Naszemu państwu groziła katastrofa

Słabością polskiej opozycji jest fakt, że nie potrafi stworzyć gabinetu cieni i dać tym samym czytelnego sygnału wyborcom, że jest gotowa do przejęcia władzy. Rozumiem, że wy taki gabinet stworzyliście?

Nie używaliśmy oficjalnie określenia „gabinet cieni”, choć na takiej właśnie zasadzie działaliśmy. Za poszczególne resorty odpowiedzialne były konkretne osoby. Nawet jeśli nie do końca było wiadomo, że właśnie ci ludzie zostaną po wyborach ministrami.

Fidesz przyjął bardzo szeroki zakres reform – gospodarka, sprawy społeczne, media, a do tego przeprowadza coś w rodzaju rewolucji obyczajowej. Nie obawiacie się, że społeczeństwo tego nie wytrzyma i możecie przegrać następne wybory?

Najnowsze sondaże pokazują, że jesteśmy zdecydowanie najpopularniejszą partią na Węgrzech. Przez cały ubiegły rok opozycja nie była w stanie zwiększyć swojego poparcia. Wierzymy, że wyborcy docenią fakt, iż po ośmiu latach stagnacji do władzy doszli ludzie, którym o coś chodzi. Na razie jesteśmy dwu-, a nawet trzykrotnie bardziej popularni od opozycji. Choć jednocześnie bardzo wzrosła liczba wyborców niezdecydowanych.

Tak wyraźny sukces Fideszu nie zjednoczył opozycji?

W opozycji mamy postkomunistów – socjalistów, partię „Polityka może być inna”, czyli mieszaninę liberałów i zielonych, oraz partię radykalną. W parlamencie często głosują razem, a politycy nawołują do bliższej współpracy, Ale w rzeczywistości to tylko pozorna jedność.

To, co robicie, wymaga odpowiedniej polityki informacyjnej. Jak sobie poradziliście z medialną osłoną reform?

Przyznam, że wiele osób narzeka na politykę informacyjną rządu. Na szczęście bardzo sprzyja nam fakt niemal powszechnej zgody społecznej na niezbędne zmiany. W 2010 r. nasz dług publiczny był bardzo wysoki, a wzrost gospodarczy mizerny. Mało osób pracowało, a wiele żyło z zasiłków, rent czy też dochodów...
[pozostało do przeczytania 69% tekstu]
Dostęp do artykułów: