Bezprawna gra pozorów

Wielkie oszustwo

W okresie pracy rosyjskiej komisji „badającej” katastrofę smoleńską starano się stwarzać wrażenie, jakoby komisja Jerzego Millera była równorzędna wobec rosyjskiej i również prowadziła prace na bazie konwencji chicagowskiej lub jej 13 załącznika. To wrażenie rozmijało się jednak z rzeczywistością. Ani konwencja o lotnictwie cywilnym, ani żadna inna umowa międzynarodowa nie przewiduje niczego takiego jak komisja ministra Millera.

Komisja ta działa wyłącznie na bazie prawa polskiego. Co najciekawsze, minister obrony zdecydował o jej powołaniu dopiero pięć dni po katastrofie, podczas gdy Rosjanom wystarczyła na to godzina. Polska komisja powstała więc dopiero po tajnym porozumieniu Tuska z Putinem, które doprowadziło do przekazania badania katastrofy na wyłączność stronie rosyjskiej. W czasie kiedy polska komisja powinna najbardziej intensywnie działać, w ogóle nie istniała, a powołano ją dopiero, kiedy sens jej istnienia stał się wątpliwy.

Na podstawie załącznika 13 działała tylko komisja rosyjska, przy której Polska miała swojego akredytowanego obserwatora. Postępowanie to zakończono 12 stycznia br. publikacją rosyjskiego raportu. Niedługo potem specjalna rządowa komisja rosyjska pod przewodnictwem premiera Władimira Putina została rozwiązana. Moskwa uznała w ten sposób, że prace badawcze w ramach uzgodnionej formuły prawnej zostały definitywnie zakończone. Wbrew wypowiedziom przedstawicieli polskiego rządu załącznik 13 nie przewiduje żadnej procedury ani możliwości odwołania się od rosyjskiego raportu końcowego, a więc wszelkie zapowiedzi w tej materii to zwykłe mydlenie oczu.

Celem komisji Millera jest tylko przygotowanie raportu przeznaczonego dla premiera polskiego rządu. Donald Tusk może go opublikować, ale wcale nie musi tego zrobić. Byłoby naiwnością oczekiwać od tak tolerancyjnego lidera, że zatwierdzi raport, który byłby nazbyt krytyczny wobec własnego rządu lub jego osobiście...
[pozostało do przeczytania 72% tekstu]
Dostęp do artykułów: