minimalizm organizacyjny i minimalizm planistyczny: „Ja z synowcem na czele? i – jakoś to będzie!” (Adam Mickiewicz, „Pan Tadeusz”). Ta polska mądrość ludowa sprzed 200 lat nie wzięła się przypadkiem. Ktoś, kto ją wymyślił, oddał nastrój ducha rodaków, ich w gruncie rzeczy niewielkie oczekiwanie, że może i jako tako, lecz przecież zawsze, lepiej czy gorzej, będzie, ale będzie. Minęło półtora wieku i furorę w PRL zrobiło inne powiedzonko, które, można rzec, stało się symbolem: „Czy się stoi, czy się leży, 2 tys. się należy” (...
A2 ukończona! Na inaugurację odśpiewano: „Zbudujemy nowy dom”. Cieszmy się, przekonuje opozycję na Twitterze złotousty Igor Janke. Kto się nie cieszy, ten malkontent. I swołocz. Świnia po prostu. Podżegacz. Chce podpalić nasz polski dom. I dlaczego właściwie – trzeba odważnie postawić to pytanie, nie bojąc się nikogo i niczego – dlaczego tej A2 tak nie lubił PiS-owski minister Jerzy Polaczek? Tak nie lubił, że aż nie chciał jej zbudować. To pytanie bez żadnych oporów, bez lęku, patrząc w oczy kułakom, warchołom, elementom antysocjalistycznym oraz pogrobowcom Trumana i karłom stawia Agnieszka Pomaska, posłanka PO z Gdańska, przewodnicząca sejmowej Komisji ds. Unii Europejskiej. Już nie pamięta, jak jej partyjny szef, premier Tusk, mówił, że skoro Pomaska jest w ciąży, to nie może być…...
Reasumując więc: zamiast więc HGW wydawać bezsensowną zgodę na prowokacyjny marsz, powinna zapoznać się z brytyjskim doświadczeniem i brytyjską opinią na temat tegoż marszu. Oczywiście władza w Polsce idzie po najprostszej linii oporu, robiąc obławę na tych, którzy polowali na Rosjan przed lub po meczu. Albo zostali przez Rosjan opluci i zareagowali. Albo szukali rewanżu za wcześniejsze napady rosyjskich kibiców (choćby kiboli Spartaka Moskwa w jednym z warszawskich pubów). Ta władza jest jakoś mniej skora, by karać Rosjan. Wiemy, że część tych, którzy napadli na polskich stewardów przed meczem Rosja–Czechy we Wrocławiu, już z Polski bezkarnie wyjechała. Innych nie można jakoś znaleźć. A może władza zdobyłaby się na minimalny intelektualny wysiłek (czy to w ogóle możliwe?) i uderzyła...
W BBC zdarzały się katastrofalne wpadki, jak np. historia z pewnym czarnoskórym obywatelem, który przyszedł do tejże stacji zapytać o pracę w służbach technicznych, ale miał szczęście mieć identyczne imię i nazwisko jak pewien ekspert zaproszony na wywiad. Bezrobotnego zawleczono do studia i dopiero w trakcie rozmowy na żywo prowadzący zrozumiał, że coś tu jest nie halo… Jednak ostatnia wpadka BBC jest katastrofalna w o wiele większym stopniu. Chodzi o reportaż, w którym z Polski robi się kraj rasistów i antysemitów. Muszę być jednak precyzyjny: „wpadka” i „katastrofa” to określenia z punktu widzenia dziennikarskich standardów, które nakazują wysłuchanie dwóch stron i zachowanie proporcji. Tych zasad w owym reportażu BBC unikała jak diabeł święconej wody. Wiadome jest, że starannie...
19 miesięcy od zapoczątkowania niemieckiego odrodzenia”. Kamera na przestworza. Niebo widziane oczyma pasażera (identyczny, banalny kadr widziałem z migawek podróży premiera III RP). Samolot przecina chmury, pokonuje je, jest nad nimi. I oto pojawia się „najbardziej niemieckie z niemieckich miast”- Norymberga. Maszyna schodzi do lądowania. Widzimy entuzjazm tłumów. Oczekują na wodza. Zaraz, zaraz... Donald Tusk podczas gospodarskich wizyt rozdawał autografy uśmiechniętym, zadowolonym obywatelom i namiętnie się z nimi fotografował. Dzieci, a jakże (to z kolei przypomina mi fotografie i obrazy dobrotliwego Józefa Stalina z pionierami. Cóż, dyktatorzy kochają dzieci, dzieci kochają dyktatorów, zwłaszcza jak dyktator nie wsadza ich rodziców do obozu czy więzienia), kobiety i mężczyźni...
Hitler zaczął, ale miał dobrych kontynuatorów pod każdą szerokością geograficzną i w każdym ustroju. Po sąsiedzku, jeśli można tak to określić – choć z drugiej strony to ten sam naród – NRD stosowała na potęgę doping, w imię komunistyczno-teutońskiej racji stanu. Pływaczki, łyżwiarki i lekkoatletki z Renate Stecher na czele faszerowano „koksem”, aby socjalizm pokazał, że jest górą w konfrontacji z krwiożerczym kapitalizmem. Ale nie tylko narodowi socjaliści i komuniści (w obu wymienionych przykładach chodziło o różne, ale cały czas te same Niemcy) kręcili przy sporcie polityczne lody. Ciekawe, że dotyczyło to również państwa uważanego w pewnej mierze za kolebkę nowoczesnej demokracji i za jej strażnika. Gdy letnie Igrzyska Olimpijskie – proszę nie używać terminu „olimpiada”, bo ściśle...
„Zamknij się”! A przecież amerykańscy mężowie stanu potrafią przywalić między oczy. Nawet ci najwięksi. Pod koniec pierwszej zwycięskiej kampanii prezydenckiej legendarnego Ronalda Reagana, w czasie wizyty tego idola republikanów w stanie Michigan grupa krzykaczy cały czas przerywała przyszłemu prezydentowi i rozbijała mu wiec. Reagan parokrotnie zaczynał zdanie, mówiąc: „Dear citizens of Michigan” („Drodzy obywatele Michigan”), ale systematycznie był zagłuszany. W końcu sam rozjuszony podniósł głos: „Shut up!” („Zamknij się!”), krzyknął i... dostał owacje od sali. Amerykanie bowiem lubią twardzieli potrafiących walnąć pięścią w stół i ostro, a nawet nieparlamentarnie zbesztać przeciwnika, ale nie lubią i nie uznają chamów, dla których nie ma żadnych świętości. Jankesi cenią u...
Urlop z Brukseli Jednak ministerialna kariera Dowgielewicza zaczęła się 10 lat później po zwycięstwie PO w wyborach A.D. 2007. Wówczas został podsunięty Tuskowi przez przeciwników europosła Jacka Saryusza-Wolskiego, uchodzącego w PO za zbyt „twardego” w negocjacjach z naszymi partnerami w UE. Zamiast zbyt ostrego pana Jacka pan Donald wybrał uległego pana Mikołaja. Gdy Tusk udał się do Brukseli, minister Dowgielewicz towarzyszył mu niczym „borowik” z Biura Ochrony Rządu, zawsze stojąc tuż za plecami premiera i niezmiennie genialnie mieszcząc się w kamerze. Był też nieprzytomnym chwalcą skuteczności „Pana Premiera” i jego obfitującej, a jakże, w same sukcesy polityki międzynarodowej. Były minister, a teraz wicegubernator uprawiał propagandę instruktor z KC PZPR do spraw tejże. Opowiadał...
„No sports”?! Mam dwie ulubione anegdoty związane z Churchillem. Pierwsza jest nieco demoralizująca. Na spotkaniu z Anthonym Edenem, następcą sir Winstona na stanowisku szefa rządu Wielkiej Brytanii, przywódcą konkurencyjnej Labour Party (Partii Pracy), obaj panowie mówili o swoim stosunku do uprawiania sportu. Jeden chwalił się, że gra w tenisa, pływa, jeździ konno i fechtuje (dawna nazwa szermierki) i dzięki temu ma znakomite zdrowie i świetnie się czuje. Na co Churchill odparł, że on nie gra w tenisa, nie pływa, nie jeździ konno i nie uprawia szermierki i „jestem jeszcze w lepszym zdrowiu niż Pan, Panie Premierze”... To właśnie z tej rozmowy miała wziąć się słynna maksyma Churchilla: „no sports”, którą słyszałem setki razy od tych wszystkich, którzy nie przepadają za aktywnością...
Wracając do tandemu Donek–Jędrek, czyli prezes Rady Ministrów i prokurator generalny. Wicie, rozumicie, trzeba dać po łapach opozycji. Nadają na rząd, a to „nielzia”. Już zaraz jeden czy drugi biskup przygotuje teologiczne uzasadnienie, że podnoszenie ręki na rząd to grzech ciężki, a ponowne podniesienie ręki na rząd (nawet tylko słowem) – to grzech śmiertelny. Bo przecież każda władza pochodzi od Boga. Niestety dla władzy: takich „biskupów-patriotów” jest w Episkopacie zdecydowana mniejszość, ale z czasem może to się zmieni. Władza przecież potrafi wychowywać kapłanów. Przynajmniej niektórych, bo nie wszyscy dadzą się zresocjalizować. Prezydentowi Komorowskiemu nie spodobało się kazanie w katedrze polowej, to i pognał jego autora. Teraz biskup polowy waży już słowa. Oj, waży. Wracając...
Kierowca był megawkurzony z jeszcze jednego powodu. Otóż oceniał – zapewnie słusznie – że na tym paliwie dojedzie do Krakowa, ale raczej nie z powrotem. Chciał więc dotankować i podjechał do bazy. Tam jednak powiedziano mu, że na tym paliwie chyba uda mu się wrócić z powrotem. Wsiadł, złorzecząc i pojechał. Cóż, ryzyko jest nieodłączną sferą w życiu człowieka, a wzrost adrenaliny może mieć szereg pozytywnych skutków. Pan szofer o tym może nie wiedział, ale baza wiedziała. Tak to już jest, że ci, którzy decydują, lepiej wiedzą od tych, którymi kierują, co tamtym potrzeba do szczęścia. I to nie tylko w Nowym Sączu, gdzie owa baza się znajduje. Nekrologi a „reforma” emerytalna W autobusie, jak to w autobusie, ludzie drzemią, jedzą, czytają gazety i rozmawiają. Studenci jechali do...
Pamiętam moją harującą na paru etatach – byle związać koniec z końcem – śp. Mamę. Brała nadgodziny, bo z pieniędzmi było krucho. Nigdy nie zapisała się do partii komunistycznej i zapłaciła za to – jak bardzo wielu Polaków za PRL – niemałą cenę. Ceną była kariera zawodowa. Przez lata nie mogła wyjeżdżać na Zachód „za karę”, za przedłużenie pobytu naukowego w Belgii. Takich jak ona, ludzi „gorszych” z punktu widzenia władzy, były tłumy. Na barykady nie chodziła, ale syna na Polaka wychowała. Pamiętam – miałem wtedy siedem lat – „przyklejoną” do małego radioodbiornika i słuchającą Wolnej Europy w czasie Grudnia ‘70. Pani profesor, znająca kilka języków obcych, przez lata patrzyła, jak stanowiska na uczelniach, w instytutach naukowych, w PAN-ie obejmują bierni, mierni, ale komunie wierni....
2. W stanie wojennym ZOMO i SB polowało na kwiaty i kwietne krzyże układane choćby w Warszawie (i nie tylko) przy kościele św. Anny – tam, gdzie polski papież odprawił w 1979 r. Mszę świętą dla młodzieży czy na ówczesnym pl. Zwycięstwa (dziś pl. Piłsudskiego), gdzie Jan Paweł II w tymże roku mówił: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej Ziemi”. Dziś już nie ZOMO, a Straż Miejska usuwa kwiaty i znicze z Krakowskiego Przedmieścia. A swoją drogą, czy brytyjskiej policji przyszłoby do głowy usuwać kwiaty i inne dowody sympatii zostawiane po tragicznej śmierci lub w jej rocznice bardzo nielubianej przez dwór królewski księżnej Diany? Jasne, że nie. 3. I wtedy, i teraz policja atakuje manifestantów (choć onegdaj, przyznajmy, brutalniej). I wtedy, i dziś atakuje się młodych ludzi...
Albo też – a piszę to przed 2. rocznicą tragicznej śmierci śp. Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Lecha Kaczyńskiego – maksyma: Audacter calumniare, semper aliquid haeret. Czy owo motto, w tłumaczeniu na polski: „Szkaluj śmiało, zawsze coś przylgnie”, nie powinno czasem wisieć w sali posiedzeń Rady Ministrów w Alejach Ujazdowskich u Tuska i w Pałacu Namiestnikowskim u Komorowskiego na Krakowskim Przedmieściu? I oczywiście Mucha z Nowakiem nie wiedzą (a ich szef pewnie też nie), że przysłowie to jest według Plutarcha przypisywane Mediusowi, współpracownikowi Aleksandra Wielkiego. Albo też choćby i to: Attendite a falsis prophetis. To jasne: „Strzeżcie się fałszywych proroków”. Owe słowa Chrystusa z Kazania na Górze robią tym większe wrażenie we współczesnym kontekście, gdy zna się ich...
28 marca Wielobarwne są dzieje ojczyste. Każdy może w nich znaleźć coś dla siebie. My, ludzie tradycji, mający szacunek dla wiary i Kościoła, nawet jeśli część z nas jest poszukująca czy niewierząca, wspomnimy, że akurat 28 marca 1364 r. konsekrowano katedrę na Wawelu. Uczynił to arcybiskup gnieźnieński Jarosław Bogoria Skotnicki w obecności sędziwego polskiego króla Kazimierza, nie bez kozery nazwanego później Wielkim. Ale pewnie Palikot i jemu podobni wskazaliby, że tegoż dnia w 1689 r. został za ateizm skazany na spalenie na stosie niejaki Kazimierz Łyszczyński. Był to jednak, uczciwie mówiąc, wyjątek od reguły. Polska rzeczywiście była krajem bez stosów, a tolerancja religijna była u nas dużo częściej praktykowana niż choćby w sąsiednich Niemczech, gdzie wojny religijne przez...

Pages