Nadwiślański apartheid

Dodano: 12/07/2011 - Nr 28 z 13 lipca 2011

Czy to jest demokracja? 600 000 osób chce zmiany obowiązującego prawa. Są wyrazicielami woli większości: od kilku lat zdecydowana większość Polaków jest za całkowitym zakazem aborcji. A nic się w tej kwestii nie zmieni i dalej będzie tak, jak jest. Jeśli demokracja ma być wyrazem woli demosu, to widać tu jak na dłoni, że mamy do czynienia z systemem oligarchicznym. Co więcej, może też stać się nieszczęście. Próba przeprowadzenia przez większość swojej woli może zaowocować tym, że następna ekipa przestawi radykalnie wajchę w lewo. Mówiąc językiem niektórych liberałów, „konserwatywny fanatyzm może utorować drogę zapateryzmowi”. Ale Polska to nie Hiszpania, i ten zapateryzm polityków, oligarchów, nie znajduje oddźwięku poza marginalnymi grupami społeczeństwa. Marginalnymi liczebnie, choć umieszczonymi po części w centrum polskiej sceny publicznej. Taki nadwiślański apartheid. A i Unia Europejska niczego już nie ukrywa. Zmusiła Węgry do zaprzestania kampanii antyaborcyjnej, bo
     
20%
pozostało do przeczytania: 80%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze