Sędzia kalosz!

Za słowa o Bolku też, i to już jest mniej zabawne. Po pierwsze, postać Bolka jest silnie osadzona nie tylko w kreskówce, ale i w mrocznych zakamarkach polskiej historii. Po drugie, represje za mówienie niewygodnej prawdy historycznej nie sprowadzają się do zakazu stadionowego, o czym dotkliwie przekonał się ostatnio Krzysztof Wyszkowski. Absurdalny humor jako broń bezbronnych sprawdza się w odniesieniu do codziennych idiotyzmów systemu, ale zawodzi wobec realnych ludzkich dramatów. Na dłuższą metę trudno też go stosować w kontekście uporczywego kneblowania ust. W końcu nad Wisłą nie stacjonują już sowieckie wojska i mamy więcej możliwości działania niż ironiczna bierność.
Wyrok skazujący w procesie Jarosława Marka Rymkiewicza to jeszcze jeden rażący przykład ograniczenia w Polsce wolności słowa. W uzasadnieniu usłyszeliśmy zarzut, że formułując opinię o „duchowych spadkobiercach KPP”, poeta mówił nie na temat. Zapytany przez dziennikarza o wydarzenia na Krakowskim Przedmieściu, niepotrzebnie zahaczył o Czerską. Faktycznie, straszna zbrodnia. Ale tylko w III RP, bo w państwach demokratycznych za dygresyjne wywiady czy felietony raczej wręcza się dziennikarskie laury niż wezwania do zapłaty 5 tys. zł na cel społeczny.

Zamiast w całości oddalić pozew Agory jako urągający zdrowemu rozsądkowi, sąd podważył prawo do określania politycznych tradycji „Gazety Wyborczej”. Tym samym organ Adama Michnika ostatecznie stał się świętą krową polskiego życia publicznego. Większość zdolnych do krytycznego myślenia publicystów będzie odtąd unikać jak ognia wymieniania nazwy dziennika, którego wydawca ciąga ludzi po sądach i uzyskuje korzystne dla siebie orzeczenia. Może znajdzie się kilku, którzy krzykną „Sędzia kalosz!”, by za chwilę wrócić do konsumpcji waty cukrowej.

Szczerze mówiąc, czuję się już zmęczony procesem Rymkiewicza. Wprawdzie twarz pani sędzi przywodzi mi na myśl poezję najwyższych lotów, ale zawsze jest to fragment wiersza Zbigniewa...
[pozostało do przeczytania 35% tekstu]
Dostęp do artykułów: