Bankructwo z uczciwości

Dodano: 23/03/2011 - Nr 12 z 23 marca 2011

W dyskusji z moim przyjacielem prezentowałem zupełnie inne podejście do sprawy. Być może nie jestem zbyt dobrym wzorcem państwowca, lecz nie widzę różnicy pomiędzy dłużnikami, obojętnie czy są to osoby prywatne, firmy i przedsiębiorstwa, czy skarb naszego państwa. Dług to dług, jak rzekłby w takiej sytuacji Roch Kowalski. Przypuśćmy, że spowodowałem jakieś szkody sprowokowanym przez moją nieuwagę wypadkiem drogowym. Ktoś poniósł stratę i domaga się ode mnie odszkodowania i zadośćuczynienia za doznane w wypadku krzywdy. Ja twierdzę, że zadośćuczynienie powinno pochłonąć góra 10 tys. zł, a poszkodowany żąda np. stu. Co winienem w takiej sytuacji zrobić, chcąc mieć się za uczciwego człowieka? Moim zdaniem zapłacić owe 10 tys. zł, które uznaję za wystarczające zadośćuczynienie, a po resztę odesłać poszkodowanego do sądu. Mój młody przyjaciel sądzi jednak, że skoro Prokuratoria uznaje dług zadośćuczynieniowy za wart ćwierć miliona, a uprawniony żąda więcej, to państwo winno wstrzymać się z
     
61%
pozostało do przeczytania: 39%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze