Krajobraz po Libii

Cel nowej kolonizacji

Żyjemy w świecie pozbawionym jakichkolwiek ideałów i zasad. I to nie od dziś. Kiedy widzę, co się dzieje w Libii, a właściwie poza nią, robi mi się zimno. I przestaję rozumieć motywy ingerencji Europy w wewnętrzne sprawy tego kraju. Właściwie to nie Libijczycy, lecz Europejczycy robią porządki w tym kraju, dla nich nowy tymczasowy rząd o nazwie Narodowa Rada Libijska to narzędzie rozszerzania wpływów ideologicznych, a przede wszystkim gospodarczych krajów UE i NATO w tym regionie. Nie mam złudzeń, że Afryka Północna jest celem nowej kolonizacji, i to kolonizacji w szacie hipokryzji – idziemy na odsiecz uciskanym narodom w imię pokoju, demokracji i wolności. I robimy wszystko, żebyście byli z nas zadowoleni.

To dopiero początek, bo jeśli przyjrzeć się dobrze temu, co się w Libii dzieje, można odnieść wrażenie, że na świecie nie ma ważniejszego kraju i ważniejszej osobistości niż Kaddafi. Gdzie jest Kaddafi? – gorączkują się media – oddać go pod sąd Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości. A Sarkozy, który dopiero co przyjmował tego człowieka w Paryżu, pozwalając mu rozbić namiot pod Pałacem Elizejskim, dziś zachowuje się jak pretendent do objęcia tronu w Trypolisie. Francja nie od dziś próbuje na stałe zakotwiczyć się w Afryce Północnej, niepomna swoich doświadczeń z Algierią i ociekających krwią interwencji w krajach Czarnej Afryki. Ale Francuzi już tak mają, im wolno więcej. 

Napoleon i urażanie uczuć

Co takiego ma Libia, czego nie mają inne kraje, że europejskie mocarstwa nie ustają w bombardowaniach wszystkiego, co się da, rujnując jej miasta, porty, zasoby militarne i energetyczne? Znaczenie Libii jest podwójne. Pierwsze to polityczne. Unia Europejska się wali, jak ostrzegała parę dni temu przewodnicząca Międzynarodowego Funduszu Walutowego Christine Lagarde, Europie zagraża recesja. To gorzej niż kryzys, to już katastrofa. Potrzebne są więc sukcesy. A...
[pozostało do przeczytania 65% tekstu]
Dostęp do artykułów: