W składzie buraczanym

Odpowiednie dać rzeczy słowo Na podobne sytuacje piękny polski język proponuje kilka przysłów: „przyganiał kocioł garnkowi”, „uczył Marcin Marcina” czy „wiódł ślepy kulawego”. Bo czymże różni się niewątpliwa gafa naszego domorosłego zapaterysty Napieralskiego pstrykającego fotki, którymi będzie chwalił się w swojej kampanii wyborczej, od niezręczności lewicowca lokalnego chowu, który publicznie nazywa kolegę „burakiem”? A więc używa obraźliwych bez wątpienia epitetów, które wprawdzie we włoskim parlamencie fruwają w powietrzu jak muchy, ale już w brytyjskim grożą za nie poważne kary dyscyplinarne. I tu nie ma zmiłuj! Pamiętam, że kiedy John Major nazwał Tony’ego Blaira, wtedy jeszcze lidera opozycji, „dimwitt” („nierozgarnięty”), musiał przepraszać, bo inaczej groziłyby mu surowe sankcje. Podobnie działo się, kiedy Martin O’Neill określił Angelę Browning „Panną Marple z drugiej ręki”. Kiedy znany z barwnego języka laburzysta Tony Banks nazwał któregoś z konserwatystów
14%
pozostało do przeczytania: 86%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gazetapolska.pl

W tym numerze