Raport z zatopionego miejsca

Nikt nie mówił, że wody będzie tak wiele

Podobne wspomnienia ma inna sklepikarka – Agata Wolska. – Gdy przyszła powódź, zaczęliśmy wynosić, co się dało, ze sklepu. Przyjechała policja, mówiąc, że jest ewakuacja – mówi. – Ludzie nie wiedzieli, co robić. Czy wyjeżdżać, czy nie. Mówiło się, że woda będzie najwyżej po kolana. Potem siedziałam na dachu i patrzyłam, jak woda przybiera. Koło mojego domu płynie rzeka. W pewnym momencie odnotowałam, że płynie ona w innym kierunku. Zerwało most. To właśnie ta rzeczka nas zalała. Woda przyszła strasznie szybko. Słychać było taki szum, jakby obok był wodospad.

Księdza Jana Mazura fale zniosły z szosy do rowu, a później na pola. Tam było już bardzo głęboko. – Co wynurzyłem się z wody, to kolejne nowe fale mnie zatapiały – opowiada duchowny. Gdy już żegnał się z tym światem, udało mu się złapać za jakąś kępkę trawy. Trzymając się jej, wyszedł z powrotem na szosę. Ksiądz opisuje także, jak woda zniszczyła cmentarz: – Ile trumien pływało, nie wiem. Jedną, wywróconą dnem do góry, widziałem przy krzyżu misyjnym.

Exodus plantacji chmielu

– Wilków jest elitą, jeśli chodzi o uprawę chmielu w Polsce. Był znany z tego, że to tu zaczęto uprawiać chmiel. Stąd jest doświadczenie, tu jest historia, tu jest przekazywana wiedza z pokolenia na pokolenie. To elitarna uprawa, która potrzebuje ogromnego nakładu pracy i wiedzy – mówi reżyserom Jan Madej, mieszkaniec gminy. – Produkowaliśmy ponad 40 proc. polskiej uprawy chmielu. Plantatorzy z gminy Wilków i okolic stanęli przed koniecznością odbudowy tych plantacji. To są plantacje wieloletnie. Została zniszczona prawie cała infrastruktura. Co mają powiedzieć teraz ci biedni plantatorzy, kiedy nikt nie chce dać im gwarancji, że jeśli odbudują plantacje, to chmiel zostanie od nich kupiony? Chmiel w Polsce już się nie odrodzi.

Gdy opadły wody

Prawdziwy ogrom tragedii stał się...
[pozostało do przeczytania 33% tekstu]
Dostęp do artykułów: