8 czerwca 2011

Wyłącznie moje zdanie

Powtarzam z naciskiem: „Odcinki” piszę wyłącznie w swoim, osobistym imieniu. I mam nadzieję, że to, o czym będzie niżej, okaże się mylne, błędne, nieprawdziwe. Całkowicie i zupełnie. Bo to przecież dla nas (i dla mnie) wyjątkowo ważna sprawa.

Gest i ostrożność

Gest Obamy w katedrze polowej Wojska Polskiego był piękny, symboliczny. Wykonał go jako swoiste mea culpa za nieobecność nie tylko na uroczystościach pogrzebowych, ale nieudanie się tego dnia nawet do ambasady polskiej w Waszyngtonie. Wymienił parę zdań z rodzinami poległych związanych z wojskiem, także z krewnymi swojego jakby odpowiednika – naczelnego zwierzchnika WP śp. Lecha Kaczyńskiego. Pewno ambasada amerykańska wskazała mu, że tak będzie najzręczniej. Wszelako termin „gest” zawiera wystarczającą treść. Próby umiędzynarodowienia wyjaśnienia tragedii smoleńskiej należy nadal i wszelakimi sposobami starać się podejmować. Ale właśnie dlatego, że to sprawa tak ważna, realistycznie przestrzegam: na zajęcie się tą kwestią zarówno przez Amerykę, jak i NATO bym nie liczył. W opinie „Amerykanie nie odpuszczą” czy też „NATO jest gotowe do dalszych działań” całkowicie nie wierzę. Nie rozumiem, dlaczego złożenie kwiatów przez Obamę ma być dowodem, że „będzie zajmował się tą sprawą”. A już uwaga, że temat smoleński będzie „przedmiotem kampanii wyborczej nie tylko w Polsce” wykracza zupełnie poza jakikolwiek realizm. Owszem, gest ten spodoba się Polakom amerykańskim, ale oni i tak, jeśli w ogóle głosują, z reguły wybierają Demokratów. Powtórzę: nie rezygnując z wszelkich prób, warto zacząć uzmysławiać sobie, że w owych próbach pewno zostaniemy w końcu, w sensie praktycznym, sami.

Mało wiedzą

„Polacy nawet twierdzą, że katastrofa miała miejsce w Rosji, a nie w polskim mieście Smoleńsk” – zauważa „NYTimes”. To nie gafa, ale symboliczny dowód, jak nasza tragedia plasuje się na liście...
[pozostało do przeczytania 78% tekstu]
Dostęp do artykułów: