Ryszard Czarnecki

Ryszard Czarnecki
Pokaż mi swój dom (biuro), a powiem ci, kim jesteś. Coś w tym jest. Pamiętam zdziwienie korespondenta pewnej agencji, który zaszedł do gabinetu europosła z koalicji rządowej: na biurku, przy którym siedział ów przedstawiciel władzy, nie było ani jednego papierka, dokumentu czy książki. Był za to, jako jedyny, tygodnik „Wprost” (wtedy pod redakcją Lisa) z krzyczącym tytułem o „seksie na lunch”… W moim biurze są stosy papierów, gazet, książek, które już się nie mieszczą, wycinki, kopie, wszystko to, czego mi potrzeba. Po lewej stronie jest tablica korkowa, a na niej: 1) okładka amerykańskiego „Newsweeka” z 19 grudnia 2011 r. z podobizną kanclerz Merkel ociekającą atramentem niczym krwią i podpisem: „ACHTUNG! It’s Angela”; 2) rysunek Andrzeja Krauzego z podpisem: „Demokracja demokracją, a...
Ryszard Czarnecki
W sprawach gejów i lesbijek Tusk coraz bardziej naśladuje Tarję Kaarinę.  To dlaczego nie miałby jej naśladować w innej sprawie: gazu z Rosji?… Politycy, analitycy, eksperci, dziennikarze i wyborcy w Polsce w ostatnim czasie podzielili się na dwie grupy. Linią podziału był Jamał II i cała okołorządowa heca z tym związana. Bynajmniej, nie był to prosty, zwykły podział: jedni za propozycją rządu, inni przeciw. Nie był – bo nie mógł być. Pierwsza  grupa, większościowa, twierdziła zatem, że Donald Nic Nie Wiem oczywiście, jak zwykle, nic nie wiedział, bo w tym czasie: a) oglądał transmisje meczów; b) sam rżnął w gałę; c) był zajęty oglądaniem sondaży. Druga grupa, mniejszościowa, twierdziła, że jednak prezes Rady Ministrów III RP wiedział, tylko zgrywał głupa. Wersja pierwsza de...
Ryszard Czarnecki
Jak byśmy zareagowali, gdyby jakiś idiota z Zachodu lub kretyn ze Wschodu 17 grudnia 1981 r. opublikował artykuł pt. „Milicjanci pobili się z górnikami z kopalni »Wujek«”? Albo gdyby 11 lat wcześniej, też w grudniu, ukazał się tekst pod tytułem: „Żołnierze znów pobili się z polskimi stoczniowcami”? Wiadomo jak. Takich tytułów oczywiście nie było. Na Wschodzie skuła wszystko cenzura, a na Zachodzie – nawet jeśli wolano milczeć, by nie drażnić Ruskich, czy uprawiano hipokryzję – nie udawano, że kat równa się ofiara. Tak sobie o tym myślałem, gdy w „Gazecie Wyborczej” z 9 kwietnia 2013 r. natknąłem się na tytuł „Egipscy muzułmanie znów biją się z chrześcijanami”. Artykuł nie dotyczył tego, że w szkole na przerwie między lekcjami islamscy uczniowie dali sobie po razie z Koptami, ale o...
Ryszard Czarnecki
Wiwatom nie było końca. Stolica tego nieco ponad 3-milionowego kraju udekorowana była amerykańskimi flagami bardziej niż Waszyngton w czasie styczniowej inauguracji czteroletniej kadencji głowy państwa. Dziesiątki tysięcy Albańczyków krzyczały, setkom szczęśliwców udało się nawet Busha dotknąć, bo ochrona była może trochę mniej skrupulatna niż zazwyczaj. Dopiero gdy George W. Bush wrócił do hotelu, spostrzegł, że entuzjazm entuzjazmem, a na przegubie lewej ręki nie ma… zegarka. Skandal utajniono, żeby na szkle albańskiej miłości do Jankesów nie było tej wstydliwej, złodziejskiej rysy. Dopiero po pewnym czasie sekretarz stanu, czyli  szefowa MSZ USA Condoleezza Rice, wygadała się, że na ołtarzu zacieśniania stosunków z zachodnimi Bałkanami jej szef złożył własny czasomierz. ...
Ryszard Czarnecki
Gdyby życie było bajką, to Tusk, Graś, Arabski et consortes mieliby dziś bardzo dłuuugie nosy niczym Pinokio. Ale życie bajką nie jest, nosów więc dłuższych nie mają, jedynie bardzo nerwowe spojrzenie i rozbiegane oczy. Vide Donald Tusk. Przy najbliższym dzienniku telewizyjnym, gdy usłużnie pokażą prezesa Rady Ministrów III RP, sugeruję – także dla zdrowia psychicznego – wyłączyć fonię i skupić się na mowie ciała tegoż liberała. Jego twarz mówi wszystko. Strach, wściekłość, zniecierpliwienie. Strach przed własnym społeczeństwem, ale także przed partyjnymi towarzyszami, którzy coraz mniej po cichu, a coraz głośniej ostrzą kosy na Donka. Wściekłość, że przegra wybory. Zniecierpliwienie na telewizyjnych dziennikarzy, nawet tych „zaprzyjaźnionych”, którzy nie zawsze już zadają pytania, bijąc...
Ryszard Czarnecki
Pamiętam, co mnie spotkało zaledwie parę miesięcy temu, przed świętami Bożego Narodzenia. Dostałem życzenia świąteczne i noworoczne od dwóch naszych dyplomatów – i gra gitara. Ale na kartce nie było ani nowo narodzonego Dziecięcia, ani Matki Boskiej, ani św. Józefa, ani żłóbka, ani nawet Gwiazdy Betlejemskiej, o aniołkach nie wspominając. Czyżby minister Sikorski realizował program Krzysztofa Kononowicza, zawarty w haśle „Nie będzie niczego”? Nie. Na kartce coś jednak było. Były… dwa konie na biegunach. Jeden po jednej stronie kartki, a drugi po drugiej. A także przerywana kreska i symbol nożyczek, coby sobie owe koniki wyciąć i – w domyśle – na biurku postawić. Nie wiem, czy Sikorski się z koniem na głowę zamienił, ale było to mało śmieszne, a raczej straszne. Rozumiem, że...
Ryszard Czarnecki
Cicho, Madame! Chciałem zacząć tekst w inny sposób, ale z felietonistą jest czasem jak z księdzem, który choć wcześniej przygotowuje treść kazania na niedzielę, ostatecznie wygłasza inną homilię, bo Duch Święty szast-prast zmienił jego plany. Wysłuchałem właśnie w Paryżu w „Maison de la Mutualité” (koło stacji metra Maubert-Mutualité) jednego z najbardziej wpływowych francuskich polityków ostatniej dekady. Gdyby felieton ten pisała Magdalena Środa, określiłaby tę polityk z pewnością mianem „polityczka”. Ale że pisze go Ryszard Czarnecki, to jest tak, jak Pan Bóg przykazał. Michèle Alliot-Marie to zatem wieczna minister, nie ministra, w erze Nicolasa Sarkozy’ego. W latach 2004–2011 była a to ministrem obrony, a to spraw zagranicznych, a to sprawiedliwości. Ba, przez czas jakiś była...
Ryszard Czarnecki
Premier Prusińska, prezydent Grzybowska Skądinąd te rosyjskie (sowieckie) nazwiska w wersji „sdiełano w Parizie” upodabniają polityków z Kremla do kobiet na Litwie. Tam z kolei końcówka „e” służy do rozpoznawania płci. Jak „e” to pani i basta. Ot, choćby prezydent i była komisarz w Komisji Europejskiej Grybauskaite czy była premier i niedoszła prezydent Prunskiene. Niedoszła, bo w Kownie tak długo liczyli głosy, że okazało się, iż głosami właśnie dawnej stolicy wygrał Adamkus. To nie był ostatni cud nad urną na Litwie. Tamtejsi Polacy opowiadali mi, że parokrotnie polskie listy wyborcze były na krawędzi 5-procentowego progu wyborczego, ale zawsze w Kownie liczyli aż do skutku i zawsze – do ostatnich wyborów sprzed paru miesięcy – trochę naszym brakowało. W myśl zasady: nieważne, jak...
Ryszard Czarnecki
Rzecz w tym, że awantura przeniosła się z warstwy wyższej do niższej i tam nie poprzestano na pyskówce. Bilans: pięciu zabitych spośród służby. Jaki morał z tej historii opisywanej przez Albrechta Radziwiłła? Ano taki, że przywódcy narodu powinni uważać zwłaszcza na to, co czynią publicznie. Chcąc nie chcąc, są bowiem wzorcem zachowań, modelem do naśladowania. Syn okrutnego bywało, ale przez to skutecznego wodza Jeremiego – Michał Korybut Wiśniowiecki został wybrany podczas wolnej elekcji na króla Polski. Niestety, niewiele cnót odziedziczył po ojcu. Poddani Jego Królewskiej Mości złośliwie mówili o rezydującym w Warszawie władcy: „Nasz król jegomość mówi siedmioma językami, ale w żadnym z nich nie ma nic do powiedzenia”. Jaki z tego morał? Ano taki, że warto uczyć się języków obcych,...
Ryszard Czarnecki
A ja właśnie wróciłem ze stolicy Armenii. Byłem tam cztery dni, dobre i to. Nie była to moja pierwsza ani druga wizyta, więc trochę już poznałem ten południowokaukaski naród o tragicznej historii, ale jakoś umiejący odnaleźć się w postsowieckiej rzeczywistości. Być jak Mikojan Wysoki urzędnik rządu w Erywaniu przychodzi do mnie do hotelu. Myślałem, że wypijemy kawę w hotelowym lobby, ale minister najwyraźniej nie chce rozmawiać w miejscu, o którym mówi się, że jest podsłuchiwane przez lokalne służby. Idziemy do kawiarni tuż koło głównego placu miasta. Minister opowiada mi historię, która lepiej pokazuje ormiański spryt i umiejętność przetrwania niż opasłe tomy socjologów: „Mieliśmy we władzach sowieckiej partii komunistycznej naszego rodaka Mikojana. Przetrwał wszystkich. Innych...
Ryszard Czarnecki
Jestem w tym kaukaskim państwie po raz trzeci. W ostatnich latach Gruzja stała się dla nas symbolem „nie” dla ekspansji Rosji, a z kolei Polska dla Gruzji – znakiem solidarności dużego europejskiego kraju z państwem małym, które nie zważając na jego europejskie aspiracje niektórzy geografowie wciskają w całości albo w części do Azji. Twarda ręka Miszy Nie ma już śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, którego przemówienie podczas rosyjskiej inwazji na głównym placu Tbilisi tysiące ludzi przerywało okrzykami „Polska, Polska”, „Gruzja, Gruzja”, „Przyjaźń, przyjaźń”. Nie ma już tamtej Polski, ale po ostatnich wyborach parlamentarnych nie ma już także tamtej Gruzji. Przyjeżdżam w gorącym momencie. Przed paroma dniami prezydenta Micheila Saakaszwilego nie wpuszczono do biblioteki...
Ryszard Czarnecki
Dotychczas Pomykała wynosił ze śmietników butelki, stare ubrania, zepsute radia, stare odkurzacze. Sprzedawał to i miał pieniądze, by pić i zapomnieć, jak się utytłał. Ale ci co kupowali od niego rzeczy, które zdążył wygrzebać przed MPO, nie chcieli jakiegoś głupiego zeszytu. No to przyniósł go do mnie. Wyszedł zadowolony – miał na flaszkę. A oto co mi wręczył: „ (początek nieczytelny). (…) Szef siedział u siebie w gabinecie. Przed gabinetem kłębił się tłum, na korytarzu jeszcze większy. Wszystkim mówiliśmy, że premier ma połączenie z prezydentem Francji. Ludzie kiwali głowami z respektem. Wiadomo, nasz Donek dzieli i rządzi w Europie. Ale premier, jak to premier, w tym czasie oglądał transmisję meczu piłkarskiego. Kiedyś oglądał tylko ligę angielską i hiszpańską, teraz już nawet...
Ryszard Czarnecki
Polski hydraulik – brytyjski stereotyp Angielski dziennik woli jednak brnąć w stereotypy. Czy ludziom z „Timesa” starczy odwagi, aby zamieścić inny dowcip rysunkowy? Z życia wzięty? Rozmawia dwoje rodziców, obok kilkulatek: „Jaś uczy się angielskiego. Będzie chuliganem, który razem z resztą brytyjskiej hołoty wpadnie samolotem tanich linii lotniczych na weekend do Krakowa, nachla się, będzie tłukł szyby w knajpach i sikał na ulicy”. Potęga stereotypu? Krakowianie powiedzą, że często taka jest rzeczywistość. Akurat Brytyjczycy powinni cicho siedzieć. Przechodzą przez kryzys światowy stosunkowo lepiej niż wiele innych krajów. Nie dzięki geniuszowi Davida Camerona, lecz w jakiejś mierze dzięki setkom tysięcy naszych rodaków, którzy swoją ciężką pracą oliwią tryby gospodarki w...
Ryszard Czarnecki
Euroniebo dla Mario W przypadku USA są tam tacy, co trzymają się mocno. Choćby zawsze potężny tygodnik „Time”. W ostatnim jego numerze następuje istna medialna beatyfikacja Włocha Mario Draghi, od niedawna szefa Europejskiego Banku Centralnego z siedzibą we Frankfurcie nad Menem. Bankowiec z Italii z półbolesnym uśmiechem i wzrokiem wpatrzonym w niejasną przyszłość jest według „Time’a” niczym dzielny szeryf z XIX w. Dowiadujemy się – zupełnie jak w rycerskim eposie z czasów średniowiecza – że „walka Mario Draghi o uratowanie euro i snu o zjednoczonej Europie właśnie się rozpoczęła”... Słodkie to. Jak dalej ten kult jednostki będzie się rozwijał, to Draghi za życia pójdzie do euronieba. Ja tam już wolę stary, tradycyjny czyściec („nobody is perfect”), który w moim przypadku sporo potrwa...
Ryszard Czarnecki
Czemu o tym w ogóle do Was piszę? Nie tylko dlatego, że – jak pisał Cyprian Kamil Norwid – „przeszłość to dziś, tylko cokolwiek dalej”. Piszę do was dlatego, że ci młodzi Polacy w wieku Twoim, Przemku, i Twoim, Bartku, starsi od Was i młodsi poszli się bić za Polskę, choć przecież nie musieli, nie było to żadnym formalnym obowiązkiem. Poszli, bo chcieli. Poszli – bo kochali Polskę, jakby to dziś staroświecko zabrzmiało. Oczywiście byli też tacy ich rówieśnicy, którzy mieli to w nosie. Byli też tacy, którzy robili kariery w carskich instytucjach. Przecież w zaborze rosyjskim większość cenzorów to byli Polacy! Gorliwie tropili wszelkie aluzje do Niepodległości, skreślali w gazetach odwołania do narodowej dumy czy wspomnienia dawnej wielkości polskiego ducha i polskiego państwa. Tak...
Ryszard Czarnecki
Pozwolę sobie przypomnieć, że laureatami Nagród Czarneckiego w latach ubiegłych byli: – za rok 2010: prof. Zdzisław Krasnodębski, pisarz Jarosław Marek Rymkiewicz, Marek Krajewski (autor kryminałów), reżyser Jerzy Zalewski, rysownik Andrzej Krauze, publicysta Jan Pospieszalski, bokser Tomasz Adamek, dziennikarki Majka Dłużewska i Joanna Lichocka (jedyny nagrodzony duet), blogerka Kataryna, prof. Jadwiga Staniszkis, pisarz Marek Nowakowski, pisarz Marcin Wolski. – za rok 2011: muzyk Michał Lorenc, aktorka Katarzyna Łaniewska, senator Stanisław Kogut, raper Pjus, bloger Foxx, tenisistka Agnieszka Radwańska, poeta Wojciech Wencel, biegaczka narciarska Justyna Kowalczyk, prof. Andrzej Nowak, organizatorzy marszy 11 listopada i 13 grudnia, aktor Jerzy Zelnik, rysownik Janusz Kapusta,...
Ryszard Czarnecki
Antynagrody Czarneckiego przyznawane są po raz trzeci z rzędu. Niektórzy „zdobywcy” tych pejoratywnych wyróżnień są, jak Państwo zobaczą, recydywistami. Te typy tak już mają – trawestując Ryszarda Rynkowskiego. Oto triumfatorzy z lat ubiegłych: 2010 r.: Michał Tusk, Jan Grzechowiak (redaktor „GW” na Pomorzu), Andrzej Chyra, Wojciech Fibak, Kuba Wojewódzki, Franciszek Smuda, Krzysztof Materna, Daniel Olbrychski, Jan Kidawa-Błoński, Roman Polański, Kazimierz Kutz, Stanisław Tym, bp. Tadeusz Pieronek, gen. Mieczysław Cieniuch (szef Sztabu Generalnego WP). 2011 r.: PZPN, Ewa Kopacz, Cezary Grabarczyk, Jerzy Miller, Joanna Kluzik-Rostkowska, Radosław Sikorski, Paweł Graś, Donald Tusk, Stanisław Żelichowski, Bronisław Komorowski, Hanna Gronkiewicz-Waltz, Janina Paradowska....
Ryszard Czarnecki
17 września 1939 – data agresji Rosji Sowieckiej na Polskę walczącą z III Rzeszą Niemiecką. Armia Czerwona była okupantem, choć dziś stawia się jej w naszym kraju pomniki, a celebryci w świetle kamer maszerują na groby sowieckich żołnierzy ze zniczami. Moskwa wbiła nam nóż w plecy, o czym w PRL mówić nie można było, a dziś, w III RP, mówić nie wypada. Wypędzeni – Polacy z Wileńszczyzny, Ziemi Lwowskiej, Wołynia, Podola, Nowogrodczyzny, którzy po 1945 i 1956 r., w dwóch falach, wbrew ich woli, wyrzuceni zostali z Kresów Wschodnich RP. Dziś o tych naszych rodakach w mainstreamowych mediach cisza. Woli się pisać i mówić o „wypędzonych” Niemcach. A ci przecież opuścili swoje albo cudze domy (do których wprowadzili się, np. w Wielkopolsce, po wrześniu 1939 r.) w efekcie decyzji aliantów (...
Ryszard Czarnecki
Tomaszowi Wołkowi – objęcia wreszcie wymarzonej funkcji redaktora naczelnego kolejnej gazety („Rzepa”?) i w związku z tym realizacji słów Greka Zorby: „Jaka piękna katastrofa”. Marianowi Opani – żeby mu więcej żadna butelka wódki nie wypadła z ręki, roztrzaskując się o podłogę, zwłaszcza gdy jest to butelka ostatnia. Szymonowi Majewskiemu – trwania po jasnej stronie mocy, skoro już przekroczył rubikon i ośmielił się dobrze powiedzieć o PiS. Pawłowi Kukizowi – kontynuacji w tworzenia songów quasi-politycznych, np. skomponowania utworu: „PiS: zbliża się”. Grzegorzowi Hajdarowiczowi – odwagi przyznania, że KPN w jego życiorysie oznaczał po prostu „Koniak Pędzony Nocą”. Bronisławowi Wildsteinowi – równie ciekawych kolejnych 60 lat oraz napisania wspomnień, które wstrząsną Polską....
Ryszard Czarnecki
AK, UBB i bibuła Gdy już byłem w stolicy Dolnego Śląska, gdzie studiowałem na I roku historii Uniwersytetu Wrocławskiego im. Bolesława Bieruta (sic!), okazało się, że w czasie pacyfikacji strajku na Politechnice Wrocławskiej zmarł pracownik tej uczelni Jan Kostecki. Prawdopodobnie był pierwszą cywilną ofiarą stanu wojennego. Jego grób odwiedzałem później wiele razy na cmentarzu parafii bodaj św. Wawrzyńca przy ul. Bujwida. Zaczęła się konspiracja. Robiliśmy dalej swoje, jak dziesiątki tysięcy Polaków w różnym wieku i różnych zawodów. Przydały się liczne lektury o konspiracji z czasów Polskiego Państwa Podziemnego. Czasy niby inne, okupant inny, ale ileż wspólnego… Na moim UBB (Uniwersytet im. Brigitte Bardot – śmieliśmy się) konspirowali niemal wszyscy. Dyshonorem był brak sprzeciwu...
Ryszard Czarnecki
Marszałek Franciszek Bieliński, mój przodek po kądzieli (po śp. Mamie Marii Janinie Bielińskiej-Czarneckiej) – bo o nim mowa – burknął, że żadnego klechy, do tego jeszcze nieumówionego, przyjmować nie zamierza. Ksiądz jednak nie dawał za wygraną i dobijał się nadal. Był nim Jan Baudoin de Courtenay, twórca pierwszych w stolicy Rzeczypospolitej ochronek dla dzieci. W końcu żądający jałmużny na szlachetny cel kapłan przedarł się przez kordon służby i wpadł do pokoju, w którym marszałek wciąż przegrywał, i to zdaje się niemało. Tego już Bieliński nie zdzierżył, wpadł w furię i wymierzył księdzu siarczysty policzek. Baudoin de Courtenay przyjął to ze stoickim spokojem i rzekł: „Panie marszałku, to dla mnie, a co dla moich dzieci?”. Tyle rodzinna anegdota. Pragnę uspokoić czytelników – mój...
Ryszard Czarnecki
10 Downing Street A jednak lider konserwatystów zaskoczył mnie. Po pierwsze – nie wiedziałem, że jest mańkutem. Po drugie – nie miałem pojęcia, że pisze wiecznym piórem ze stalówką. Cóż, rzeczywiście konserwatywny gość. Za moich najmłodszych lat szkolnych pisało się, a w zasadzie kaligrafowało, piórami ze stalówkami maczanymi w atramencie, który znajdował się w pojemniczku osadzonym w dziurze na środku ławki. Tak było. A tak na marginesie: sala posiedzeń gabinetu Camerona jest parę razy mniejsza (!) niż niegdyś Sala Świetlikowa, a obecnie Sala im. Frycza Modrzewskiego, w której urzęduje Rada Ministrów Rzeczypospolitej Polskiej. To ciekawe, bo Zjednoczone Krolestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej jest od Polski liczniejsze ponad półtora raza. W kancelarii brytyjskiego premiera...
Ryszard Czarnecki
W VIP-owskim saloniku na lotnisku jest osiem gazet: pięć po rumuńsku, trzy po rosyjsku i żadnej zachodniej. Dla magazynów ilustrowanych proporcje są jednak wręcz odwrotne: jedna po rumuńsku i aż cztery po rosyjsku. Nie ma już Mołdawskiej Socjalistycznej Republiki Sowieckiej, ale Rosję tu słychać, widać i czuć. I to nie tylko w Naddniestrzu, które ogłosiło „niepodległość” i utworzyło własne, nieuznawane przez nikogo państewko, głównie dzięki rosyjskiej armii. Żołnierze z Moskwy wciąż tu stacjonują, choć zaprawiony w gierkach z sąsiadami Kreml formalnie nie uznaje Naddniestrzańskiej Republiki Mołdawskiej. Długi cień Kremla Naddniestrze jest bogatsze od rumuńskojęzycznej reszty kraju. Decydują o tym dwie rzeczy: przemysł i powiązania gospodarcze z rosyjskimi elitami finansowo-...
Ryszard Czarnecki
Twarda Irlandia W najnowszej historii Europy mamy dziesiątki takich przykładów. Pamiętamy, jak obruszano się na Irlandię, która odrzuciła w referendum traktat z Nicei. Wielu europejskich polityków i wiele mediów w różnych krajach członkowskich UE ubolewało, że Dublin nie chce grać w europejskiej orkiestrze, że integrację opóźnia czy spowalnia, że nie rozumie wyzwań stojących przed Unią, nie czuje „ducha czasów”. A Irlandczycy po prostu walczyli o swoje. Nie chcieli np., aby nowy eurotraktat stał się furtką do tzw. harmonizacji podatkowej. Irlandia przez lata przyciągała różne firmy, zwłaszcza amerykańskie – ale nie tylko – aby inwestować tam ze względu na niskie podatki dla firm. Jej podatkowy urok całkowicie by wyparował, gdyby ujednolicono podatki według dużo wyższej skali – takiej,...
Ryszard Czarnecki
Amerykańskie źdźbło, nasza belka Z wiktorii BHO ucieszono się też szczerze w wielu amerykańskich domach. Ich sprawa, ich kraj, ich cyrk, ich małpy. Nie napiszę w tym miejscu „każda potwora znajdzie amatora”, bo byłoby to politycznie niepoprawne, a przecież, jak Szanowni Czytelnicy wiedzą, kocham polityczną poprawność, sorry, BHO, political correctness. Nie będę narzekał na Jankesów, że wybrali faceta, który załatwił im gospodarczą stagnacją, a obiecywał cuda wianki. Nie będę, bo nie chcę tylko widzieć źdźbła (no, trochę przesadziłem) w amerykańskim oku, a nie dostrzegać belki w oku naszym, własnym, słowiańskim, polskim. Panie Marku, tu nie chodzi o pana. Tu chodzi o pana Donka. On też, jak BHO, tylko za każdym razem o rok wcześniej, obiecuje gruszki na wierzbie, lud go wybiera, a potem...
Ryszard Czarnecki
Jeśli Platforma porządzi jeszcze dwadzieścia parę miesięcy, to będzie można podsumować: było to „siedem lat chudych”. Wiadomo, że w polskim przypadku siedem lat tłustych ograniczyło się do niespełna dwóch i zakończył je rok, nomen omen, 2007... Skoro miałoby być siedem lat chudych, to pozwoliłem sobie wybrać siedem spektakularnie niespełnionych obietnic ekipy PO–PSL. Oczywiście, każdy czytelnik „Gazety Polskiej” mógłby w subiektywnym rankingu wybrać siedemdziesiąt siedem innych Pustych Obietnic. Ale ja wybrałem akurat te siedem. Tak, tak, wiem, jest z czego wybierać. Z 200 obietnic z exposé w 2007 r. Donald Tusk spełnił... kilkanaście, z 60 z exposé z 2011 r. spełnił kilka, ale akurat te, które uderzają w ludzi (choćby antyreforma antyemerytalna). Wiadoma sprawa – jak Tusk obieca...
Ryszard Czarnecki
Odmowa ta jest sprzeczna z polityką audiowizualną UE. Regulują ją przede wszystkim art. 167 i 173 traktatu o funkcjonowaniu UE. Najważniejsze przepisy szczegółowe w tym obszarze są zawarte w dyrektywie Komisji Europejskiej, która weszła w życie w grudniu 2007 r. Skądinąd z uśmiechem patrzę, jak środowiska lewicowe i liberalne domagają się ratyfikacji Karty Praw Podstawowych (nie chciał tego śp. Prezydent Lech Kaczyński, ale też rząd premiera Jarosława Kaczyńskiego w 2007 r.). Rzecz w tym, iż owa Karta wprost mówi o... poszanowaniu wolności i pluralizmu mediów! Jednoznaczny w wymowie jest „Komunikat Komisji Europejskiej na temat przyszłości europejskich regulacji dotyczących mediów audiowizualnych” z 12 grudnia 2003 r. Mówi on, iż „ochrona pluralizmu medialnego jest przede wszystkim...
Ryszard Czarnecki
Pani ministra na zdrowie Sarmatów A więc taka była wola nieba, żeby z tegoż nieba lało się przed meczem z Albionem niczym z cebra. Istny POtop. Niebo zapłakało nad losem Sarmatów. To ładny gest ze strony góry, zważywszy na drobny fakt, że przecież sami Sarmaci zgotowali sobie ten los. Zagłosowali na chłopaka z podwórka i jego ferajnę, no to ferajna jedzie po bandzie. Nie dziwimy się przecież, że Stadion Narodowy i jego legendarny dach przeciwsłoneczny (no bo nie przeciwdeszczowy – to byłoby zbyt proste) okazał się megabublem. Nie dziwimy się, bo ta ryba psuje się od głowy. Państwo jest bublem, administracja, wymiar sprawiedliwości, służba zdrowia itp., itd. – wszystko to bubel na bublu, bubel bublem pogania, to i stadion też bubel jak ta lala. No, co prawda premie dla szefów Narodowego...
Ryszard Czarnecki
Rzecz działa się w Brukseli kilkanaście lat temu. Chodziło o Theodorosa Pangalosa, szefa MSZ w socjalistycznym rządzie Hellady. Pana Pangalosa poznałem osobiście. Był rok 1998. Ateny. Byłem wtedy najmłodszym ministrem rządu Jerzego Buzka. Ba, najmłodszym w całej historii Polski po 1989 r. (później byli jeszcze młodsi). Miałem 34 lata. Wchodziłem w skład oficjalnej delegacji polskiego rządu, która udała się do stolicy Grecji towarzyszyć… prezydentowi Aleksandrowi Kwaśniewskiemu. Ministrowie z AWS i prezydent z PZPR. Nie przejmuj się, Kwaśniewski W czasie oficjalnego obiadu siedziałem przy jednym stole właśnie z Pangalosem i Kwaśniewskim. Grecja to kraj, w którym smykałka do polityki przechodzi z ojca na syna, z syna na wnuka i tak dalej. Tak było w przypadku Jeoriosa Papandreu, do...
Ryszard Czarnecki
A więc słów parę o amerykańskich wyborach. Mitt Romney nie jest z mojej bajki. Ani mnie ziębi, ani grzeje. Nie chodzi wcale o to, że jest mormonem, bo znam aktywnego szefa jednego z klubów „Gazety Polskiej”, który też jest tego wyznania. Mogę wymienić wielu współczesnych amerykańskich polityków, którzy podobają mi się bardziej niż były gubernator, jak choćby jego przyszły (miejmy nadzieję) wiceprezydent Paul Ryan, znacznie przecież efektowniejszy i twardszy niż Romney. Ale też Rick Santorum, prawicowy ojciec gromadki dzieci, który przepadł w prawyborach, Sarah Palin, błyskotliwa i znienawidzona przez salony, czy choćby sędziwy republikański lis, wielki wyga Newt Gingrich. Ale nawet ten niebudzący moich zbyt pozytywnych emocji Romney jest sto, ba, dwieście razy lepszy niż obecny prezydent...
Ryszard Czarnecki
Raport z alei Szucha Zajmijmy się tym, o czym ani widu, ani słychu w mediach. Mam w ręku niebywale ciekawy raport „Polska służba zagraniczna”, przygotowany na podstawie badań ankietowych „Godna praca w służbie zagranicznej” przez Komisję Międzyzakładową NSZZ „Solidarność” Pracowników Służby Zagranicznej. Przewodniczącym Solidarności w MSZ jest były ambasador RP na Białorusi Mariusz Maszkiewicz, który najpierw zadarł z Łukaszenką, a teraz z Tuskiem. Lektura owego raportu jest porażająca. Resort z alei Szucha (skądinąd, ciekawe miejsce do roboty) oglądać możemy oczami jego pracowników. Ci, którzy odpowiadali na pytania badawcze zawarte w ankietach, to raczej wygi niż nowicjusze: ponad 60 proc. z nich przepracowało w tym ministerstwie ponad 10 lat. Blisko 7 na 10 to pracownicy...
Ryszard Czarnecki
W Ameryce władcą mediów jest Ted Turner, czyli Robert Edward Turner III. Właściciel CNN i przez 10 lat mąż słynnej aktorki Jane Fondy. W 1991 r. został Człowiekiem Roku według tygodnika „Time”. Zupełnie przypadkiem jest jego współwłaścicielem. Ten czwarty… Do Ruperta, Silvia i Teda dodać należy jeszcze jednego bohatera. Najmniej znanego. To człowiek absolutnego cienia. Ma długi życiorys i długie ręce, ale sprawia wrażenie jakby swoje wpływy w europejskim biznesie i europejskich mediach traktował jako rzecz, której nie należy nagłaśniać. Starszy, łysawy, miło uśmiechający się pan. Giuseppe Vita. Kilka miesięcy temu świętował 77. urodziny. Zajmował i zajmuje absolutnie kluczowe stanowiska w biznesie dwóch z czterech największych krajów Unii Europejskiej: w Niemczech i we Włoszech. O...
Ryszard Czarnecki
Neokolonializm nad Wisłą Dwie zasadnicze uwagi. Owe wrogie, neokolonialne, jak to określiłem, akcje panów w białych kołnierzykach, trzęsących systemem finansowym, bankowym, ale też medialnym w całej Europie, nie mogłyby być skuteczne, gdyby nie skorumpowanie (bezmyślność, naiwność, łatwowierność, głupota, zła wola, zdrada – niepotrzebne skreślić) wysokich urzędników państwa polskiego, zarówno w administracji centralnej, jak i samorządowej oraz w wymiarze sprawiedliwości, sektorze gospodarki narodowej czy bankowym. Druga uwaga: ten sensacyjny film jest w gruncie rzeczy filmem dokumentalnym. Żaden mistrz scenariusza nie musiałby za wielkie pieniądze wymyślać trzymającej w napięciu akcji i jej sensacyjnych zwrotów. Ów dokument albo też niech będzie – fabularyzowany dokument – jest oparty...
Gracze popadli w nałóg Gdy chodzi o swoistą euroruletkę, którą obserwujemy od wielu miesięcy, reguły tej gry są niepojęte. Dawno przestały stwarzać nawet pozory, że poddają się jakiejś logice, ten bowiem, na kogo pada, i tak w końcu traci wszystko. Wygra ponoć ten, kto bez grosza ostatni odejdzie od stołu. Za krupiera robi szef Europejskiego Banku Centralnego (EBC) we Frankfurcie nad Menem. Włoch Mario Draghi hojnie rozdaje żetony. Obstawiają unijni notable: kanclerz Niemiec, prezydent Francji, premierzy Włoch, Hiszpanii i kilku innych pomniejszych graczy. Nie widać w nich entuzjazmu, raczej zmęczenie, bo gra trwa długo. Gracze sprawiają wrażenie, jakby cierpieli na permanentny ból głowy. Zapomnieli o realnym świecie gospodarki, a abstrakcyjnie wysokie stawki nie robią już...
Ryszard Czarnecki
Gracze popadli w nałóg Gdy chodzi o swoistą euroruletkę, którą obserwujemy od wielu miesięcy, reguły tej gry są niepojęte. Dawno przestały stwarzać nawet pozory, że poddają się jakiejś logice, ten bowiem, na kogo pada, i tak w końcu traci wszystko. Wygra ponoć ten, kto bez grosza ostatni odejdzie od stołu. Za krupiera robi szef Europejskiego Banku Centralnego (EBC) we Frankfurcie nad Menem. Włoch Mario Draghi hojnie rozdaje żetony. Obstawiają unijni notable: kanclerz Niemiec, prezydent Francji, premierzy Włoch, Hiszpanii i kilku innych pomniejszych graczy. Nie widać w nich entuzjazmu, raczej zmęczenie, bo gra trwa długo. Gracze sprawiają wrażenie, jakby cierpieli na permanentny ból głowy. Zapomnieli o realnym świecie gospodarki, a abstrakcyjnie wysokie stawki nie robią już...
Ryszard Czarnecki
Priwislanskij, nadwiślański kraj Ot, stenogram z narady w Ministerstwie Administracji i Cyfryzacji. Narada odbyła się 10 maja tego roku, bez dziennikarzy, ale w XXI wieku ściany mają oczy i uszy – zwłaszcza w resorcie, który ma się zajmować najnowszymi technologiami. Czytam sobie wystąpienie wiceminister środowiska Beaty Jaczewskiej. Funkcję ministerialną objęła 1 grudnia zeszłego roku. Owa pani była wcześniej negocjatorem w imieniu Polski zmian w regulacjach dotyczących ochrony patentowej. W tych rokowaniach dostaliśmy w tyłek – polscy przedsiębiorcy raczej się nie ucieszą, jeśli się dowiedzą, że nasz język polski nie będzie już oficjalnym językiem ochrony patentowej. Chcesz chronić swój wynalazek – to rób to, owszem, ale po angielsku, niemiecku czy francusku, ale, Boże broń, nie po...
Ryszard Czarnecki
Mniej wyborców – wyżej idziesz A jaki jest dziś, Anno Domini 2012, klucz do obejmowania ważnych stanowisk w Polsce? To proste. Bardzo często im mniej głosów dostaniesz, tym wyżej idziesz. Na przykład wicemarszałek sejmu, przepraszam, pani wicemarszałkini, polityczna siostra Palikota Wanda Nowicka, uzyskała w wyborach na terenie Warszawy raptem... 7065 głosów. W stolicy państwa to tyle co nic. Znam sejmiki w Polsce, gdzie z takim wynikiem nie zostaje się radnym. AA, czyli Aktywistka Aborcyjna pani Nowicka, uzyskała wynik wyraźnie poniżej liczby będącej 1 proc. wyborców w swoim okręgu. A teraz umościła się w Prezydium Sejmu. Zasiada w nim z innym wyborczym asem, tym razem spod znaku zielonej koniczynki, Eugeniuszem Grzeszczakiem z PSL. Eksminister w kancelarii premiera Tuska z puli...
Ryszard Czarnecki
MEL jest passe A czemuż to ja o tych ojcach chrzestnych marksizmu-leninizmu dziś bazgrzę niczym o dinozaurach? Czy sprawiła to wysoka temperatura? Też. Na szczęście powietrza, a nie organizmu. Czy może, odnosząc się do „świętej trójcy komunizmu”, jak kiedyś żartowano – za takie żarty szło się do paki, a wyroki żartem już nie były – czyli MEL (Marks-Engels-Lenin), chcę pogrzebać w życiorysie niejednego luminarza nauki, kultury i polityki III RP, dla którego Wieczorowe Uniwersytety Marksizmu-Leninizmu stały się trampoliną do błyskotliwej, kosmopolitycznej kariery? Ale nie, chwilowo nie. Przypominam Karola M. et consortes, żeby stwierdzić: już ta ferajna jest passé. To towarzycho (od słowa: towarzysze) doprawdy jest już kompletnie démodé. Wbrew wysiłkom „Krytyki Politycznej”,...
Ryszard Czarnecki
Gdyby babcia żyła, pokazałbym jej pewnie długą listę tych ludzików w polskiej (i nie tylko) polityce, do których nie warto, nie wolno podchodzić z żadnej strony. Nie moja to wina, że lista byłaby długa. Zresztą, prawdę mówiąc, każdy dzień listę taką wydłuża. Cóż, Aleksander Bocheński, autor „Dziejów głupoty w Polsce”, gdyby dziś pisał swoje pouczające dziełko, musiałby machnąć kilka opasłych tomów, a i to po wcześniejszej surowej selekcji. Oczywiście nie należy mylić głupoty ze zdradą, a ludzi głupich ze zdrajcami. Choć czasem do zdrady prowadzi nie tylko brak zasad, ale i głupota właśnie, a w licznym „poczcie zdrajców polskich” spotkamy głupków wcale niemało. Lista głupców III RP Stare polskie przysłowie mówi: „Głupich nie sieją, sami się rodzą”. Jasna sprawa, tylko czemuż tak...
Ryszard Czarnecki
Zakochani w Donaldzie Oczywiście kocham Polskę, ale denerwują mnie Polacy, których spotykam w kraju. Jedni mają wszystko w nosie, chcą się dorobić, są identyczni jak nasi koledzy i sąsiedzi tam, gdzie mieszkamy. Mówią po polsku, ale mentalnie są jak Niemcy czy Holendrzy, jakby byli wyprani z polskości. Może się ona w nich odezwie na stare lata. Inni nasi rodacy z kolei cały czas kupują propagandę rządu. Śmieszni goście, bez odrobiny autorefleksji, ale jest ich całe stado. Narzekają na władzę, ale potem i tak na tę władzę głosują. Wypisz, wymaluj jak w PRL. Jeszcze inni, np. rodzina żony, wieszają psy na Tusku, ale i tak na niego głosują. A jak im tłumaczę, że to tym z Platformy wystarczy, to się obrażają. Ale jest też coraz więcej ludzi takich jak my. Oni chcą zmian, coś tam robią, są...
Ryszard Czarnecki
Moi herosi Ale to jednak nie piłkarze, może paradoksalnie, najbardziej wryli mi się w pamięć w „moich” pierwszych igrzyskach. I nawet nie wielki, choć mały wzrostem ciężarowiec Zygmunt Smalcerz, który wygrał swoją wagę, jak chciał. Ani nie wielki przegrany śp. Waldemar Baszanowski, który w ciężarach miał złoto w Tokio osiem lat wcześniej i w Meksyku cztery lata potem i który był żelaznym chorążym polskiej ekipy olimpijskiej – niósł biało-czerwoną na trzech kolejnych igrzyskach. A więc nie ciężarowcy. I nie Irena Szewińska, dla której Monachium było najgorsze, bo zdobyła „ledwo” jeden brązowy medal na 200 metrów. Dziś możemy tylko pomarzyć o krążku w sprincie kobiet, a wtedy pani Irena przyzwyczaiła nas, że z każdych igrzysk – poza 1972 r. – wracała ze złotem, a w sumie miała siedem...
Ryszard Czarnecki
Bez koalicji, bez opozycji Jakie jeszcze istotne różnice zauważyć może między Brukselą i Strasburgiem a Warszawą ktoś, kto wcześniej był dwa razy posłem na Sejm RP, a teraz drugą kadencję jest eurodeputowanym? Parlament Europejski jest znacznie lepiej zorganizowany niż nasz parlament narodowy. Terminy posiedzeń zdecydowanej większości komisji PE są już dziś znane do końca roku, a wielu nawet do końca kadencji, czyli do czerwca 2014 r. U nas jest to nie do pomyślenia, bo najczęściej posiedzenia komisji zwoływane są z tygodnia na tydzień. Europarlament jest konstrukcją polityczną dużo bardziej stabilną niż nasza izba niższa. Kadencje Sejmu Rzeczypospolitej można skrócić i w ostatnim 20-leciu nierzadko to robiono – tak było w 1991, 1993 i 2007 r. – choć, co charakterystyczne, w każdej...
Ryszard Czarnecki
NATO? A po co? Świadomie wybieram integrację RP z Unią, a nie RP z NATO. O pierwszym wiem zdecydowanie więcej, choć i o drugim też co nieco, czego nie uświadczysz Czytelniku w żadnym podręczniku. Ot, taki drobiazg. Gdy w 1993 r. po wygranych przez partie Kwaśniewskiego i Pawlaka wyborach do Sejmu rozpoczęto negocjacje o powołaniu rządu koalicyjnego w składzie, uwaga, trzech partii, a wcale nie dwóch: SLD–PSL– Unia Pracy, to reprezentujący postkomunę dyplomata PRL Włodzimierz Konarski, były ambasador PRL przy Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (w latach 80.), stanowczo domagał się, aby wejścia Polski do Paktu Północnoatlantyckiego nie wpisywać jako celu rządu w umowie koalicyjnej… Cóż, potem jednak Amerykanie, jak widać, przekonali Kwaśniewskiego i Millera, by zmienili...
Ryszard Czarnecki
Biczowani przez najemników Ze zdjęcia patrzy na mnie Władek. Niby się uśmiecha, ale wydaje mi się, że posmutniał. Zdjęcie, jedno, drugie, sprzed lat. Władysław, zawsze pełen wiary w przyszłość i ufności w ludzi, tego ciepła w spojrzeniu miał niezmiennie pod dostatkiem. A ja uparcie widzę cień smutku. Patrzy na Polskę z nieba Władek Stasiak i pewnie mu nielekko na sercu. Sprawy państwa polskiego – a to dla niego było najważniejsze – idą źle i coraz gorzej. Sukno Rzeczypospolitej rozrywane jest na kawałki niczym u Sienkiewicza. Myślenia państwowego tyle w obozie władzy, co nic. Ludzi z ojczyzną w sercu, w słowie, ale i w czynie po Smoleńsku już mniej. Brakuje ich, brakuje. Mówi się, że „nie ma ludzi niezastąpionych”, ale to nieprawda. Co by dziś robił Władysław Stasiak? – myślę w pociągu...
Ryszard Czarnecki
Lata medalowe i niemedalowe Mecz z Włochami zakończył się remisem 0:0, co włoscy kibice przyjęli z zachwytem (takie to były czasy!), bo rok wcześniej na mistrzostwach świata w RFN złoiliśmy im tyłek dzięki fenomenalnym golom Andrzeja Szarmacha i Deyny, po niebywałych podaniach Henia Kasperczaka, który jeszcze nie śnił o swojej wielkiej trenerskiej karierze we Francji i Afryce. Henryk, porządny gość, głosowaliśmy na tego samego kandydata na prezydenta w 2010 r…. Wracając do meczu na Stadionie X-lecia – bo tam rozgrywał się ów bezbramkowy mecz – włoscy kibice siedzieli wśród nas i w tamtych dziwnych czasach nikomu to nie przeszkadzało. Pamiętam, że cieszyli się z tego 0:0 cokolwiek, jak dla nas, za głośno, i jakiś Polak z wąsami, który wtedy wydawał mi się mocno starszym panem, a dziś...

Pages