Tam stoi ZOMO

Kibic na strajku

Młodzi ludzie w dzierganych samodzielnie szalikach wspierali „Solidarność” przez całe lata 80. Byli zaangażowani w różne struktury opozycyjne, rozrzucali ulotki, malowali hasła na murach, chodzili na demonstracje, zresztą bardzo często byli robotnikami w strajkujących zakładach.

Najsilniejszy ruch kibicowsko-opozycyjny był w Gdańsku i Wrocławiu. Kibice Śląska Wrocław w sierpniu 1988 r. uczestniczyli w strajku Stoczni Gdańskiej i nikogo to nie dziwiło. Podobnie zachowywali się kibice w Warszawie czy Krakowie.

We wrześniu 1982 r., w środku stanu wojennego, we Wrocławiu odbył się legendarny mecz Śląska z Dynamem Moskwa. Było to na dwa dni przed rocznicą 17 września. Nic dziwnego, że przez cały mecz stadion wrzeszczał, ile sił w płucach: „Precz z komuną!”, „Bij Moskala!” i „Breżniew ch…!”. – Po tamtym meczu utworzyła się spontaniczna manifestacja zmierzająca do centrum miasta. Tam tradycyjnie została brutalnie zaatakowana przez ZOMO. Walki z milicją rozprzestrzeniły się na pół miasta i trwały kilka godzin. Do walk dołączyło wielu mieszkańców. Nawet po tamtej zadymie komunistyczni bandyci nie wpadli na pomysł zamknięcia stadionu – wspomina Piotr Malawski, kibic Śląska i działacz „Solidarności Walczącej”.

W tym samym Wrocławiu swego czasu demonstracja zaczęła się o… 4.50 nad ranem, bo właśnie dojechał do miasta pociąg z kibicami Lechii Gdańsk, którzy już na dworcu zaczęli wznosić antykomunistyczne okrzyki. Milicja zaatakowała, wstrzymała ruch, więc jadący do pracy robotnicy przyłączyli się do walki.

– Takich sytuacji było mnóstwo – opowiada wieloletni kibic Lechii, ksiądz Jarosław Wąsowicz, były działacz Federacji Młodzieży Walczącej. – Po którymś meczu Lechii z Górnikiem Zabrze ZOMO spałowało nas na stadionie. Praktycznie nie było meczu bez rozrzucania ulotek. Szef ówczesnego „młyna”, „Makaron”, mawiał na wyjazdach: „Panowie, teraz pięć minut dla polityki”. Cały stadion...
[pozostało do przeczytania 61% tekstu]
Dostęp do artykułów: