Pora wracać do satyry

Ludzie masowo zadawali pytania, a „najciekawsze” mogły liczyć na odpowiedź. Były też momenty, kiedy na wizji pokazywano spoconych ze wzruszenia obywateli z pipidówy, pytających, i co najważniejsze, otrzymujących odpowiedź od najwyższego dostojnika największego kraju świata. Pytania zadawano na z góry zadany temat, a odpowiadający z góry wiedział, co ma powiedzieć. Dla widzów rosyjskiej telewizji państwowej takie „rozmowy” z narodem to nowy zastrzyk narodowej dumy i chwały. Oraz potęgi. Człowiek wie, po co istnieje, bo nie samym ogórkiem kiszonym się żyje i szklaneczką z ożywiającym napojem.
Taka sztuka w Polsce się nie uda. Po pierwsze, choć to nieco wątpliwe, Polacy są Europejczykami, po drugie znają świat lepiej, niejeden mieszkaniec naszej pipidówy bywał na cywilizowanym Zachodzie i wie, co jest prawdą, a co lipą. Po trzecie, nasi internauci nie będą zadawać pytań w rodzaju: jakie są cele polskiej prezydencji w Unii Europejskiej? Mogą natomiast zapytać: czy lubi pan polować na kaczki, a zwłaszcza kaczory?

Coś zbyt dużo tej rosyjskości w Polsce. Naśladownictwa systemu, który kieruje się represjami, fałszem, obłudą i cwaniactwem. I rodzi cynizm, który pozwala prezydentowi biegać po kościołach i pielgrzymkach, a jednocześnie zabraniać stawiania krzyża przed pałacem, w końcu nie jego, ale wszystkich (jak mawia Tusk)  Polaków. Taka rozmowa prezydent – internauci może być pożyteczna tylko wówczas, jeśli będzie szczera. A na to nie ma co liczyć. Więc pora wracać do satyry. Przynajmniej będzie wesoło.

[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: